Nowe badanie przynosi niepokojące informacje o tym, co wchłania nasza skóra. Jednak wedle profesora pediatrii z  Indiana University School of Medicine to mniejsze zagrożenie niż ryzyko raka skóry.

Jak przekonuje profesor Aaron E. Carroll nowotwory skóry to obecnie najczęstszy onkologiczny problem w USA. Dość skuteczną ochroną przeciwko szkodliwemu dla nas promieniowaniu UV są odpowiednie kremy z filtrem. Problem w tym, że wraz z nimi w naszą skórę wchłaniane są niezdrowe są substancje budzące niepokój naukowców.

Powiedzmy to jednak bez ogródek - tak, powinniście dalej używać kremów do opalania. Tym, którzy są jednak wyjątkowo zapobiegliwi profesor Carroll doradza czytanie składu na opakowaniach i rezygnację z tych produktów, które zawierają tlenek cynku i dwutlenek tytanu. Ze względu na swoją dostępność kremy nie podlegają tak silnej kontroli i badaniom jak leki. Prawo europejskie jest dla nich jeszcze łaskawsze niż w USA. 

Amerykańska Federalna Agencja do spraw Leków (FDA) postanowiła przeprowadzić swoje własne testy by odpowiedzieć sobie na 2 pytania: w jakim stopniu wchłaniane są przez skórę chemikalia z kremów oraz jakie mogą być tego potencjalne skutki. 

Niedawno ogłoszono odpowiedź na pierwsze pytanie, znalazło się ono w badaniu opublikowanych w JAMA. Podczas próby 24 zdrowe osoby umieszczały na sobie jeden z czterech testowanych filtrów. Dwa z kosmetyków były w rozpylaczu, jeden jako olejek i jeden w postaci kremu. Uczestnicy pokrywali wybranym kosmetykiem 75 procent ciała cztery razy dziennie, przez 4 dni. W tym czasie pobrano od nich 30 próbek krwi. 

Według wytycznych FDA każdy składnik, który jest wchłaniany na poziomie przekraczającym 0,5 nanogramów na mililitr krwi powinien zostać przebadany toksykologicznie. 

Pod lupę wzięto cztery popularne składniki filtrów UV na skórę: avobenzon, oksybenzon, oktokrylen oraz ecamsule. Wszystkie cztery przekroczyły próg wchłanialności wymagany do rozpoczęcia testów. Ich poziomy u wszystkich badanych utrzymywały się powyżej granicy przez cały tydzień. Wyjątkiem jedynie pozostała grupa używająca kremu. Co więcej, między pierwszym a czwartym dniem doszło do podwyższenia się poziomów, co wskazuje na gromadzenie się związku chemicznego w ciele przy ciągłym stosowaniu kosmetyku. 

Nie ma obecnie dowodów na to, że filtry przeciwsłoneczne są szkodliwe dla zdrowia. Możliwe, że takie poziomy wchłaniania substancji są bezpieczne. Filtry są szeroko rozpowszechnione na całym świecie i jak dotąd nie ma żadnych alarmujących informacji dotyczących jakichkolwiek powikłań po ich stosowaniu. 

Profesor Carroll przekonuje na łamach The New York Times, że lepiej nie rezygnować z nich, bo są kluczowym elementem  ochrony przed rakiem skóry. Dodaje jednak, że badania nad tym co trafia przez naszą skórę do organizmu i jakie mogą być tego konsekwencje muszą mieć miejsce. Według niego w tym roku FDA ma wydać rekomendacje dotyczące stosowania takich kosmetyków. Będzie w nich zawarta sugestia, by filtry zawierające kwas paraminobenzoesowy (może wywoływać alergie) oraz salicylan trietanoloaminy (ma związki z krwawieniami) nie były oznaczane sformułowaniem "ogólnie uznane za bezpieczne i efektywne". 

Podobnych rekomendacji w Europie raczej się nie spodziewamy, jednak czytanie składu produktu przed podaniem na skórę jeszcze nikomu nie zrobiło krzywdy. 

Wspomniane wcześniej sformułowanie dostają filtry opierające się na dwutlenku tytanu i/lub tlenku cynku. Te nieorganiczne związki nie są wchłaniane przez skórę, pozostają na jej powierzchni i tworzą barierę ochronną przed promieniowaniem UV. Ich wadą jednak jest to, że... je widać, a większość osób najchętniej nakłada kremy, które się ładnie wchłaniają i działają. Sporo osób używa także aerozoli, bo zwyczajnie wygodniej się z nich korzysta. 

W ostatnich latach niektóre znane z atrakcyjności turystycznej miejsca zaczęły zakazywać używania kremów z filtrami. Ich składniki okazały się zabójcze dla raf koralowych. Taki zakaz obowiązuje między innymi na Hawajach. Szkodliwe dla wodnej przyrody i zwierząt okazały się: oksybenzon, oktinoksat oraz grupa substancji o nazwie parabeny. 

Te substancje gromadzą się w organizmach odpoczywających ludzi oraz żyjących w wodzie zwierząt i roślin. Przy dziesiątkach tysięcy turystów okazało się to poważnym zagrożeniem dla bezcennych raf koralowych. 

- Jeśli chodzi o zdrowie osobiste - doradza profesor Carroll - rozsądny podstawowy plan to po prostu się zakrywać. Ja noszę koszulkę do pływania, chroniącą przed promieniami UV i do tego na słońcu kapelusz. Moje dzieci mówią, że nie wyglądam tak fajnie jak inni ojcowie, ale używam znacznie mniej filtrów niż one. To ułatwia mi życie i może okazać się pomocne dla środowiska.