Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) to druga co do wielkości epidemia wśród notowanych w historii.

- Ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa Eboli w Demokratycznej Republice Konga jest wciąż bardzo wysokie, ale podobne ryzyko poza tym obszarem pozostaje niskie – mówił na konferencji prasowej w środę (18.07) dr Tedros Adhanom Ghebreyesus, dyrektor generalny WHO – Teraz jest czas gdy międzynarodowa społeczność powinna solidarnie stanąć wraz z ludźmi z DRK.

Według oceny ekspertów zagrożenie zdrowia na skalę międzynarodową jest „wyjątkowe”.

- Walka trwa już od roku – dodaje Robert Steffen, szef komisji WHO do spraw walki z wirusem Ebola. Przedstawiciele komisji dodają, że niedługo powinny pojawić się wytyczne dla innych państw Afryki by ograniczyć możliwe rozprzestrzenianie się wirusa.

Dla samego DRK ewentualne ogłoszenie międzynarodowego alarmu nie oznacza zmian w walce z wirusem.

- Jest tylko jedna strategia walki z Ebolą – mówi tamtejszy minister zdrowia Oly Ilunga Kalenga – To zestaw czynności przy każdym przypadku. Potrzebujemy zidentyfikować kontakty, zaszczepić je, zdezynfekować i zachować zasady higieny. Te środki pozwalają zatrzymać epidemię. To, co się zmienia, to kontekst.

Niestety liczba przypadków zachorowań na powodowaną przez wirus gorączkę krwotoczną cały czas rośnie. Liczba śmiertelnych ofiar przekroczyła już 1 600, a zakażeń wirusem zanotowano ponad 2 500. Śmiertelność ocenia się na 67%. Na szczęście nie zanotowano, póki co, rozprzestrzeniania się wirusa poza Demokratyczną Republikę Konga. Podczas największej epidemii wirusa w historii, w Gwinei w 2014 roku, zmarło 11 315 na 28 637 zakażonych.

WHO zwraca uwagę, żę brakuje mu funduszy i apeluje do międzynarodowej społeczności o większe wsparcie. Na program walki z ebolą potrzeba około 98 milionów dolarów, zebrano około 44 milionów.

- Każdego dnia kobiety, mężczyźni i dzieci umierają z powodu wirusa Ebola i zbyt łatwo zapomina się o tej wciąż rosnącej liczbie ludzi – apeluje Laura Miller z organizacji Mercy Corps, która liczy na to, że międzynarodowy alarm sprowadzi więcej funduszy na walkę z wirusem – Wraz z deklaracją WHO pojawia się możliwość reakcji ze strony sąsiednich krajów w postaci blokady ruchu granicznego i handlu międzynarodowego. Byłoby to dewastujące dla ekonomii w regionie i dla wielu oznaczałoby zagrożenie głodem.

Obecnie sztab kryzysowy w WHO pracuje nad sposobem zatrzymania wirusa przed dotarciem do miasta Goma. W lipcu tego roku zanotowano tam pierwszy przypadek zakażenia. To miasto jest stolicą prowincji Kivu Północne i mieszka tam około miliona osób. To także ważny punkt tranzytowy przy granicy z Rwandą. Na miejscu są już zespoły ludzi organizacji, którzy dbają o to by przybywający i wyjeżdżający z miasta przyjęli szczepionkę.

Minister Kalenga powiedział niedawno, że jednym z przypadków był wędrowny pastor, który w ramach religijnych obrzędów kładł dłonie na wiernych, a to mogło zwiększyć zagrożenie przejściem wirusa na kolejnych. Dlatego Kalenga wezwał duchownych do zaprzestania takich praktyk.

Po raz pierwszy wirus Ebola zidentyfikowano w 1976 roku. Jego nazwa pochodzi od rzeki przepływającej przez teren Demokratycznej Republiki Konga. Nad jej brzegiem doszło do pierwszej notowanej epidemii.

Wirus powoduje gorączkę, ból głowy i mięśni, wymioty oraz biegunkę, wreszcie obfite krwawienia. Wywoływana przez niego gorączka krwotoczna może być śmiertelnie niebezpieczna. Niestety pierwsze objawy wirusa mogą przywodzić na myśl katar albo grypę, co może opóźnić odpowiednią reakcję. Może być on przenoszony drogą kropelkową.