Uruchomiła lawinową wręcz aktywność internautów, co ciekawe i nie częste – pozytywną!

Pracująca w informatycznej firmie w USA Madalyn Parker wysłała do swojego przełożonego wiadomość pisząc bez ogródek, że potrzebuje wziąć dwa dni wolnego by skupić się na swoim zdrowiu psychicznym. Prośba o zwolnienie „na nerwy” to wciąż temat tabu, a zdrowie psychiczne dla wielu szefów i szefowych nie jest żadnym wytłumaczeniem. Tym razem jednak było inaczej.

W odpowiedzi otrzymała nie tylko zgodę, ale i wyrazy wsparcia:

„Chciałbym Ci osobiście podziękować za wysyłanie takich wiadomości.

Za każdym razem, gdy to robisz używam ich jako formy przypomnienia tego jak ważne jest wykorzystywanie urlopu zdrowotnego dla zdrowia umysłowego – trudno mi uwierzyć, że nie jest to standardowa praktyka we wszystkich miejscach pracy” - napisał jej szef.

Programistka umieściła wiadomość na Twitterze, także odpowiedź się tam znalazła, zatem rozmowa była widoczna dla innych internautów. Reakcje posypały się lawinowo. Świadczy to tylko o tym, jak zdrowie psychiczne w pracy jest ważne, a jednocześnie nie wystarczająco wybrzmiewa jako problem, który należy traktować poważnie.

Kwestia stresu czy nawet depresji w pracy to wcale nie wymysł znudzonych korposzczurów, które nie mają na noc narzekać.

Z danych opublikowanych w 2017 roku przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy wynika, że około 30%. pracowników w Europie narzeka na stres, a tylko w Austrii 42% przechodzących na emeryturę „białych kołnierzyków” (pracownicy umysłowi) robi to z powodu chorób wywołanych stresem w pracy.

Według brytyjskiej Health and Safety Executive około 45% nieobecności pracowników ma związek ze złym stanem psychicznym (wywołanym atmosferą/warunkami pracy/specyfiką zadań).

W przychodniach (historia prawdziwa z polskiego dużego miasta) można usłyszeć, że ktoś, kto prosi o zwolnienie L4 z powodu skołatanych nerwów „powinen iść na zakupy, odpuścić, kupić sobie nową sukienkę” (akurat tutaj przedmiotem „fachowej” porady była kobieta). Od starszego pokolenia możemy natomiast usłyszeć: „ale jeśli okażesz słabość zaraz cię zwolnią, przecież najważniejsze to utrzymać pracę”. Nie za wszelką cenę.

W rozmowie z Polską Agencją Prasową profesor Mirosława Marody z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że badania statystyczne pokazują w Polakach „spory ładunek lęku”.

- Mamy tu (…) do czynienia z uogólnionym, egzystencjalnym lękiem – tłumaczy odnosząc się do wyników badań „Wartości w dobie (globalnego) kryzysu. Pytano w nim o postawy życiowe Polaków, hierarchię wartości między pracą, życiem prywatnym, rodzinnym i spełnianiem indywidualnych pasji, czy wreszcie o preferencje i animozje społeczne. Z jednej strony pozytywnym wynikiem jest rosnące docenianie wartości czasu poza pracą oraz życia prywatnego. Kolejne pokolenia nie mają ochoty się wykańczać w pogoni za awansem. Z drugiej jednak strony w odpowiedziach na kwestionariusze i wywiady jasno widać, że coś jest nie tak.

- Wypowiedzi badanych sugerują, że źródłem tego lęku może być rozpadanie się rzeczywistości, w której do tej pory żyliśmy – tłumaczy profesor – To się przejawia np. w tym, że ludziom trudno dziś określić co to znaczy odnieść sukces w życiu, a co jest porażką. Badani mają też dylematy w jaki sposób pokierować dziećmi. Albo jak wieść życie rodzinne w rzeczywistości, w której większość czasu pochłania praca.

Źródło: Indy100 / Puls HR /  PAP