Medyczna marihuana w Polsce zdała już egzamin, ale wciąż trudno mówić o przełomie. Brakuje przepisów pozwalających na jej używanie, a za jej niewłaściwe zastosowanie lekarz zgodnie z prawem może zostać skazany nawet na 15 lat więzienia.

Maks przypominał żywą laleczkę, która nie wyrażała żadnych emocji. Żył i na tym kończyła się jego aktywność – wspomina Dorota Gudaniec. W szczytowych momentach choroby jej 5-letni syn miał nawet 300 ataków padaczki dziennie.

Żadna możliwa metoda farmakologiczna nie przynosiła skutku. Skuteczna w leczeniu epilepsji dieta ketogenna (ograniczenie białka i węglowodanów na rzecz tłuszczy) początkowo przyniosła krótką poprawę, ale ostatecznie wywołała ciężki stan padaczkowy zakończony trwającą 1,5 miesiąca śpiączką farmakologiczną.

Do tego doszła sepsa, zapalenie osierdzia, zakrzepica żyły głębokiej, zapalenie płuc i zapalenie piramidy kości skroniowej.

Zanim w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie Maksowi podano leczniczą marihuanę, lekarze na OIOM-ie dawali mu 10 proc. szans na przeżycie. Po jej zastosowaniu liczba ataków spadła o 90 proc. Przez pół roku było ich tyle, ile wcześniej w ciągu jednego dnia. Dziś Maks jest pierwszym w Polsce pacjentem oficjalnie leczonym medyczną marihuaną, ale nie jedynym.

W Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie podobną terapię zastosowano już u dziewięciorga dzieci chorych na tę samą formę lekoopornej padaczki. Wyniki są obiecujące, dlatego z nadzieją patrzą na nie również chorzy na wiele innych chorób: stwardnienie rozsiane (SM), raka, jaskrę, alzheimera i AIDS.

Trudno jednak mówić o przełomie. Terapia dr. Marka Bachańskiego wciąż jest eksperymentalna, a pozostali lekarze bardziej niż kwestii medycznych boją się odpowiedzialności prawnej. (Czytaj też: Marihuana dobra i zła)

Zgodnie z prawem leczenie marihuaną jest w Polsce zakazane. Aby ją zastosować, lekarz musi uzyskać zgodę konsultanta wojewódzkiego w swej dziedzinie medycyny, a potem ministra zdrowia na tzw. import docelowy. Przez ostatnie trzy lata ministerstwo wydało tylko 13 takich pozwoleń.

Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii z 2005 r. stanowi, że w Polsce przestępstwem jest import, produkcja, pośrednictwo w sprzedaży, a także samo posiadanie marihuany.

Za to ostatnie grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech. Udostępnienie jej innej osobie zagrożone jest 10 latami więzienia. Mimo że ustawa z 2011 r. pozwala umarzać sprawy o posiadanie małej ilości narkotyków, wciąż skazuje się ok. 10 tys. ludzi rocznie.

Światełko w tunelu na drodze do zalegalizowania jej w celach medycznych pod koniec ub. roku zapalił Trybunał Konstytucyjny, który stwierdził, że prawo do jej zastosowania powinno zostać oddzielone od zakazu stosowania konopi jako substancji psychoaktywnej.

Uregulowanie tej kwestii może być jednak trudne, bo wciąż nie wiadomo, jakie zestawienie procentowe kannabidiolu (CBD) i psychoaktywnej THC jest korzystne w tego typu terapii – tłumaczy dr Bachański.

Z doświadczeń innych lekarzy i mojego wynika, że jeżeli CBD jest dużo, to jest to korzystne. Natomiast ok. 25 proc. dzieci chorych na padaczkę będzie potrzebowało również THC.

Więcej o marihuanie w czerwcowym "National Geographic Polska"