Jak starożytne chińskie lekarstwa zmieniają współczesną opiekę zdrowotną.

Na początku tego wieku japońscy naukowcy karmili tłuszczem wiosłogona myszy i zaobserwowali u nich wzrost zdolności do pływania uczenia się drogi w labiryntach.
– Nie wylewajmy dziecka z kąpielą – chichocze Yung-Chi Cheng, profesor farmakologii ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Yale. – Ludzie zapominają, że jeden z najstarszych, najskuteczniejszych, naukowo sprawdzonych leków, czyli aspiryna, wywodzi się z medycyny tradycyjnej.

Starożytni Egipcjanie używali suszonych liści mirtu do leczenia dolegliwości bólowych, a Hipokrates, grecki lekarz z IV w. p.n.e., uważany za ojca medycyny zachodniej, zalecał na gorączkę wyciąg z kory wierzbowej. Ale dopiero w XIX w. europejscy naukowcy doszli do tego, że aktywnym składnikiem obu tych środków jest kwas salicylowy i zsyntetyzowali go. Dziś aspiryna, która kosztuje grosze, jest być może najbardziej opłacalnym lekiem świata, jeśli chodzi o relację ceny do skuteczności.

Yung-Chi Cheng, profesor z Uniwersytetu Yale, ogląda sadzonkę żeń-szenia fałszywego w ośrodku badawczym w chińskiej prowincji Yunnan. Cheng pracuje nad ziołowymi specyfikami opartymi na antycznych chińskich formułach, łącznie z lekiem przeciwrakowym, który jest obecnie w stadium prób. 

– Zaczęło się od ludzi, którzy dostrzegli, że kora wierzbowa daje wyniki, więc zaczęli ją stosować w leczeniu – mówi Cheng. – W tym przypadku nauka podążyła za medycyną, a nie odwrotnie.
Aspiryna nie jest bynajmniej jedynym przykładem współczesnego leku ukrytego wśród tradycyjnych terapii. W roku 1972, kiedy Cheng bronił doktoratu z farmakologii na Uniwersytecie Browna, Tu Youyou, chemiczka z Chińskiej Republiki Ludowej, ogłosiła odkrycie substancji przeciwmalarycznej opartej na leczniczej roślinie wspomnianej w przepisie z IV w. 
Podczas wojny wietnamskiej Tu wyznaczono do pracy nad tajnym projektem wojskowym mającym pomóc Wietkongowi w walce z malarią – chorobą, która była przyczyną mniej więcej połowy ofiar śmiertelnych. Zachodni badacze też próbowali rozwiązać ten problem, sprawdzając ponad 200 tys. związków chemicznych. Natomiast Tu zastanawiała się, czy nie znajdzie odpowiedzi w klasycznych chińskich tekstach medycznych. Przebadała kilka roślin związanych z gorączką i znalazła remedium oparte na żółto kwitnącym zielu o nazwie bylica roczna (Artemisia annua). Lek, który opracowała, zwany artemizyniną, uratował zapewne miliony istnień ludzkich i przyniósł jej w 2015 r. Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.

Kiedy podążam za Chengiem przez plątaninę pomieszczeń laboratorium w Yale, gdzie jego zespół analizuje cechy różnorakich ziół, aby sprawdzić ich wartość medyczną, wierci mnie w nosie. Wśród szumów i bulgotów, których źródłem są rozmaite eksperymenty chemiczne, dolatują mnie zapachy czarnego pieprzu, rozmarynu, kamfory, imbiru, chili, cynamonu i inne, których nie potrafię rozpoznać. Piecze mnie w gardle. Mam wrażenie, że kichnę. Zauważam, że chętnie bym zjadł coś tajskiego.

W pierwszej chwili Cheng może wyglądać na typowego orędownika tradycyjnej medycyny chińskiej. Choć mieszka w USA od 50 lat, odkąd przyjechał tu z Tajwanu, nadal mówi po angielsku z silnym akcentem. Mając 74 lata, należy do pokolenia Chińczyków wciąż głęboko związanych z wieloma dawnymi tradycjami.

– Tak naprawdę niewiele wiedziałem o chińskiej medycynie – mówi, zaznaczając, że kiedy był dzieckiem, rodzice zabierali go do lekarzy praktykujących medycynę akademicką.
Cheng skupił swe badania na sferze nauki, opracowując leki przeciwwirusowe na choroby przewlekłe, np. zapalenie wątroby typu B. Ale zastanawiał się także, czy nie istnieją inne metody leczenia, oparte na ziołach, takich jak bylica, czekające na ponowne odkrycie. Teraz znalazł taką, która może się okazać przełomem w leczeniu raka. Otwiera słoik i podaje mi szczyptę proszku – mieszaniny czterech ziół, którą nazywa PHY906.

– Skosztuj – mówi. Kładę odrobinę na języku. Proszek jest gorzki, z nutką lukrecji.

W latach 90. ubiegłego wieku Cheng zauważył, że wielu chorych na raka przerywa chemoterapię z powodu jej działań ubocznych obejmujących biegunkę i dotkliwe nudności. Pacjenci, którzy przeszli pełny cykl chemoterapii, żyli na ogół dłużej, więc przyhamowanie skutków ubocznych, rozumował Cheng, mogłoby zwiększyć średnią długość życia w tej grupie. A było mu wiadomo, że medycyna chińska zna wiele ziołowych środków na biegunkę i nudności.