Miał sen, że poleciał w kosmos. Nie było w nim ani obrazów, ani kolorów. Być może to był sen proroczy, bo życie niewidomych bywa kosmiczne.

Wadliwy egzemplarz. Tak o sobie niekiedy mówi Łukasz Żelechowski. Wtedy, gdy ma dobry humor, czyli bardzo często. Stracił oczy, bo, jak żartuje, w inkubatorze nie dawali okularów przeciwsłonecznych. Retinopatia wcześniaków – tak medycyna nazwała chorobę, która zabrała mu wzrok. Dziś Łukasz nie chce widzieć. Bo to byłoby tak, jakby ktoś kazał mu narodzić się na nowo. Właśnie bawi się z córeczką Olgą. Potrafi odczytać z jej twarzy radość, zanim dziewczynka się uśmiechnie.
 

Jolanta Kramarz lubi swoje życie, ale gdyby miała taką możliwość, poprosiłaby o nowe oczy. Być może dlatego, że pod powiekami wciąż ma świat, który zapamiętała z dzieciństwa i który jej się podobał. A może dlatego, żeby wreszcie zobaczyć, jaki właściwie jest ten kolor miętowy. Wzrok zepsuli jej lekarze. Robili to stopniowo, aż otoczyła ją całkowita ciemność. Mogła się załamać. Tyle że jest twardą kobietą i postanowiła wziąć się z rzeczywistością za bary.
 

Marcin Ryszka ma na swoim koncie sukcesy sportowe, przed sobą kolejne wyzwania. Jest niesamowicie wrażliwy na głos, ale jego prawdziwym fetyszem są delikatne dłonie. Kiedy był ostatnio nad morzem, po kilku dniach bezbłędnie rozpoznawał, który z sąsiadów wchodzi po schodach. Każdy przecież stąpa inaczej, z inną siłą, energią, w innym rytmie. Dziewczyny często pytają go: A jak ty sobie mnie wyobrażasz?
 

Tomek Matczak byłby ostrożny z tymi wyobrażeniami. Kiedy jeszcze widział całkiem dobrze, w swojej wyobraźni przeżywał miłość do nastolatki jeżdżącej na wózku inwalidzkim. Wydawało mu się to niezmiernie romantyczne. Dziś sam ma chorobową rentę i genetyczną dystrofię nerwów wzroku. Nie ma za to poczucia straty i przekonania, że jest kimś gorszym. Oprowadzając gości po Niewidzialnej wystawie w Warszawie, odpowiada na milion różnych pytań. Ostatnio zaskoczyła go kobieta, która chciała się dowiedzieć, w jaki sposób niewidomi mężczyźni sikają: na siedząco czy stojąco.
 

Nie dostajemy nic ekstra
 

Jolanta czyta właśnie Miasto ślepców José Saramago. Poczucie humoru czy perwersja? A może zwykła ciekawość pani psycholog?
 

– Interesująco są w niej opisane reakcje ludzi dotkniętych nagłą epidemią, która odebrała im wzrok. Jakie były? Szok, bezradność, pustka. Przecież żaden z nas nie dostaje nagle informacji ekstra, które ułatwiają funkcjonowanie – mówi dosadnie.
 

Nie jest bowiem prawdą, jak chcieliby niektórzy, że węch, słuch czy dotyk są u niewidomych lepiej wykształcone. – To nie tak, że jednego dnia tracisz wzrok, a drugiego budzisz się z doskonałym słuchem, który pozwala ci podsłuchać rozmowę sąsiadów dwie klatki dalej, i z węchem, za pomocą którego możesz wyczuć znajomego idącego drugą stroną ulicy – zaznacza Jolanta Kramarz. – Mózg, choć inteligentny, tak nie działa. Wszystko jest kwestią treningu, determinacji i przystosowania. Proszę mi wierzyć, wśród niewidomych są zarówno osoby słabo słyszące, nieodróżniające dobrze smaków, jak i ludzie z alzheimerem.
 

Siódmy zmysł
 

– Mit o wyostrzaniu się zmysłów wciąż krąży nad światem niczym niegdyś widmo komunizmu nad Europą – śmieje się Tomek. Co mówi o tym medycyna? Że uszkodzenie narządu wzroku, czy to neurologiczne, mechaniczne, czy spowodowane chorobą oczu, uruchamia pewne określone formy kompensacji, czyli próby wyrównania braku. Jolanta Kramarz nazywa to umiejętnościami, które można wytrenować. Osoby niewidome odbierają świat głównie za pomocą dotyku, węchu i słuchu.
 

W życiu niektórych uaktywnia się także tzw. zmysł przeszkód. Co to jest? To mechanizm, którego fundamentem jest instynkt obronny, a pozwala, dzięki ćwiczeniom, uniknąć zderzenia z kimś, z czymś, ominąć przeszkodę,
nie wejść pod pędzący samochód.
 

Jolanta Kramarz musiała nauczyć się uważności. Odpowiednich nawyków, które pozwoliły jej normalnie żyć. Przed samochodem czy bliskim spotkaniem z nieznanym obiektem chroni ją dodatkowo Maior, przeszkolony labrador. – Pamiętam świat sprzed momentu, kiedy ogarnęła mnie ciemność. Dlatego łatwiej mi się w nim poruszać. Znam kolory, wiem, jak wyglądają budynki. Śnię obrazami, nie wyobrażeniami, a kiedy myślę o literach, widzę je narysowane, jak ze szkolnej tablicy. I nie jest to alfabet Braille’a.
 

Jolanta ma za to poczucie straty. Tego uczucia niewidomi od urodzenia nie znają.
 

Zapach kobiety
 

Tomek uważa, że film, w którym Al Pacino grał niewidomego, jest przesadzony. Nakręcony z hollywoodzką manierą. Ale z jednym się zgadza: zapach kobiety jest niezmiernie ważny. To, jakich perfum używa, jakim szamponem myje włosy. Równie istotny jak głos. Po tym Tomek ocenia atrakcyjność płci przeciwnej. Nie on jeden. – Kiedy ta warstwa zewnętrzna, ciało, naprawdę jest dla ciebie niewidoczna, możesz śmiało powiedzieć „liczy się wyłącznie twoje wnętrze” – uśmiecha się Marcin, bo dobrze wie, jak takie hasła funkcjonują w tzw. normalnym świecie. Tyle że on, kiedy idzie z kolegami do dyskoteki, faktycznie w taki sposób ocenia dziewczyny. Empatia, nerwowy charakter, próżność, pewność siebie. Tomek to wszystko jest w stanie wyczytać podczas rozmowy z drugim człowiekiem.
 

Łukasz swoją przyszłą żonę poznał na dworcu autobusowym. – Czyż to nie symboliczne? – pyta. Podróż ich życia trwa i zapowiada się niezmiernie interesująco. Bo przy facecie, który bierze garściami, trudno się nudzić. Łukasz uczy dzieci w szkole, wchodzi na najwyższe szczyty górskie, gra, śpiewa, występuje w programach talent-show. Jest dziennikarzem, informatykiem, krótkofalowcem, lada chwila akustykiem dźwięku. Uspokaja się może tylko w trakcie snu, chyba że akurat spada w nim w dół studni. Leci i choć ma świadomość przestrzeni, nie jest to wcale uczucie przyjemne.
 


 

Świat bez kolorów
 

Łukasz nie widzi nic, nie rozróżnia ani bieli, ani czerni. Nie śni obrazami, nie śni kolorami. Może jedynie interpretować bodźce smakowe, zapachowe, dotykowe i przetwarzać je w sposób całkowicie dla osoby widzącej niezrozumiały.
 

– Pamiętam, byłem w czwartej klasie, kiedy przyśniło mi się, że zbudowałem statek kosmiczny. Poleciałem w kosmos, rozbiłem namiot i odbierałem gratulacje, że mi się udało – wspomina. I może był to sen proroczy. Bo przecież robi dziś rzeczy naprawdę kosmiczne.
 

Jolanta pamięta kolory. Wie, jakie lubi nosić, choć i to zależy od dnia czy nastroju. Ostatnio dowiedziała się, że modny jest miętowy.
 

Nie znała go, ale koleżanki potrafiły jej wytłumaczyć. Po co jej taka wiedza? Bo zdaje sobie sprawę, jak ważne jest podążanie za modą, nawet wtedy, kiedy ubrania widzi się tylko dotykiem. Dlatego w fundacji dla osób niewidomych Vis Maior, której jest prezesem, prowadzi zajęcia ze stylistą.
 

Większych zakupów nigdy nie robi sama. Lepiej się na nie wybrać z kimś, kto szczerze ją oceni, ale nie narzuci własnej woli. Bo sama dobrze wie, czego chce. Uważa się za osobę samodzielną, ale to kwestia determinacji. Wie, że sama musi wydrzeć życiu jak najwięcej, żeby później nie żałować, nie obwiniać się, że zmarnowała życie.
 


 

Żyć tak, jak się chce
 

Marcin najlepiej czuje się w wodzie. Jest w niej niezależny, samodzielny, nie musi nikogo prosić o pomoc. Kiedy pływa, ma wrażenie, że żadne przeszkody nie istnieją. Potrafi nauczyć osobę zdrową ruchów żabki czy kraula. Pokierował swoim życiem tak, jak chciał. I choć nigdy nie siądzie za kierownicą samochodu, będzie bezbronny wobec formularzy, dokumentów czy głupich numerów na domofonie, żyje po swojemu. – Nie mam do nikogo żalu, choć dziś moja choroba, siatkówczak, jest uleczalna – mówi. I trzeba mu wierzyć, bo Marcin nie wygląda na osobę, która chciałby kogoś oszukać. Tomek Matczak też nie wygląda, choć to właśnie on co rusz pozwala sobie drobne szelmostwa. Wszystko dlatego, że w ogóle nie widać po nim, że jest ociemniały.
 

Pamięta choćby taką historię z wakacji, kiedy podszedł do niego pewien mężczyzna. „Pan ma taki jeden kijek, ale widziałem ludzi, którzy chodzą z dwoma. No nordic walking. Mógłby mi pan powiedzieć, jak nazywa się ta dyscyplina sportowa?”. Nie wiedział, bo nordic walking był wtedy jeszcze w powijakach. Dlatego odparł z rozbrajającą szczerością: „Niestety nie wiem, ale dyscyplina, którą ja uprawiam z jednym kijkiem, nazywa
się chodzenie na orientację”, po czym ujął laskę i pokazał, jak się z nią porusza.
 

Tekst: Katarzyna Kachel