Historycy do dziś spierają się, kto był odkrywcą Antarktydy

Na sąsiadujące z nią archipelagi marynarze mogli docierać już od XV w., jednak istnienie lądu stałego na dalekim południu potwierdzono ostatecznie dopiero cztery stulecia później. Antarktyda wciąż była jednak kontynentem niedostępnym. Minął kolejny wiek, nim ludzkość zaczęła go eksplorować, a badacze osiedlili się w stałych bazach antarktycznych. W listopadzie 1971 r. magazyn National Geographic opublikował reportaż będący efektem 50-dniowego rejsu po wodach Antarktyki i odwiedzin w naukowych bazach. Samuel W. Matthews z waszyngtońskiej redakcji na pokładzie statku Hero opłynął Półwysep Antarktyczny, opisując tę – jak sam zauważył – wyjątkowo mało dotychczas poznaną część kontynentu. Towarzyszył zastępom biologów, oceanografów, glacjologów i meteorologów, którzy badając antarktyczną przyrodę i jej mieszkańców, starali się poznać mechanizmy rządzące tą niegościnną dla człowieka częścią naszej planety. Odkrywanie Antarktydy ma już niewiele wspólnego z samotnymi wędrówkami w psich zaprzęgach (choć Brytyjczycy wciąż ich używają) czy statkami uwięzionymi w lodowym paku – pisał autor, dodając: W stacjach badawczych widziałem ludzi sprawdzających granice nauki za pomocą najbardziej wyszukanych urządzeń. Do ośrodków, które odwiedził Matthews, kilka lat później dołączyła kolejna placówka, uruchomiona w 1977 r. Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego. Schowany w żółtej kamizelce nadajnik pozwolił naukowcom monitorować ciśnienie krwi pingwina, a tym samym zrozumieć jego niezwykłe zdolności adaptacji do niskich temperatur panujących na Antarktydzie. (Fot. National Geographic) Warto wiedzieć: Na półwysep dotrzeć można tylko drogą morską. Tak jak otaczające go wysepki jest przedłużeniem Andów, poszarpanym łańcuchem szczytów wyrastających z dna oceanu. Jego północny brzeg leży 600 mil morskich od Hornu, po drugiej stronie cieśniny uważanej na najbardziej sztormową na świecie (...). W sylwestra zaryliśmy dziobem w mgłę nagłą i nieprzeniknioną niczym zasłona dymna. – Antarktyczna konwergencja – powiedział chudy, siwobrody kapitan Robert B. Haines. – Zimna woda z południa spotyka tu cieplejsze wody powierzchniowe Atlantyku i Pacyfiku. I od razu powstaje mgła – dodał. Dla naukowców to właśnie ta granica wód oceanicznych jest prawdziwym początkiem Antarktydy. Nie są nią natomiast ani skuta lodem linia brzegowa kontynentu, ani 60. równoleżnik, jak przyjmuje traktat antarktyczny. —Samuel W. Matthews Samuel W. Matthews z waszyngtońskiej redakcji na pokładzie statku Hero opłynął Półwysep Antarktyczny, opisując tę – jak sam zauważył – wyjątkowo mało dotychczas poznaną część kontynentu. (Fot. National Geographic)