- Tego jeszcze nie było! Woda płynie w odwrotną stronę – pisze z Amazonki Dawid Andres, który wraz z bratem Hubertem Kisińskim jest już coraz bliżej Atlantyku, celu rowerowej wyprawy po największej rzece świata.

Zmienny kierunek nurtu to zjawisko charakterystyczne dla sieci kanałów, w którą przekształca się Amazonka na obszarze wielkiego rozlewiska powstałego wokół wyspy Marajo. Wyspa ta, o powierzchni wielkości Szwajcarii, faktycznie rozdziela rzekę na dwie odnogi docierające do oceanu drogami: krótszą czyli od strony miejscowości Macapá oraz dłuższą – od strony miasta Belém. Mówiąc o pokonaniu całej długości Amazonki, należy brać pod uwagę tę drugą opcję.
 

W kanałach Amazonki
 

System kanałowy jest na tyle skomplikowany, że można błądzić bez końca po sieci utkanej gęsto przez mniejsze i większe cieki. Gdy się jest już na wodzie, niewiele pomagają nawet dokładne mapy tego terenu. Ja sam pamiętam dominujące poczucie braku pewności, czy płyniemy z Joe Kane’m we właściwym kierunku podczas naszej ekspedycji dokładnie 30 lat temu. Zdecydowanie łatwiej jest wytyczać trasę na mapie, niż podążać nią w tej gmatwaninie kanałów. Gmatwaninie wywołującej sporą dezorientację, o czym na własnej skórze przekonali się bracia Dawid i Hubert zaraz po wpłynięciu w tę strefę. Na szczęście w sukurs podróżnikom idzie nowoczesna technologia. Na mapie lokalizatora, określającego położenie rowerzystów, wyznaczyłem punkty trasy łączącej wybrane kanały, umożliwiającej dopłynięcia do nurtu głównego rzeki. Podążając za nimi bracia już bez problemów poruszali się w tej plątaninie, koncentrując swoją uwagę i energię na zmaganie się z pływami atlantyckimi.
 

Układ kanałów, którymi Amazonka spływa w dół do głównego koryta, podlega oddziaływaniu przypływów i odpływów oceanicznych zarówno od strony jednej, jak i drugiej odnogi rzeki, jednocześnie z kierunków północno-wschodniego i południowo-wschodniego.
 

- To jest tak, że jednym kanałem poruszamy się sprawnie wraz z odpływem, wpływamy do kolejnego kanału i zaczyna nas cofać, bo tu wszystko chodzi odwrotnie – relacjonuje swoje doświadczenia Hubert. – A nurt jest tak silny, że nie sposób mu się przeciwstawić na naszych rowerach.
 

Na Amazonce jak na huśtawce
 

Po dokonanych w Santarem naprawach i wzmocnieniu konstrukcji pojazdów, bracia zgodnie stwierdzili, że teraz dopiero można je faktycznie określać mianem rowerów amazońskich. Sztywniejsza rama wpływa na większą stabilność, nawet na wzburzonej rzece. Braciom już nie straszne wiatry, napierająca woda i wielkie fale. A te oczywiście nie odpuszczają, zwłaszcza na otwartej rzece, przed i za kanałami.
 

- Któregoś dnia rozpętał się potężny sztorm – opowiada Hubert. – Woda przelewała się przez rower, jak jeszcze nigdy. Wchodziłem na szczyt fali, która potem zawijała się i wpadała z hukiem na pokład roweru i przewalała się po nim. Jak na środku oceanu. Do tego bardzo silny wiatr i deszcz.
 

Po 30 minutach sztorm, jak nagle się pojawił, tak równie nagle zniknął. Gwałtowne zmiany pogodowe to właściwie nic nadzwyczajnego na Amazonce. Bracia już przyzwyczaili się, że od 4 rano, kiedy wypływają, do wczesnego popołudnia jest dość cicho, spokojnie, świeci słońce. W jednym momencie robi się ciemno, szeleje huragan, leje deszcz, rzeka zanosi się falami. A po chwili… znowu piękna pogoda.
 

- Na szczęście tu nie ma takich fal jak przed Santarem, szarpanych, uderzających z każdej strony. Tu są fajne fale. Płyniemy jak na huśtawce, góra-dół, góra-dół – mówi Dawid.
 

Mamy chatę w Brazylii
 

Obszar kanałów amazońskich, poza problemami ze zmiennymi pływami, oczarował braci. Rozkoszując się obrazami soczystej zieleni, egzotycznych drzew, traw, kolorowych ptaków, często zatrzymywali się, żeby uwiecznić to piękno na zdjęciach, „żeby było, do czego wracać wspomnieniami”.
 

- Przepłynęliśmy tyle tysięcy kilometrów po Amazonce, ale takiej dżungli to jeszcze nie widzieliśmy. To są widoki, które niejednokrotnie widywałem w filmach przyrodniczych i podróżniczych i jak sobie w związku z tym wyobrażałem dżunglę – opowiada zachwycony Dawid.
 

Bujna roślinność tak gęsto zarasta brzegi, że czasem nawet nie ma możliwości rozbić obozu na nocleg. Poza tym, że niebezpiecznie rozłożyć się przy samej rzece, bo podnosząca się w czasie przypływu woda zalewa wszystko dookoła. Na Hubercie wrażenie robią dodatkowo pająki „wielkie jak ręka”, więc nie za chętnie pcha się w gęste zarośla.
 

- Płyniemy, nie ma się gdzie rozbić, bo woda podchodzi i zalewa brzeg. Próbujemy dobić do brzegu raz po raz. Wreszcie jakiś miejscowy zawołał, żebyśmy podpłynęli kawałek dalej i zatrzymali się w starej opuszczonej chacie. Ta chata to było spełnienie moich marzeń! Wspaniałe miejsce! - mówi Dawid – Rozpaliliśmy ognisko, piekliśmy złapane wcześniej ryby. Noc, w ciszy słychać tylko śpiew dżungli i szum Amazonki. Właśnie czegoś takiego chciałem doświadczyć podczas naszej wyprawy. Piotr, wpadaj do nas, mamy chatę w Brazylii! - dodaje roześmiany.
 

Belém na horyzoncie
 

Do Atlantyku już coraz bliżej, choć jeszcze sporo wysiłku będzie braci kosztować dotarcie do celu. Zwłaszcza, że trochę już daje się we znaki zmęczenie półroczną podróżą, a zwłaszcza zmagania z falami. To odbija się na zdrowiu rowerzystów, ostatnio Dawida dopadło jakieś przeziębienie. Niemniej, cóż by to była za przygoda na Amazonce, gdyby nie okupić jej otartymi dłońmi i…siedzeniami, bolącymi od nacisku na kierownicę nadgarstkami i łokciami, dokuczającymi szczególnie w nocy, w czasie odpoczynku. Rozbawieni opowiadają zatem, jakie który ma odparzenia, otarcia i inne obrażenia, których sfotografować nie chcą „dla dobra Czytelników”.
 

- Hubert do tej pory zawsze mówił, że wszystko jest takie łatwe na Amazonce – śmieje się starszy z braci. – Kilka dni temu mówi do mnie: Dawid, trzeba być nieźle świrniętym, żeby robić, to co my robimy….
 

Im bliżej celu, tym częściej myślą, jak niewiele czasu im zostało na Amazonce. Dla Dawida to radosna perspektywa. Trochę stęsknił się już za normalnym życiem, domem, rodziną, swoją kanapą w ogrodzie w Arizonie, gdzie o tej porze roku jest piękna pogoda.
 

- A mnie jest trochę smutno i żal, gdy dociera do mojej świadomości, że kończy się nasza wyprawa- mówi Hubert z nutką nostalgii w głosie. - Chociaż z drugiej strony bardzo chcę już być z moimi chłopakami.
 

Ale dosyć rozmyślań o zakończeniu ekspedycji. Bracia muszą jeszcze solidnie spiąć się na tym ostatnim odcinku, by zrealizować założony cel.
 

Dawid i Hubert, dobrej drogi do Belém!
 

Autor: Piotr Chmieliński