Koreańczycy nie tylko produkcję smartfonów opanowali do perfekcji. Nawet idole powstają tam, można powiedzieć, taśmowo.

K-pop to skrót od koreańskiego popu określający cały tamtejszy rynek muzyczny. W samym 2015 r. w Korei zadebiutowało 99 zespołów (53 girlsbandy i 46 boysbandów), co pokazuje skalę zapotrzebowania na „idoli”, jak nazywa się członków grup muzycznych. Przy czym z muzyką mają oni wspólnego niewiele, bo bardziej liczy się wygląd idola i strona wizualna jego występu.
 

Dlatego typowy teledysk cechuje imponująca choreografia i scenografia, zaś sami idole zawsze wyglądają perfekcyjnie. Często poddają się operacjom plastycznym całej twarzy. Aby stanąć na scenie, idol przez co najmniej 4 lata musi ćwiczyć w specjalnych agencjach, które uczą tańca, śpiewu, aktorstwa, zachowania się w programach telewizyjnych. Tam też poprawiana jest uroda kandydatów. Idealny model to mlecznobiała skóra, smukłe kości dolnej szczęki (w kształcie litery V), oczy bez tzw. podwójnej powieki (azjatyckiej zmarszczki nakątnej), prosty i wystający nos oraz mała głowa. Równie ważna jest sylwetka, stąd częste wstrzykiwanie w nogi tzw. carboxy shots, co powoduje szybsze spalanie tłuszczu i zanik cellulitu.
 

K-pop sam w sobie jest mieszanką japońskiego systemu produkcji idoli, amerykańskiego hip-hopu, europejskiego disco oraz tradycyjnych koreańskich dźwięków ppong. Ten kulturowy fenomen już dawno wykroczył poza granice Korei, o czym świadczy fakt, że teledysk Gangnam Style na YouTubie był pierwszym wideo w historii, które przekroczyło 1 mld wyświetleń.
 

Tekst: Zuzanna El Tanbouli