Niewiele rzeczy w historii ludzkości budziło tyle kontrowersji, co środki odurzające. Różnymi sposobami - wdychając, wciągając, pijąc, paląc czy żując - zażywały je wszystkie ludy świata

W zeszły piątek, 16 kwietnia 1943 r., zmuszony zostałem przerwać pracę w laboratorium i wczesnym popołudniem pojechałem do domu, jako że poczułem niezwykłe pobudzenie w połączeniu z niewielkimi zawrotami głowy. W domu położyłem się i zapadłem w całkiem przyjemny stan odurzenia, charakteryzujący się ekstremalnie ożywioną wyobraźnią - wpis o takiej treści trafił do dziennika dr. Alberta Hofmanna z Bazylei, a substancją, dzięki której umysł zaczął płatać mu figle, było LSD – psychoaktywna pochodna ergoliny wyprodukowana ze sporyszu. Hofmann wcale nie planował jej zażyć. Stało się to przypadkiem.

Albert Hofmann studiował chemię na Uniwersytecie w Zurychu. Interesował się głównie budową chemiczną roślin i zwierząt, przeprowadzając przełomowe badania nad często występującym związkiem organicznym, chityną, z czego w roku 1930 otrzymał doktorat z wyróżnieniem.

- Sporządziłem tę substancję jako lek. To nie moja wina, że ludzie jej nadużywają - tymi słowami przez długie lata Hofmann bronił swojego wynalazku. Miał nadzieję, że LSD wniesie ogromny wkład w psychiatrię, zwłaszcza w diagnozowanie i leczenie schizofrenii. Przez jakiś czas firma Sandoz sprzedawała LSD 25 pod nazwą Delysid.

Kilka dni po pierwszym eksperymencie z zażyciem LSD, Hofmann sięgnął po większą dawkę. Rezultat określił jako "straszną podróż": Substancja, z którą chciałem eksperymentować, wzięła mnie we władanie. Przepełniał mnie wszechogarniający strach, że zwariuję. Zostałem przeniesiony do innego świata, w inny czas - napisał chemik.

Dziś wiemy, że miał do czynienia z jednym z najsilniej działających halucynogenów, jakie znamy. Jego dawki ważone są w mikrogramach (zamiast miligramów), a tylko jeden procent przyjętej substancji dociera do mózgu. Odkrycie Hofmanna miało zrewolucjonizować psychiatrię. Swoje plany wobec niego miały też amerykańskie wojsko i CIA. I pewnie skończyłoby się na mniej lub bardziej udanych eksperymentach nad możliwościami kontroli ludzkiego umysłu, gdyby nie fakt, że substancja wpadła w ręce hipisów. Stała się symbolem całego pokolenia i jego stylu życia, tak znienawidzonego przez ówczesny establishment, z prezydentem Richardem Nixonem na czele. Wprawiono w ruch potężną machinę propagandową. LSD miało powodować falę samobójstw ludzi rzekomo przekonanych o tym, że potrafią latać. Pisano, że może wywoływać uszkodzenia genetyczne.

Zresztą dotyczyło to nie tylko LSD, ale również całej masy innych halucynogenów. Narkotykowa prohibicja umacniała się.

Tolerancja na działanie narkotyków jest u każdego inna. Uzależnienie fizyczne w przypadku opiatów często prowadzi do wzrostu odporności na ich działanie. Rosną więc przyjmowane dawki, a tym samym – pomijając morfinę – ryzyko przedawkowania. Innym problemem, na który zwraca uwagę prof. Fiona Measham, kryminolog z Uniwersytetu Durham, jest przestępczość, jaką generują środowiska uzależnionych, szczególnie od substancji wstrzykiwanych.

Rząd USA zakazał sprzedaży LSD w 1966 roku, wkrótce podobne decyzje podjęły inne kraje. Hofmann przez wiele lat utrzymywał, że wyrok ten jest bardzo niesprawiedliwy, a lek nie powoduje uzależnienia. Jako dowód potwierdzajacy tę tezę, stawiał siebie samego. W pewnym momencie życia przyznał jednak, że LSD w niewłaściwych rękach może być substancją niebezpieczną. Doświadczenia podsumował w 1979 roku w książce "LSD - moje trudne dziecko", która opisuje psychiczne i fizyczne skutki używania narkotyku. Albert Hofmann zmarł w wieku 102 lat z przyczyn naturalnych 29 kwietnia 2008 w położonym nieopodal Bazylei Burg im Leimental.
 

Adam Robiński