– Jesteśmy niemal pewni, że pod posadzką katedry we Fromborku znaleźliśmy szczątki Mikołaja Kopernika – mówi szef zespołu archeologów. – Ale by rozwiać wszelkie wątpliwości, potrzebujemy wyników badań DNA.

DNA ze szkieletu zostało już wyizolowane. Część archeologów chce je porównać z DNA brata matki Kopernika, Łukasza Watzenrode, i intensywnie poszukuje grobu wuja wielkiego astronoma. Druga grupa badaczy poszła tropem analizy losów potomków siostry i ciotki uczonego. Mają nadzieję, że uda im się odnaleźć groby lub nawet dziś żyjących krewnych Kopernika i sprawdzić, na ile ich DNA przypomina to z fromborskiej katedry. Poszukiwania archiwalne doprowadziły ich na razie do wieku XVIII. Trzecia grupa naukowców postanowiła wydobyć DNA astronoma z jego odręcznego listu oraz notatek na marginesach ksiąg. Zanim któryś z tych zespołów ogłosi ostateczne wyniki swoich poszukiwań, warto dowiedzieć się, jaki obraz życia i dokonań Mikołaja Kopernika wyłania się z ostatnich odkryć historyków nauki.
Kiedy dzisiejszy podróżnik zbliża się do  Fromborka, jego oczom najpierw ukazuje się katedra. Majestatyczna bryła w kolorze ceglastej czerwieni wyłania się spomiędzy pagórków i koron drzew powoli, jakby windował ją do góry potężny podnośnik. Taki właśnie widok musiał podziwiać w maju 1539 roku Jerzy Joachim Retyk – młody wykładowca matematyki z luterańskiej Wittenbergi, który przewędrował setki mil, by poznać doktora Mikołaja Kopernika. Gotycki masyw świątyni rysował się wyraźnie na tle świeżej wiosennej zieleni.
Miasteczko położone u stóp wzgórza katedralnego, nad brzegiem Zalewu Wiślanego, staje się widoczne w ostatniej chwili, u celu podróży, gdy przybysz ogarnia już wzrokiem całą warownię, piętrzącą się kilkadziesiąt metrów wyżej. Katedrę i budynki na wzgórzu otacza rozległy mur obronny z licznymi basztami i wieżami. Gdy Retyk dotarł do celu swojej podróży, mógł naocznie się przekonać, że Frombork miał wprawdzie kościół parafialny, wieżę młyna stojącą nad sztucznym kanałem, który sprowadzał do miasta wodę z pobliskiej rzeki Baudy, port rybacki z latarnią morską – ale nic nie mogło się równać z potęgą i bogactwem wzgórza katedralnego.
Do Fromborka przywiodły Retyka krążące po uczonych ośrodkach Europy pogłoski o pewnym kanoniku warmińskim, który w odległym zakątku Ziemi podjął się zreformowania systemu świata. Wiemy, że Jerzy Joachim wyruszył ku wybrzeżu Bałtyku z Norymbergi i że po drodze przejeżdżał przez Poznań, ale niewiele więcej. Z Norymbergi młodzieniec przywiózł dla Kopernika nieomal bezcenny prezent. Były to trzy grube księgi, które zawierały pięć świeżo wydanych dzieł z zakresu astronomii, matematyki i optyki, napisanych przez najwybitniejszych uczonych starożytnych i współczesnych.



Tak hojny i trafnie wybrany podarunek z pewnością ułatwił nawiązanie znajomości z blisko siedemdziesięcioletnim wówczas Kopernikiem. Ale uczony starzec musiał dostrzec w Retyku kogoś więcej niż tylko dobrze ułożonego posłańca, gdyż nieoczekiwana wizyta przeciągnęła się do dwóch lat.
Kopernik zamieszkał we Fromborku na stałe w 1510 roku, lecz na Warmię zawitał siedem lat wcześniej. Miał wtedy 30 lat, a za sobą studia na uniwersytetach w Krakowie i we Włoszech: w Bolonii, gdzie zgłębiał prawo kanoniczne, oraz w Padwie, w której poznawał tajniki medycyny. To jeszcze w czasie pobytu Mikołaja w Italii jego wuj – biskup warmiński Łukasz Watzenrode – zapewnił mu wybór do kapituły, istniejącej przy fromborskiej katedrze od drugiej połowy XIII wieku. Tym oto sposobem Kopernik został jednym z 16 kanoników warmińskich. Pozycja ta zabezpieczała materialnie na resztę życia, ale wiązały się z nią różnorakie obowiązki, nierzadko dotyczące dość przyziemnych spraw. Przez pewien czas Kopernik był odpowiedzialny za oficjalną korespondencję kapituły warmińskiej, także tę słaną do króla Polski, w której granicach leżały jej ziemie. Mikołaj zajmował się również administrowaniem kapitulnymi dobrami, osadzając na przykład na zniszczonych wojną z zakonem krzyżackim gospodarstwach nowych dzierżawców. Na przełomie lat 1520/21 nieomal wziął bezpośredni udział w wojnie, współuczestnicząc w organizacji obrony Olsztyna. Przygotował też rozprawy o biciu monety, w których zwracał uwagę na to, że pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy, na czym cierpi gospodarka. Zaproponował nawet reformy na skalę państwa, które mogłyby zapobiec psuciu pieniądza. A niosąc pomoc medyczną kanonikom i biskupom, stał się na Warmii wziętym lekarzem.
Jednocześnie przez cały ten czas Kopernik nie zaniechał twórczej pracy. Na Warmii ukończył tłumaczenie Listów obyczajowych, sielskich i miłosnych bizantyjskiego pisarza Teofilakta Symokatty. Przekład miał za zadanie przyswojenie tego dydaktycznego dziełka szerokim kręgom czytelników, został więc wykonany z greki na łacinę, wówczas uniwersalny język kultury europejskiej. Książka stawiała sobie za cel pokazanie na kilkudziesięciu przykładach, co jest dobre, a co złe w ludzkich postępkach. Pod numerem 72 można w niej znaleźć taki oto krótki liścik, adresowany przez Sosypatera do Telesylli: Jeśliby natura do rozkoszy miłosnych nie domieszała cierpkiego przesytu, męska płeć u niewieściej byłaby w niewoli. Nie bądź zbyt wielkiego o sobie mniemania, kurewko. Wygasł we mnie żar Afrodyty: nie są nie-śmiertelne rany, które zadają pociski Erosów [tłum. Jan Parandowski]. Łaciński przekład Listów został wydrukowany w 1509 r. w Krakowie i był to książkowy debiut Kopernika.

Przede wszystkim jednak czas wolny od obowiązków Kopernik poświęcał swojej pasji – badaniom wszechświata. Astronomią zainteresował się na poważnie już podczas studiów w Krakowie. Zakupione wówczas księgi astronomiczne stały w jego fromborskiej bibliotece. Kopernik zachował też zapiski z obserwacji Księżyca, które przeprowadził jeszcze w Bolonii. Wykorzystał je do zbudowania swojego rewolucyjnego systemu świata. Nie wiemy, kiedy to się stało. Nie dysponujemy żadną jednoznaczną wskazówką, która podpowiedziałaby nam, w jaki sposób, kiedy i gdzie Mikołaj Kopernik zrozumiał, że Ziemia się porusza i że razem z pozostałymi planetami krąży wokół Słońca. Wiemy jednak na pewno, że ta genialna wizja została przekształcona w spójny model wszechświata we Fromborku. To w miasteczku nad Zalewem Wiślanym Kopernik prowadził żmudne dowodzenia i obliczenia matematyczne, wykonywał obserwacje Słońca, Księżyca, planet i gwiazd. Jeden człowiek samodzielnie, pracując w oddaleniu od ośrodków uniwersyteckich Europy, posłał starożytną maszynerię kosmosu geocentrycznego do lamusa. I w pojedynkę pokazał, że system heliocentryczny nie tylko jest – za sprawą swojej symetrii – piękny, ale także dobrze opisuje to, co widzą na nieboskłonie nasze oczy.

Wizyta Retyka przypadła na schyłek życia astronoma. Wiek ma swoje prawa i w tym czasie dok-tor Mikołaj nie był już obciążony obowiązkami administracyjnymi. Najwyżej proszono go – doświadczonego mędrca – o rady w różnych sprawach kapituły. Ale nadmiar wolnego czasu nie zawsze bywa błogosławieństwem. Rękopis dzieła, w którym za pomocą twierdzeń geometrycznych został szczegółowo opisany nowy system świata, był w zasadzie ukończony. Jednakże Kopernika wciąż nękały poważne wątpliwości, czy powinien posłać swój traktat do druku, upowszechniając w ten sposób niezwykłe odkrycie, czy zachować je dla siebie i kilku wtajemniczonych osób z najbliższego otoczenia.
Od pewnego czasu do opublikowania rękopisu namawiał Kopernika przyjaciel, kanonik Tiedemann Giese, który niedługo przed przybyciem Retyka został biskupem chełmińskim. Astronom się wahał. Czy warto oddawać dzieło życia pod osąd, jak sam pisał, oszczerczych języków, fałszywych oskarżycieli, ludzi, którzy tępy mają umysł i plączą się między prawdziwymi uczonymi jak trutnie między pszczołami?
Retyk zawitał do Fromborka pod koniec maja, a już w lipcu Giese zaprosił go wraz z Kopernikiem do swojej biskupiej siedziby w Lubawie. Biskup chełmiński, matematyk z Wittenbergi i astronom z Fromborka spędzili w swoim towarzystwie kilka tygodni. To wtedy, latem 1539 roku, Kopernik musiał uznać argumenty przyjaciół i zgodzić się na rozpropagowanie systemu heliocentrycznego.
Jerzy Joachim żwawo zabrał się do pracy. Już 23 września ukończył kilkudziesięciostronicowy tekst, któremu zgodnie z duchem czasów nadał postać listu do jednego z norymberskich przyjaciół. Tekst nosił nieco przydługi tytuł O księgach O obrotach wielce uczonego i znakomitego matematyka, wielebnego doktora Mikołaja Kopernika z Torunia, kanonika warmińskiego, napisane przez pewnego młodego studenta matematyki Opowiadanie pierwsze. Swój rękopis Retyk zawiózł do pobliskiego Gdańska i dziełko ukazało się drukiem na początku następnego roku. Z gdańskiej prasy zeszło wówczas około 300 egzemplarzy, które bardzo szybko zostały sprzedane. Zainteresowanie było tak duże, że rok później Retyk zgodził się na drugie wydanie, które wydrukowano w Bazylei w co najmniej dwukrotnie większym nakładzie. Przyjaciele Kopernika mieli najwyraźniej rację: świat czekał na wiadomości o odkryciach astronomicznych dokonanych na Warmii.

Opowiadanie pierwsze było rzeczywiście pierwszym publicznym wykładem założeń rewolucyjnej teorii Kopernika. Powstało jednak szybko, kiedy Retyk zapoznał się zaledwie pobieżnie z matematyczną konstrukcją „nowego systemu” wszechświata. Przygotowanie pełnego tekstu dzieła doktora Mikołaja do druku, poprawienie wątpliwych miejsc i błędów wymagało wielomiesięcznej pracy z istniejącym rękopisem, a w końcu – sporządzenia jego kopii dla drukarza. Młode oczy i ręka Jerzego Joachima bardzo się w tej pracy przydały. W zamian uzyskał dostęp do tajemnic naukowego warsztatu fromborskiego astronoma. Retyk znalazł swojego mistrza.
Praca nad ostatecznym kształtem dzieła Kopernika odbywała się przede wszystkim w jego domu. Każdy kanonik fromborski miał do swojej dyspozycji dwie kanonie. Jedna znajdowała się w obrębie murów wzgórza katedralnego i miała charakter raczej tymczasowego mieszkania na wypadek, gdyby zaszła potrzeba schronienia się w warowni w czasie wojennym. Na ten cel Kopernik wybrał wieżę obronną w północno-zachodnim rogu murów chroniących katedrę. Zwykłe życie domowe pędził jednak w kanonii zewnętrznej – wolno stojącym domu, który znajdował się blisko zachodniej flanki katedralnych obwarowań, na sąsiednim wzgórzu, niemal dokładnie naprzeciwko wieży. Na wzgórze, na którym pośród ogrodów stała kanonia Kopernika, prowadził z zachodniej bramy warowni drewniany most, przerzucony nad naturalnie ukształtowanym wąwozem. Kanonię astronom nabył zapewne w 1513 roku, gdyż w dokumentach kapituły zachował się zapis informujący: Doktor Mikołaj zakupił 800 sztuk cegieł i jedną beczkę wapna białego z cegielni i wapniarni należącej do katedry warmińskiej i wpłacił należność do kasy budowlanej katedry. Dom wymagał poważnego remontu i nie mógł być zbyt atrakcyjnym budynkiem, gdyż wkrótce po śmierci Kopernika został rozebrany do fundamentów.
Część uzyskanych z rozbiórki cegieł poszła na wybudowanie w ogrodzie kanonii starannie wypoziomowanego tarasu, z którego można było wygodnie prowadzić obserwacje astronomiczne. W Opowiadaniu pierwszym Retyk nie mógł się nachwalić, jak pracowitym i dokładnym badaczem zjawisk niebieskich był Kopernik. Niewątpliwie stary astronom pokazał mu zapiski ze swoich wieloletnich obserwacji. Retyk podziwiał również instrumenty Kopernika. To właśnie dla trzech największych – kwadrantu, trójkąta paralaktycznego i sfery armilarnej – został wymurowany taras obserwacyjny. Instrumenty były wykonane z drewna, według opisu przekazanego jeszcze przez starożytnych astronomów.
Wszystkie obserwacje potrzebne Kopernikowi dla przeprowadzenia rewolucyjnej reformy ludzkiego postrzegania wszechświata zostały wykonane jeszcze przed przybyciem Jerzego Joachima do Fromborka. Młody matematyk z Wittenbergi mógł jednak śledzić wspólnie ze swoim mistrzem przebieg częściowych zaćmień Słońca, do których doszło 7 kwietnia 1540 i 21 sierpnia 1541 roku. To dwie ostatnie obserwacje nieba, jakie Kopernik uznał za warte odnotowania. Zapisał je na marginesie kalendarza astronomicznego ze swojej biblioteki.

U podstaw systemu Kopernika nie leżały jednak obserwacje astronomiczne, choćby najdokładniejsze, lecz rozmyślania nad harmonią kosmosu. Zgłębiając astronomię geocentryczną, Kopernik uznał, że opisuje ona budowę świata za pomocą dość przypadkowej zbieraniny hipotez. Miał wielki szacunek dla kunsztu najznakomitszych przedstawicieli dawnej astronomii, ale jednocześnie utrzymywał: przytrafiło im się to samo, co komuś, kto by to stąd, to zowąd wziął ręce, nogi, głowę i inne części ciała i namalował je, co prawda, bardzo dobrze, ale tak, że w odniesieniu do jednego i tego samego ciała nie odpowiadałyby sobie nawzajem i po-wstałby z nich raczej jakiś dziwoląg niż obraz człowieka. Kopernik poszukiwał najprostszych rozwiązań, które w nieodparcie logiczny i harmonijny sposób wyjaśniałyby wszystkie obserwowane ruchy planet. Ostatecznie doszedł do wniosku, że warunek ten spełnia układ, w którego środku znajduje się Słońce. Natomiast planety krążą wokół niego w kolejności, o której decyduje tempo ich biegu: od najszybszego Merkurego przez Wenus, Ziemię, Marsa, Jowisza – aż po najwolniejszego Saturna. Dalej we wszechświecie Kopernika leżały już tylko gwiazdy.
Tak więc najważniejsze odkrycie Kopernika polegało na zrozumieniu, że ład świata został zapisany w formie systemu heliocentrycznego. Reszta sprowadzała się do takiego posłużenia się matematyką i obserwacjami, żeby ten ład uchwycić jak najprecyzyjniej: określić budowę planetarnych orbit, ich rozmiary i położenie w przestrzeni. Rzecz wymagająca doskonałej znajomości geometrii i wielu godzin spędzonych pod rozgwieżdżonym niebem, a także czasochłonnych obliczeń, ale mimo wszystko drugorzędna.
Co nie oznacza, że prosta. Kopernik musiał wspiąć się na wyżyny renesansowej matematyki, by dopracować w szczegółach maszynerię świata heliocentrycznego. Nic więc dziwnego, że gdy Retyk zachłannie zaczął studiować rękopis skrywający wszystkie tajemnice nowego systemu, początkowo kosztowało go to sporo wysiłku. Jako matematyk potrafił docenić geometryczną maestrię Kopernika, ale niektóre rozwiązania musiały go co najmniej zaskoczyć.
Dziś wiele byśmy dali, by poznać treść rozmów, jakie toczyli ze sobą wittenberski matematyk i fromborski astronom. Historycy nauki odkryli całkiem niedawno, że w kilku miejscach Kopernik posłużył się rozwiązaniami geometrycznymi, które wcześniej wymyślili średniowieczni uczeni islamu, a które w łacińskiej Europie nie były znane. A przynajmniej wszystko na to wskazuje, że Europejczycy początku XVI wieku nic o nich nie wiedzieli. Kopernik z całą pewnością nie znał języka arabskiego, więc studiowanie rękopisów astronomów islamu nie wchodzi w grę. Czy ktoś wtajemniczył go w te rozwiązania? Gdzie? W Krakowie? Podczas pobytu we Włoszech? Listownie, w ramach wymiany pomysłów między uczonymi z różnych zakątków świata? A może Kopernik doszedł do tego samodzielnie? Historia nauki zna przypadki wielokrotnych odkryć, których autorzy nic o sobie nawzajem nie wiedzieli i między którymi upływały niekiedy stulecia. Niezależnie od tego, jak było, na dzieło astronoma z Fromborka oprócz obszernego tekstu składało się grubo ponad sto matematycznych rycin. Gdy Retyk i Kopernik zbliżali się do końca pracy nad ostateczną wersją rękopisu, kreśląc za pomocą cyrkla i liniału kolejne rysunki, musieli mieć już świadomość, że z drukiem takiej książki poradzi sobie tylko doświadczona oficyna. Taka jak doskonale znana Retykowi drukarnia Petreiusa w Norymberdze.
Retyk opuścił Frombork i Kopernika jesienią 1541 roku. W sakwach podróżnych wiózł kopię rękopisu De revolutionibus, czyli O obrotach. Nowy system świata przedstawiony w sześciu księgach.

Na Jerzego Joachima czekały uniwersyteckie obowiązki w Wittenberdze, ale nie chciał pozostawić druku książki swojego mistrza bez osobistego nadzoru. Jeszcze podczas pobytu we Fromborku Retyk poprosił o wstawiennictwo w tej sprawie samego księcia Prus, Albrechta Hohenzollerna. Książę Albrecht przychylił się do prośby młodego profesora i wystąpił do władz uczelni w Wittenberdze o udzielenie mu urlopu i zezwolenie na wyjazd do Norymbergi w odpowiednim czasie. Retyk wiedział, co robi, zawracając głowę pruskiemu księciu. Albrecht zdążył bowiem poznać Kopernika, którego gościł przez kilka tygodni na swoim dworze w Królewcu. Nie bez znaczenia było również i to, że uczeń Kopernika zakończył swoje Opowiadanie pierwsze, wysławiające system heliocentryczny, obszerną pochwałą Prus, których władca z największą gorliwością pielęgnuje odradzającą się na całym świecie naukę.
W maju 1542 roku dzieło Kopernika zaczęło schodzić z prasy drukarskiej Petreiusa i Retyk był przy tym. Jednakże tekst nie miał jeszcze zamkniętej postaci. Wydawca czekał bowiem na przedmowę, obiecaną kilka miesięcy wcześniej przez Kopernika. Sędziwy astronom ukończył ją w czerwcu. Czy dotarła do Norymbergi i czy przed wydrukowaniem czytał ją Retyk, jedyny uczeń fromborskiego astronoma? Nie wiemy, bo z nieznanych bliżej powodów zaniechał nadzoru nad końcowym etapem druku O obrotach i jesienią przeniósł się do Lipska.
Finał wydarzeń, które zapoczątkował przyjazd Jerzego Joachima do Fromborka w maju 1539 roku, znamy z listów biskupa Giesego i nerwowych, gwałtownych skreśleń, jakie na wydrukowanych egzemplarzach książki Kopernika pozostawiła ręka Retyka.
W grudniu 1542 roku, kiedy druk dzieła jeszcze się nie zakończył, czcigodnego starca Mikołaja Kopernika dosięgnął wylew krwi i paraliż. Astronom zmarł we własnym łożu 24 maja 1543 roku, o czym doniósł Retykowi w liście Giese. Biskup chełmiński pisał do Jerzego Joachima dwa miesiące po śmierci jego mistrza, próbując ogarnąć katastrofę, jaką były pierwsze karty dzieła O obrotach, które właśnie otrzymał. Przepraszał Retyka, że w napisanej przez Kopernika przedmowie nie pojawia się żadna wzmianka o nim: Tłumaczę to nie lekceważeniem Twojej pracy, lecz pewną ociężałością i niedopatrzeniem (niewiele przecież zwracał uwagi na rzeczy niezwiązane z filozofią), zwłaszcza że był już wtedy słaby. Wiesz dobrze, jak cenił zwykle Twoją pomoc i prowadzone z powodzeniem prace.
Przede wszystkim jednak Giese protestował przeciw dodaniu do dzieła anonimowego wstępu. Ktoś podszywający się pod Kopernika przekonywał w nim, że książka nie przedstawia rzeczywistej budowy wszechświata, lecz jedynie hipotezy mające ulepszyć procedury obliczania położeń ciał niebieskich. Teza całkowicie bzdurna, skoro doktor Mikołaj po opisaniu w księdze pierwszej De revolutionibus budowy systemu heliocentrycznego dał upust swojej radości: Tak zaprawdę ogromne jest to boskie arcydzieło Istoty Najlepszej i Największej! Te słowa mogły odnosić się wyłącznie do prawdziwego świata stworzonego przez Boga, a nie do matematycznych konstrukcji, wymyślonych dla ułatwienia życia astronomom i astrologom.
Giese grzmiał i działał. Do listu napisanego do Retyka dołączył kopię innego pisma, które skierował do rady miejskiej w Norymberdze. W piśmie tym żądał, by zmuszono Petreiusa do usunięcia anonimowego wstępu lub przynajmniej do dołączenia do książki wyjaśniającego tekstu Retyka. Tymczasem Jerzy Joachim już o wszystkim wiedział i zareagował na swój sposób.

Retyk otrzymał pierwsze egzemplarze wydrukowanego dzieła w kwietniu, trzy miesiące wcześniej niż Giese i miesiąc przed śmiercią Kopernika. Musiał wpaść we wściekłość, bo na książkach, które przeszły przez jego ręce, zachowały się zdecydowane czerwone skreślenia: anulowały anonimowy wstęp i dodaną przez drukarza część tytułu. Dzieło życia Kopernika miało nosić tytuł O obrotach. Petreius tymcza-sem wydłużył go do  O obrotach sfer niebieskich.
Trzeciego uczestnika rozmów o prawdziwej budowie wszechświata prowadzonych latem 1539 roku w biskupiej siedzibie w Lubawie, astronoma z Fromborka, sprawa ta już nie dotknęła. Giese pisał, że egzemplarz książki, nad którą Kopernik pracował przez całe dorosłe życie, dotarł do niego w dniu zgonu. Starzec nie był w stanie spostrzec, co się stało. Zresztą, czy kwestia ta miała tak wielkie znaczenie, jakie przywiązywali do niej Retyk i Giese? Przecież stała się rzecz najważniejsza: zadziwiający ład świata został w końcu odnaleziony i ogłoszony. A od zniekształconego tytułu i fałszywego wstępu istotniejsze było motto, zapisane greką na stronie tytułowej O obrotach: Niech nie postanie tu noga tego, kto nie zna geometrii.
Doktor Mikołaj został pochowany skromnie. Jego doczesne szczątki złożono pod posadzką fromborskiej katedry, w piaszczystym podłożu, prawdopodobnie w pobliżu ołtarza, którym opiekował się jako kanonik. Miejsca pochówku nie oznaczono płytą nagrobną. Kolejne pokolenia kanoników z Fromborka nie przechowały pamięci o grobie astronoma, który był jednym z nich. W ten sposób narodziła się kolejna zagadka związana z ziemskimi losami Kopernika. Próbują ją właśnie rozwikłać archeolodzy. W 2005 roku zespół pod kierownictwem prof. Jerzego Gąssowskiego z Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku wydobył spod posadzki katedry szkielet 70-letniego mężczyzny. Dobrze zachowana czaszka posłużyła do wykonania trójwymiarowej rekonstrukcji twarzy – skuteczne okazały się tu metody wykorzystywane w kryminalistyce. We-dług niektórych rekonstrukcja ta jest podobna do najbardziej wiarygodnego portretu Kopernika, znajdującego się obecnie w Toruniu. Ale całkowitą pewność mogą dać jedynie nowoczesne techniki genetyczne. Gdyby udało się znaleźć grób kogoś z najbliższej rodziny Mikołaja, np. wuja, Łukasza Watzenrode, wówczas wyniki badań DNA byłyby w zasadzie rozstrzygające.
Nie jest to jednak ostatnia tajemnica dotycząca astronoma z Fromborka. Ślad kolejnej znajdziemy w dramatycznym liście Giesego do Retyka, wysłanym zaraz po śmierci doktora Mikołaja. Biskup wspomniał tam o biografii Kopernika, napisanej przez młodego przybysza z Wittenbergi. Musiała powstać na podstawie rozmów, jakie mistrz i uczeń prowadzili w czasie wolnym od pracy nad tekstem O obrotach, w kanonii, z której widać było granatowe wody Zalewu Wiślanego. Biografia ta nigdy nie ujrzała światła dziennego. Co nie musi oznaczać, że rękopis Jerzego Joachima przepadł na zawsze.