Za dużo kawy? Powiedzcie to komukolwiek w poniedziałek na początku dnia pracy. „Nie ma takiej ilości!” - usłyszycie w odpowiedzi. Tymczasem granica istnieje, wyznaczyła ją dwójka naukowców z Australii. Odpowiedź tkwi w genach.

Nadmiernie pobudzony? Zdenerwowana? Serce wali jak młotem w piersi? Podlicz wszystkie wypite w ciągu dnia kubki kawy i najprawdopodobniej dostaniesz wytłumaczenie. Wiadomo: „kawusia do brzusia, by ciało rozruszać”, „nie mówcie do mnie przed pierwszą kawą” i inne porzekadła jasno tłumaczą ukonstytuowaną w codziennym rytmie pozycję tego napoju. Poranny strzał na pobudzenie ratuje setki tysięcy firm, osób, a kto wie, może nawet budżetów państwowych.
 

Funkcja dopalacza to jedno, ale przecież jest jeszcze szereg innych. Na przykład towarzyska, gdy znajoma z działu wpada wyciągnąć cię na szybką „kawusię”, albo decyduje się w końcu na pierwszy krok i odważnie zapraszasz poznaną w internecie ciekawą dziewczynę „na kawę” by po prostu się poznać.
 

Dr Ang Zhou oraz profesor Elina Hyppönen z Uniwersytetu Południowej Australii opublikowali na łamach The American Journal of Clinical Nutrition badanie, które podstawą jest UK Biobank . To rozpoczęty w 2007 roku długoterminowy projekt badawczy zbierający dane o genetycznych predyspozycjach i zmieniających się warunkach środowiskowych jako potencjalnych czynników chorobotwórczych. Dzięki niemu można prześledzić, które choroby częściej dotykają konkretnych grup. Łącznie projekt zbiera dane ponad 347 tysięcy osób w wieku od 37 do 73 lat. Autorzy „kawowego” badania sprawdzili jak ryzyko chorób układu krążenia koreluje z ilością codziennie wypijanej kawy.
 

- Większość ludzi zgodzi się co do tego, że jeśli pijesz dużo kawy stajesz się podenerwowany, nadmiernie pobudzony, możesz odczuwać nudności – mówi prof. Hyppönen – To przez działanie kofeiny, która mobilizuje organizm do szybszej i cięższej pracy, ale także dlatego, że może być to sygnał, że właśnie osiągnęło się swój limit. Wiemy także, że ryzyka chorób układu krążenia zwiększa się wraz z wysokim ciśnieniem krwi, co jest znaną konsekwencją przyjmowania dużych ilości kofeiny.
 

Badacze skupili się na roli genu CYP1A2, który określa jak szybko nasz organizm trawi kofeinę. Nauka zna dwa możliwe warianty genu: „wolny” oraz „szybki” (przyspiesza metabolizm kofeiny prawie czterokrotnie). Kwestia tego czy kawa na daną osobę działa, czy też nie – zależy właśnie od obecności jednego z tych wariantów.
 

Według wyliczeń Hyppönen nawet ci, którzy mają najszybszy metabolizm kofeiny powinni pamiętać, że istnieje dla nich granica. Wyznacza ją na mniej niż sześć filiżanek dziennie. Od tej granicy zaczyna się zwiększone ryzyko chorób układu krążenia. Analizowane osoby, które piły powyżej tego pułapu miały w badaniu dwudziestodwuprocentowo większe ryzyko wystąpienia choroby.
 

Ci, którzy pili jej mniej siłą rzeczy byli bezpieczniejsi, ale naukowcy natrafili tu na ciekawy fenomen: osoby nie pijące kawy w ogóle oraz konsumenci bezkofeinowej znaleźli się także w grupie powiększonego ryzyka z tym, że w granicach odpowiednio 11% i 7% w porównaniu do pijących z umiarem.