Beniowski był niezwykle barwną postacią. Nawet jeżeli podkoloryzował swoje pamiętniki, zdołał poruszyć wyobraźnię całej Europy

Słychać huk armatnich dział. Miejscowi strzelają z muszkietów na wiwat. Szlachta ludu Malgaszów zbiera się na wielki sejm. Różnoplemienny, hałaśliwy, barwny tłum rozlewa się wokół miasteczka Louisbourg. – Długie życie narodowi madagaskarskiemu! Długie życie krwi ojców naszych! Niechaj Bóg, który stworzył niebo i ziemie, prowadzi nas wszystkich w najdłuższe lata! – mówi nowo wybrany cesarz Madagaskaru. Przemawia w lokalnym języku, macha do poddanych błękitnym sztandarem będącym symbolem niepodległości wyspy.

Choć tworzy wokół siebie legendę, jakoby był potomkiem prastarych władców wyspy, w rzeczywistości w jego żyłach nie płynie nawet kropla afrykańskiej krwi. Jest Polakiem, ma zaledwie 35 lat, nazywa się Maurycy August Beniowski. 10 października 1776 r., po latach bezkrólewia, Sejm madagaskarski wybiera go na cesarza kraju.

Elekcja na Madagaskarze przypomina wybór Stanisława Poniatowskiego na Woli. Ale ma tez swój lokalny koloryt: poddani padają do stóp, cesarz rytualnie zabija kilkadziesiąt byków; z najdzielniejszymi wojownikami przysięgają sobie braterstwo i honor, pijąc swoja krew (rozcinają skórę na lewym ramieniu i zlizują jej krople). Maurycy August jest wyraźnie wzruszony. Jego zona Zuzanna patrzy na niego z podziwem. Kto by pomyślał, że ten niezamożny europejski hrabia zostanie cesarzem w tropikalnym kraju o bogatych, wielowiekowych tradycjach i kulturze.

Pierwsze tygodnie rządów nowego władcy to pasmo sukcesów. W swoim afrykańskim państwie Maurycy pragnie zaprowadzić wzorowana na ustroju Rzeczypospolitej demokracje szlachecka. Sejm Madagaskaru produkuje ustawy. Cesarz powołuje Radę Najwyższą, ustanawia ministerstwa, projektuje sztandary. Dzieli Madagaskar na województwa, buduje spichlerze i fortyfikacje. Ostrożnie przemyca europejski humanitaryzm – m.in. zakazuje matkom powszechnej praktyki topienia niechcianych noworodków w rzece. Francuscy żołnierze stacjonujący na wyspie obiecują mu lojalność. – Żyjemy tu od wielu lat, nasze zony są stad, urodziły nam kolorowe dzieci. Bliższy jest nam Madagaskar niż odległa Francja – deklarują.

I pomyśleć, że Beniowski przypłynął do Afryki jako konkwistador. Trzy lata wcześniej, w 1773 r., obiecał podbić Madagaskar na rzecz króla Francji Ludwika XV. Założył osadę Louisbourg (obecnie Maroantsetra), stoczył kilka krwawych bitew, ale też umiał przeprowadzić mądre negocjacje, dzięki którym na wyspie zapanował pokój. Powoli przekonał do siebie przedstawicieli miejscowych plemion. To oni wymyślili historie, że jest potomkiem ostatniego cesarza Madagaskaru, a w końcu wybrali go cesarzem. – Roznosiła go chęć działania, gnały głód przygody i żądza sławy. Chciał być zawsze na świeczniku – wyjaśnia fenomen tej niezwykłej postaci Arpad Kowalski, historyk, badacz jego losów.

 

Polak z wyboru

O dzieciństwie i młodości Beniowskiego niewiele wiadomo. Urodził się w okolicach słowackiej Trnavy, która wtedy należała do Węgier. Miał trzynaścioro rodzeństwa, skończył gimnazjum pijarów pod Bratysława. W kwietniu 1768 r. w nie do końca jasnych okolicznościach pojawia się na ziemi polskiej – bierze ślub w małopolskiej wsi Wielkanoc. Niemal w tym samym czasie przystępuje do konfederacji barskiej – szlacheckiego związku zbrojnego wymierzonego w postępowe reformy Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz w popierającą je Rosję. Uczestnicy rzucają hasła patriotyzmu oraz obrony wolności szlacheckiej i wiary katolickiej, w rzeczywistości, zapewne nieświadomie, manipulowani są przez zaborców i przyczyniają się do przyszłego upadku Rzeczypospolitej. Po upadku konfederacji około 5 tys. jej uczestników zostaje zesłanych przez caryce Katarzynie II na Sybir. Wśród nich Beniowski.

Choć płynie w nim węgierska i słowacka krew, już wtedy czuje się Polakiem. Mówi po polsku, ma polską żonę, uważa się za obrońcę Rzeczypospolitej. Podczas zsyłki mieszka w małej wsi Bolszerieck ma Kamczatce. W niewoli nie wiedzie mu się źle. Zaprzyjaźnią się z gubernatorem, lubią razem grac w szachy. Uczy jego dzieci języków i gry na pianinie. Gubernator lubi swojego więźnia, do tego stopnia, że zaczyna nalegać na jego ożenek ze swa najstarsza córka Afanasja. Maurycy godzi się, ale pod przykrywka przygotowań do ślubu przygotowuje ucieczkę drogą morską. Urzędnik dowiaduje się jednak o tych planach, postanawia aresztować niedoszłego zięcia. Beniowski rzuca hasło do buntu. Wznieca powstanie, do boju rusza kilkudziesięciu więźniów, mają ze sobą broń, nawet armaty. Maurycy, jako wódz naczelny, wbiega do pokoju gubernatora. Ten – przerażony – strzela, trafi a w Beniowskiego, który pada na podłogę. Okazuje się, że jest jedynie lekko ranny, ale w jego obronie staja towarzysze. Na oczach rodziny zabijają gubernatora.

Teoretycznie za swój czyn powinien zostać przez caryce surowo ukarany. Ale Kamczatka w XVIII w. to totalnie zapomniana rosyjska prowincja. Komunikacja z resztą świata jest beznadziejna, buntownicy pozostają bezkarni, a Beniowski zyskuje w guberni ogromne wpływy. Jemu jednak spokój nie wystarcza. Pisze list do Petersburga, gdzie opisuje swoja wersje zamachu stanu i oznajmia, ze tymczasowo rządzi Kamczatka. Do listu dołącza skrupulatne rozliczenia finansowe, w których wszystko zgadza się co do rubla. Ale to ma tylko zmylić przeciwnika. Na zdobytym okręcie Święty Piotr i Paweł opuszcza kraj zesłania. Wraz z załogą złożoną z 87 mężczyzn i dziewięciu kobiet, pod biało-czerwoną flagą, w aurze bohatera ucieka do Japonii, gdzie robi furorę na dworze jednego z władców.

W drodze powrotnej do Europy po raz pierwszy widzi Madagaskar. Być może wtedy rodzi się w jego głowie myśl, by na tej pięknej wyspie powtórzyć eksperyment z Kamczatki, zacząć pewnego dnia rządzić. Być jak król.

W lipcu 1772 r. Beniowski przybija do wybrzeży Francji. Jest witany jak heros, wieść o jego czynach dotarła tu już wcześniej. Młody, przystojny, postawny staje się bywalcem salonów i ulubieńcem kobiet. Jego sława rozsiana miedzy Kamczatka, Chinami, Japonia i Europa imponuje wszystkim. Kilka miesięcy później król Ludwik XV wysyła go na Madagaskar jako swojego konkwistadora. Ma podbić na rzecz Paryża lud Malgaszów. Plan, jak już wspomniano, dość szybko ulega zmianie, ponieważ polski szlachcic zdobywa szacunek mieszkańców Madagaskaru, którzy wybierają go swoim ampansakaba, czyli cesarzem. – Tajemnica jego sukcesów było to, że nigdy nie odnosił się do ludzi z pogarda – tłumaczy Mieczysław Lepecki, jeden z jego biografów. Historyk Arpad Kowalski ma mniej romantyczne wyjaśnienie fenomenu niezwykłego Polaka. – Wybrano go władca dlatego, że rozmaite plemiona malgaskie były zmęczone wzajemnym wojowaniem. Beniowski umiał zapewnić wewnętrzny pokój w kraju – tłumaczy.

 

Cesarz w Wersalu

Po kilku miesiącach od wyboru na cesarza Maurycy August I udaje się w podróż dyplomatyczna do Paryża. – Najwyraźniej uznał, ze musi popłynąć do Europy, by zalegalizować swoje rządy od strony formalnej. W przeciwnym razie traktowany byłby na arenie międzynarodowej jako pirat – ocenia Kowalski. Beniowski wierzy, że Wersal powita go z honorami. Myli się. Wszystkie jego postulaty zostają odrzucone. Samotny cesarz zaczyna szukać innego kraju, który wziąłby jego rządy pod opiekę. Poszukiwania zajmują mu osiem lat. W ich trakcie udaje się m.in. do USA, gdzie proponuje, by „jego” Madagaskar stał się amerykańską bazą wypadową przeciwko Anglii. Zaprzyjaźnia się m.in. z Benjaminem Franklinem, współtwórca amerykańskiej niepodległości. Zabiegi są jednak bezskuteczne. Mimo to w czerwcu 1785 r. pod fl aga Stanów Zjednoczonych wraca na Madagaskar. Niestety przez lata jego nieobecności Francuzi podporządkowali sobie większość wyspy. Dla dawnego cesarza nie ma już miejsca. Ludzie, którzy wybierali go na władcę, zginęli lub stracili wpływy. Stare drogi zarosły bujną trawą. Polski szlachcic po raz ostatni postanawia zdobyć wyspę. Opanowuje francuska faktorie handlowa w Zatoce Antongila. Potem, na krótko, zajmuje stolice kraju. Jednak na trwałe rządy nie ma już szans. Ginie od zbłąkanej kuli w bitwie z Francuzami 23 maja 1786 r.

 

Szlachcic polski i węgierski

W XVIII w. Pamiętniki Beniowskiego były bestsellerem w całej Europie. Czytelnicy zachwycili się opisami miejsc dalekich, niezwykłych, nieznanych. Na dwa lata przed śmiercią Polak był jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie. Jego sławę rozbuchał dodatkowo James Cook, słynny podróżnik, który w swoich dziennikach zachwycał się przygodami Beniowskiego. Wspomnienia Polaka inspirowały też całą XIX-wieczna Europę. Przygody opisywali literaci niemieccy, włoscy, hiszpańscy i francuscy. Postać wykorzystywano jako symbol odwagi i waleczności: wszak Beniowski ma w sobie cos z Don Kichota i z Robinsona Crusoe. W polskiej literaturze zasłynął dzięki Juliuszowi Słowackiemu, który napisał poemat pod tytułem Beniowski. W XX w. wielka popularnością cieszyła się powieść, pod tym samym tytułem, napisana przez Wacława Sieroszewskiego. Ciekawe, ze sam Beniowski pierwsze tomy Pamiętników pisał w trzeciej osobie (On, hrabia Beniowski, dokonał wielkich czynów...).

Dziś polski podróżnik wydaje się zapomniany. Dlatego Fundacja Magellana realizuje film kostiumowy zatytułowany Król Madagaskaru. – Nie będzie to klasyczna produkcja z gatunku płaszcza i szpady, lecz podobnie jak Misja czy Elisabeth kostiumowy dramat z uniwersalnym przesłaniem – tłumaczy swój zamysł scenarzysta Arkadiusz Wojnarowski. Filmowcy chcą ukazać bohatera jako miłośnika wolności, który w XVIII w., jako jeden z pierwszych, domagał się zniesienia handlu ludźmi. – Niewolnictwo w Afryce przypominało Beniowskiemu o latach jego niewoli – ocenia scenarzysta. Film ma być kręcony we Francji, w Polsce i na Węgrzech, a sceny z Madagaskaru – na wyspie Reunion. Przy okazji nagrywania scen w Afryce powstanie tez prawdopodobnie dokument poświecony działalności Polaka na Madagaskarze. Problem w tym, że dziś nie bardzo wiadomo, jak postać Beniowskiego ocenić.

– To awanturnik, który posługiwał się romantycznymi i patriotycznymi uniesieniami, ale raczej dla własnych korzyści – uważa Arpad Kowalski. Wielu historyków dowiodło, że jego Pamiętniki są mocno podkoloryzowane. Szczególnie francuscy i rosyjscy badacze są surowi dla polskiego szlachcica. Także w Polsce istnieją chłodne analizy, które przedstawiają go głównie jako hochsztaplera. W dodatku jego postać wykorzystywana była politycznie. W dwudziestoleciu międzywojennym obóz sanacji wykorzystywał go do propagowania idei kolonizacji. Żalono się, że gdyby pożył dłużej, Madagaskar należałby do Polski. W 1930 r. powstała nawet Liga Morska i Kolonialna, która rozpowszechniała wśród społeczeństwa II Rzeczypospolitej kuriozalna idee podporządkowania Polsce dalekich lądów. Planowano osadnictwo w Brazylii, Peru, Liberii i na Madagaskarze. W 1934 r. Liga kupiła nawet część brazylijskiego stanu Paraná i założyła tam osiedle polskich kolonistów o wdzięcznej nazwie Morska Wola. Organizacja cieszyła się dużą popularnością, przed sama II wojną do Ligi Kolonialnej należało prawie milion członków.

Wielki orędownik postaci Beniowskiego Mieczysław Lepecki (zarazem bliski współpracownik Piłsudskiego) pisał o królu Maurycym, że był to człowiek zdolny, niezwykle czynny, ruchliwy i wytrwały. Nigdzie nie stwierdzono, aby popełni jakieś czyny, które naraziły na szwank jego dobre imię czy też dobre imię narodu polskiego, do którego szczerze się przywiązał.

Nic dziwnego, ze po wojnie w PRL-owskiej propagandzie działalność Ligi stała się symbolem „polskich ambicji imperialistycznych”. Przy okazji obrywało się Beniowskiemu. W pracach z tego okresu można przeczytać m.in., że władca Madagaskaru był „kulawym synem wdowca i wdowy”, „bohaterem wojny kartoflanej”, zaś jego rządy w Afryce to „jeden wielki kabaret”.

Sami mieszkańcy Madagaskaru rozstrzygają spór o ocenę polskiego bohatera na jego korzyść. Jedna z ulic Antananarywy, stolicy wyspy, nosi jego nazwisko. Pośród Malgaszów przetrwała tez legenda o Długim Białym Człowieku, który bronił ich przed Francuzami i zginał jako cesarz w bitwie o wolny Madagaskar. Nazwisko podróżnika znane jest tez na całym świecie wśród szachistów. „Mat Beniowskiego” to jeden z najefektowniejszych motywów tej gry. Polega on na tym, że samotny skoczek matuje króla przeciwnika. To chyba najlepszy i najbardziej trafiony pomnik wystawiony po latach Maurycemu Augustowi.