Cena złota mierzona w dolarach i cierpieniu – nigdy dotąd nie była tak wysoka.


Powab złota jest ogromny, jednak społeczne i środowiskowe koszty jego wydobycia nigdy dotąd nie były tak wysokie. Złota jest niewiele. W całej historii wydobyto go zaledwie 161 tys. ton – ilość z trudem wystarczającą do wypełnienia dwóch pływackich basenów olimpijskich rozmiarów. Z tego ponad połowę pozyskano w ciągu ostatnich 50 lat. Najbogatsze złoża świata są na wyczerpaniu, a nowych odkrywa się niewiele. Nie ma już długich na 160 km pokładów złota w RPA czy kalifornijskich samorodków rozmiarów wiśni. Większość nadających się do eksploatacji złóż jest uboga i ukryta w odległych zakątkach planety. Są jak zaproszenie do dewastacji środowiska, a chętnych do przyjęcia go nie brakuje.

Na jednym biegunie ogarniętych gorączką złota są masy biednych robotników, których drogi prowadzą do niewielkich kopalń, takich jak La Rinconada. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Przemysłowego (UNIDO) rzemieślniczym górnictwem zajmuje się 10–15 mln ludzi – od Mongolii po Brazylię. Prymitywnymi metodami produkują ok. 25 proc. światowego uzysku złota. Zapewniają utrzymanie 100 mln osób. Praca ta pozwala im przeżyć, choć często też zabija. W ciągu ostatnich 10 lat w Demokratycznej Republice Konga powszechne stały się terror i torturowanie górników stosowane przez zbrojne ugrupowania, które walczą o kontrolę nad kopalniami i szlakami transportu złota. W indonezyjskiej prowincji Borneo Wschodnie siły rządowe wespół z ochroną angielsko-australijskiej spółki wydobywczej przymusowo wysiedliły drobnych górników i spaliły ich wioski, żeby zrobić miejsce dla wydobycia na wielką skalę.  

Śmiertelnym zagrożeniem dla zdrowia drobnych górników jest też rtęć, której większość z nich używa do oddzielania złota od skały. UNIDO szacuje, że trzecia część rtęci uwalnianej przez człowieka do środowiska jest produktem „rzemieślniczego” pozyskiwania złota.

Na drugim „biegunie wydobywczym” znajdują się olbrzymie kopalnie odkrywkowe. Używają gigantycznych rozmiarów maszyn i dostarczają trzy czwarte światowej produkcji kruszcu. Wskutek ich działań powstaje więcej odpadów na kilogram pozyskanego złota niż przy eksploatacji jakiegokolwiek innego metalu. Drążone przez nie głębokie dziury widać z kosmosu, a drobiny wydobywanego z nich metalu są tak mikroskopijne, że na główce szpilki może się ich zmieścić i 200. Nawet we wzorcowych kopalniach, jak Batu Hijau w Indonezji (własność korporacji Newmont), gdzie na złagodzenie negatywnego wpływu na środowisko przeznaczono 600 mln dolarów, nie da się przeoczyć brutalnej kalkulacji: uzyskanie jednej uncji złota (tyle trzeba na ślubną obrączkę) wymaga wydobycia 250 ton skał i rudy.

Nur Piah dorastała na indonezyjskiej wyspie Sumbawa, słuchając opowieści o olbrzymich ilościach złota ukrytych pod górskimi lasami równikowymi. To były baśnie. Pewnego razu jednak geolodzy z amerykańskiego Newmont Mining Corporation odkryli dziwny zielony kamień nieopodal drzemiącego wulkanu 12 km od domu Nur Piah. Zielony jak mech odcień skały oznaczał, że zawiera miedź, która czasem występuje ze złotem. Wkrótce kompania Newmont rozpoczęła budowę kopalni Batu Hijau, co znaczy „Zielona skała”.

24-letnia wówczas Nur Piah, licząc na pracę telefonistki, odpowiedziała na ogłoszenie kompanii poszukującej „operatora”. W ofercie zaznaczyła, że ma miły głos. Gdy przybyła na szkolenie, szef wskazał jej... kabinę Caterpillar 793, jednego z największych pojazdów ciężarowych na świecie. Mierząca sześć metrów wysokości i 13 m długości maszyna była większa od rodzinnego domu Nur Piah. Same koła były dwukrotnie wyższe od dziewczyny. – Wystraszyłam się tego potwora – wspomina. Kolejnego szoku doznała, gdy ujrzała pierwszy wykop kopalni. – Oni zdarli skórę z Ziemi – mówi. – Pomyślałam sobie: Czymkolwiek ta siła jest, musi być niezmiernie potężna.

10 lat później Nur Piah sama stała się częścią tej siły. Matka dwojga dzieci owija wokół twarzy różową chustę, po czym uśmiecha się nieznacznie, podkręcając obroty silnika o mocy 2 337 koni mechanicznych. Z hukiem wjeżdża do odkrywki Batu Hijau. Jej wywrotka należy do złożonej ze 111 maszyn flotylli, która co roku wyrywa z ziemi blisko 100 mln ton skał. Gdzie się podział 550-metrowy wulkan, który stał tu przez miliony lat? Nie ma po nim śladu. Przestrzeń, którą niegdyś zajmował, przeobraziła się w szeroki na 1,5 km dół, który sięga 105 m poniżej poziomu morza. Zanim złoża w Batu Hijau się wyczerpią (za jakieś 20 lat), dziura osiągnie 450 m p.p.m. Nur Piah nie przejmuje się środowiskiem. – Myślę tylko o mojej pensji – mówi.

Mimo to pewna rzecz nurtuje Nur Piah. W ciągu 10 lat pracy w Batu Hijau nigdy nie widziała nawet okruchu złota, w wydobywaniu którego bierze udział. Inżynierowie nadzorujący proces wykrywają jego obecność w związkach miedzi. Jako że złoto wysyłane jest do hut za granicą w formie miedziowego koncentratu, nikt na Sumbawie nigdy nie ogląda ukrytego skarbu przeobrażającego wyspę.