Im większy brzuch, tym atrakcyjniejszy kawaler – twierdzą afrykańscy Bodi. Dla zdobycia kobiecych serc tuczą się więc na potęgę.

Pokaźny brzuch to w całej niemal Afryce oznaka zdrowia, sukcesu i zamożności. Jednak członkowie plemienia Bodi z południowej Etiopii wierzą w to chyba najmocniej. Większość mężczyzn ma nadwagę, a prawdziwy wyraz temu przekonaniu dają w dorocznych obchodach Nowego Roku, który w kalendarzu Bodich przypada na przełom czerwca i lipca. Organizowana wówczas ceremonia Kael stanowi prawdziwą pochwałę otyłości. 

Imponujące gabaryty są efektem wymagającej „brzuchodajnej” diety, na której uczestnicy ceremonii spędzają poprzedzające pół roku. Jej podstawą jest mieszanka bydlęcej krwi, mleka i miodu. Fotograf Eric Lafforgue, który udokumentował niezwykły rytuał, przekonuje, że codzienne picie tej mikstury wymaga zdecydowania. – W czterdziestostopniowym upale krew trzeba wypić duszkiem, zanim skrzepnie – zauważa. Dietetyczny rygor w skrajnych przypadkach skutkuje nawet trzykrotnym wzrostem masy. Wszystko po to, by na czas Kael brzuch był jak największy i przerósł te, którymi chwalić się będą konkurenci. Podczas ceremonii wszyscy jej uczestnicy wysmarują się gliną i popiołem, a potem ubrani tylko w przepaski i czapki ze strusich piór będą tańczyć wokół świętego drzewa. Wydęte brzuchy i pośladki nie wywołają szyderczych uśmiechów, przeciwnie – wzbudzą wyrazy uznania. Zwłaszcza wśród kobiet, które nakłuwając je, będą sprawdzać, czy nie zostały wypełnione wodą. Wygra posiadacz brzucha o największym obwodzie. Zdobędzie szacunek rywali i damskie serca. Bez problemu znajdzie też żonę.

Bodi to jedno z plemion zamieszkujących dolinę rzeki Omo na kenijsko-etiopskim pograniczu. Ten region uchodzi za prawdziwy matecznik ludzkości. Pełno tu skamieniałych szczątków przodków Homo sapiens, tutejsze plemiona prezentują zaś mozaikę bardzo starych wierzeń i zwyczajów, które przetrwały żywe aż do naszych czasów. Bodi od zawsze byli pasterzami. Dziś coraz częściej zajmują się rolnictwem, uprawiając na wydartych sawannie poletkach sorgo, kukurydzę i kawę. Głównie dzięki deszczom, których jest tu trochę więcej niż dalej na południu. 

Prawdziwa zmiana jednak dopiero przed nimi. Do doliny Omo marszowym krokiem dociera już nowoczesność, więc każde kolejne święto Kael może być ostatnim. Bodi, tak jak i inne tutejsze plemiona, wkrótce czeka przesiedlenie. Etiopia buduje bowiem zapory (jedna już stoi, kolejne są w planach), które skierują rzekę do nowych koryt. Miejsce pastwisk, poletek i wsi zajmą wielkoobszarowe plantacje. Być może niektórzy Bodi znajdą na nich zatrudnienie. Kres tradycyjnego stylu życia będzie też jednak zapewne końcem niezwykłego rytuału. 

Maciej Nikodemski