Jak starożytne chińskie lekarstwa zmieniają współczesną opiekę zdrowotną.

Jego kolega Shwu-Huey Liu, ekspert w dziedzinie chemii farmaceutycznej, przeszukał wielką kolekcję wczesnochińskich tekstów medycznych w bibliotece Yale. W starożytnej księdze zatytułowanej Shanghan Lun (Traktat o uszkodzeniach przez Zimno), wydrukowanej na lekko pomarszczonym papierze bambusowym, znalazł liczącą 1800 lat receptę na mieszaninę tarczycy, lukrecji, piwonii i głożyny pospolitej opisaną jako lek na biegunkę, ból brzucha i ostre pieczenie odbytu.

Zespół Chenga zaczął testować różne połączenia tej ziołowej formuły. W ciągu ostatnich 20 lat przeszli od badań na myszach do pacjentów leczonych na nowotwory, pod nadzorem Narodowego Instytutu Raka. Zgodnie z nadziejami Chenga prawie wszyscy pacjenci zażywający ziołową mieszankę doświadczyli ulgi w nudnościach i innych problemach żołądkowo--jelitowych, ale stało się coś jeszcze – ich guzy kurczyły się szybciej niż u tych chorych, którzy nie stosowali specyfiku.

– Nie spodziewałem się tego – mówi Cheng. 
– Więc teraz pytanie brzmi: „Dlaczego?”

Koncerny Johnson & Johnson i Bristol-Myers Squibb, ważni producenci leków na raka, też chciałyby poznać odpowiedź. Na konferencji farmaceutycznej w Filadelfii słucham, jak Peikwen, syn Chenga, wyjaśnia reprezentantom tych i innych czołowych firm, co wiadomo o działaniu PHY906. Peikwen, lat 43, ma na sobie ciemny, dobrze skrojony garnitur. Jest absolwentem Uniwersytetu Stanforda, magistrem zarządzania. Utworzył wraz z ojcem firmę mającą sprzedawać PHY906 i opracowywać inne leki ziołowe. Posługuje się biegle mandaryńskim, terminologią medyczną i żargonem z Doliny Krzemowej, dzięki czemu jest przekonującym rzecznikiem spinającym światy medycyny Wschodu i Zachodu.

Stoisko na targu w chińskim Kantonie specjalizuje się w częściach ciał jeleni – takich jak rogi, penisy i ścięgna – używanych w tradycyjnych formułach. Jedną z przeszkód dla akceptacji medycyny chińskiej na Zachodzie jest kontrowersyjne wykorzystywanie rozmaitych części zwierząt.

Mówi, że po przeanalizowaniu guzów u myszy, którym podawano specyfik, badacze zauważyli znaczący wzrost ilości makrofagów – białych krwinek, które pochłaniają komórki rakowe. Kluczem do tego zjawiska wydaje się interakcja ziół.

– To jest tak naprawdę sedno sprawy – mówi Peikwen. – PHY906 stanowi mieszaninę związków chemicznych trochę podobną do koktajlu leków, który wreszcie okazał się skuteczny 
u pacjentów z AIDS. My po prostu rozplątujemy pierwotną formułę i splatamy ją z powrotem w nowoczesną terapię opartą na nauce. 

Peikwen wyjaśnia widowni, że do tej pory PHY906 był badany w ośmiu próbach na ludziach wraz z różnymi środkami do chemoterapii i naświetlaniami przy leczeniu nowotworów jelita grubego, wątroby i trzustki. – Mamy nadzieję, że zostanie pierwszym wieloziołowym specyfikiem zaaprobowanym przez FDA (Agencję Żywności i Leków).

Pędzimy z Peikwenem do serca Chin nowoczesnym, szybkim pociągiem. Jazda jest niezwykle płynna, jakbyśmy unosili się ponad torami. Za oknem pod szarym zimowym niebem miga mozaika pól. Peikwen zgodził się pokazać mi źródło ich ziół, pod warunkiem że nie zdradzę pełnych nazwisk rolników ani miejsc, w których prowadzą uprawy. Wraz z ojcem i tajwańską firmą ziołowo-farmaceutyczną Sun Ten, która jest ich wspólnikiem, uważają te informacje za zastrzeżone.