Gdy jesienią 2012 r. do jednego z budynków w sztokholmskiej dzielnicy Södermalm wezwano po dwa wozy strażackie i policyjne, spodziewano się wycieku gazu na klatce schodowej.

Zamiast uszkodzonej instalacji na miejscu strażacy znaleźli jednak wyłącznie blaszaną puszkę z popularnym w Szwecji (i tylko tam) kiszonym śledziem.

Podawany o tej porze roku w północnej części kraju surströmming produkowany jest na kilku wysepkach u wybrzeży Zatoki Botnickiej. Powszechnie uważa się go za przysmak o najbardziej przykrym zapachu na świecie. Z tego powodu stał się popularnym przedmiotem wyzwań w internecie, a YouTubedokumentujących – najczęściej opłakane – skutki jego konsumpcji.

Surströmming to pamiątka po starych sposobach przechowywania ryb. Kiedy sól była droga, dodawano jej tylko tyle, aby nie zgniły. Obecnie wkłada się je do puszek, w których postępuje dalszy proces fermentacji. Uwalniający się wówczas gaz po roku nadaje puszkom kulisty kształt.

Z obawy przed konsekwencjami ich wybuchu kilka linii lotniczych zakazało wnoszenia kiszonego śledzia na pokład. W Szwecji puszki otwiera się zwykle pod wodą, a wiele wspólnot mieszkaniowych zakazało tej czynności w budynkach. Roczne konserwy otwiera się w sierpniu.

Do tak spreparowanego śledzia podaje się wówczas lokalną odmianę żółtych migdałokształtnych kartofli lub jęczmienną macę. Popija się go z kolei wódką lub piwem. Prawdziwi koneserzy preferują jednak... mleko.