Kiedy fotografka Maria Schiffer opowiada o swojej pięciomiesięcznej samotnej podróży przez pięć afrykańskich krajów, z łatwością można sobie wyobrazić ten dreszczyk emocji, jaki musiał jej towarzyszyć podczas wyprawy, której zdecydowanie nie można określić mianem typowo turystycznej.

„Kiedy nie da się zaplanować sesji, należy wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję.”

Schiffer rozpoczęła swoją podróż na południu kontynentu, następnie odwiedziła Zambię, Ghanę, Rwandę oraz Senegal, realizując po drodze zlecenia od swoich klientów. Jako freelancer z duszą poszukiwacza przygód, postanowiła odkryć oraz udokumentować takie chwile i sytuacje aby zaskoczyć odbiorcę przyzwyczajonego do bardzo stereotypowego wizerunku “Afryki”.

Mając już na swoim koncie wiele podróży w wieku lat 12, Maria otrzymała pierwszy aparat od swojego dziadka. Próbowała różnych technik, które miały jej pomóc uchwycić nie tylko to, co w danym momencie miało miejsce, ale również towarzyszące temu emocje. Ta umiejętność okazała się bardzo przydatna, gdyż jej pierwsze zdjęcia to zapis wspomnień z miejsc, które na przestrzeni wielu lat były jej domem. Z dala od tego co bliskie i znajome, to właśnie dzięki nim mogła wrócić pamięcią do swojego dzieciństwa.

Maria przyznaje, że najtrudniejszą częścią jej pracy jest znalezienie równowagi miedzy tym, czego oczekują klienci a efektem, jaki ona chciałaby uzyskać. Realizacja projektów, zwłaszcza w nowych miejscach, zamienia ją w mistrza organizacji. Maria wymienia wszystkie czynniki, takie jak wiatr czy otaczający ją ludzie, które mają wpływ na to w jaki sposób wykonać projekt zgodnie z planem a nawet na to, czy jest to w ogóle możliwe. Czasami szczęście sprzyja i efekt końcowy okazuje się lepszy od zaplanowanego.

Mimo, że możliwość połączenia pracy z podróżowaniem to ogromne szczęście, taki styl życia nie jest pozbawiony wyzwań. Schiffer wspomina dwa zadania, których realizacja nie należała do najłatwiejszych: w ciągu jednego tygodnia fotografowała ruchliwe goryle w rwandyjskich górach, by w następnym tygodniu znaleźć się nad Morzem Bałtyckim na „frustrująco wyludnionej plaży”. „Ale – jak mówi z uśmiechem – dzięki takim wyzwaniom jestem coraz lepsza i zawsze pamiętam, że moim celem jest uchwycenie wyjątkowości tych miejsc.”

 

Bex: Czy możesz zdradzić nam jakiś niezawodny trik podróżniczy?
Maria: Zawsze mam ze sobą kopię mojego paszportu, bo nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć, więc lepiej się zabezpieczać!

Bex: Czy jest jakaś rzecz, bez której nie wyobrażasz sobie podróży?
Maria: Żeby tylko jedna! Podróżując tak dużo jak ja, stajesz się ekspertem od pakowania i wypracowujesz bardzo przydatne nawyki. Na pewno zatyczki do uszu, dwa portfele: jeden z kartami a drugi z gotówką (więc nigdy nie zostajesz kompletnie na lodzie). Co jeszcze... zapasowa poszewka na poduszkę, bo nigdy nie wiesz, gdzie wylądujesz! I agrafka.

Bex: Miejsce przy oknie czy przy przejściu?
Maria: Przy przejściu – piję dużo wody, gdyż odpowiednie nawodnienie jest bardzo ważne, kiedy się tyle podróżuje. Siadam więc przy przejściu, żeby łatwo móc wyjść do toalety, a zdarza się to bardzo często! (śmiech). Dzięki temu nie przeszkadzam pasażerom siedzącym obok mnie.

Bex: Ulubione lotnisko?
Maria: Trudne pytanie! Chyba Maroantsetra na Madagaskarze (WMN). To bardzo ciekawe doświadczenie, ale musisz sama to przeżyć, żeby zrozumieć o czym mówię.

Bex Frepp pisze o podróżach dla portalu Ahoy. Rozmawia z wieloma podróżującymi, którzy korzystają z Ahoy, by dowiedzieć się dlaczego podróżują i co jest dla nich ważne kiedy jednocześnie pracują i podróżują.

Ahoy to aplikacja umożliwiająca rezerwację lotów, używana przez małe firmy, freelancerów oraz zespoły. Jeśli chcesz latać bez problemów rezerwuj loty i zarządzaj nimi z Ahoy. Aplikacja do pobrania na:  ahoy.io/app. Zapraszamy również do odwiedzenia naszej strony ahoy.io, by dowiedzieć się jak działamy.