Nasz wysłannik śledzi misję Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej w Libanie. Polscy lekarze i wolontariusze pomagają tam uciekającym przed wojną Syryjczykom.

Bire to mała miejscowość muzułmańska w regionie Akkar, tuż pod granicą syryjską. Z okolicznych wzgórz można spokojnie obserwować syryjską stronę, a blisko granicy widać nawet ślady ostrzałów na budynkach. Właśnie tutaj przedostało się wiele rodzin uciekając przed piekłem wojny. Przed kryzysem było tu 8 tysięcy mieszkańców. Gdy zaczął się kryzys pojawiło się drugie tyle uciekinierów z Syrii.

Uchodźcy szukają schronienia gdziekolwiek – ich domami stają się często opuszczone budowy, piwnice, garaże, składziki, budynki gospodarcze – liczy się każdy dach. To pierwsza podstawowa potrzeba, by móc zbudować sobie życie. Oczywiście natychmiast pojawiają się nowe problemy. Rozmawiając z rodzinami uchodźców oraz członkami PCPM można prześledzić, jak wygląda droga człowieka, który musiał porzucić wszystko i uciekać.

W nowym miejscu rozpoczęcie wszystkiego od nowa brzmi łatwo tylko na papierze albo w naiwnych piosenkach.

 

Domowe ognisko

Budynek nie jest wykończony, co zresztą nikogo nie dziwi. Szare, betonowe ściany są dobrym schronieniem przed wiatrem czy opadami, ale w zimie pokazują swoją wadę. Centralne ogrzewanie to coś, o czym można jedynie pomarzyć, a zimny mur nie nagrzewa się łatwo. W środku pojedynczego dużego pomieszczenia stoi nieduży piec na olej opałowy. To centrum domu –  daje ciepło, ale jest drugim (zaraz po czynszu) najważniejszym bohaterem budżetu domowego.

Tuż za prostymi drzwiami zasłona z koców, jedna z wielu prób zatrzymania bezcennego ciepła. Dywany na podłodze to nie synonim luksusu, raczej jedyna forma izolacji od zimnej betonowej podłogi. Piec ogrzewa obszar w promieniu 1-1,5 metra.

Jest godzina około 16:00, za godzinę zajdzie Słońce, a temperatura z kilkunastu może spaść do zera lub poniżej. Jeżeli grudzień w Libanie kojarzy wam się tylko z ucieczką od polskiej zimy, rozwieję marzenia – w górach wcale nie jest ciepło, noce potrafią być mroźne. Niewielki piec olejowy oraz koce to niestety za mało.

 

Bez innych wspomnień

Gospodarz, Yusif mówi z uśmiechem, choć widać na jego twarzy co przeszedł wraz z rodziną. Trafił tutaj wraz z ciężarną żoną Zawoidą i synkiem. Uciekli z Aleppo, rok po rozpoczęciu wojny.

Nie chcieliśmy opuszczać Syrii, bo kochamy nasz kraj, ale nie mieliśmy wyboru – tłumaczy Yusif. Z domu wyszli tak, jak stali. Zabrali ze sobą tylko ubrania i dokumenty. Te ostatnie pozwoliły im przekraczać kolejne punkty kontrolne by wyjść z miasta. Konflikt w Syrii ma wiele stron: siły rządowe, opozycję czy ISIS. Każda z nich to osobna bariera i śmiertelne zagrożenie dla uciekających cywili.

- Tutaj pracuję jako nauczyciel angielskiego w syryjskiej szkole – mówi mój rozmówca – ale nierzadko się zdarza, że nie dostaję wynagrodzenia na czas, a w zeszłym roku nie zapłacono nam za 2 ostatnie miesiące. Szkoła uzależniona jest od dotacji.

Najstarszy syn nauczyciela, Mohammet, urodził się w Syrii, ale pierwsze wspomnienia będzie miał z czasów wojny. Kolejne dwie córeczki, 4-letnia Maria i 8-miesięczna Hamsa, nie znają innej rzeczywistości niż uchodźcza. Chodzą do syryjskiej szkoły, ale ich edukacja kosztuje.

- Czasami nie jemy by zaoszczędzić na szkołę – przyznaje Yusif.

Twierdzi, że nie tylko jego jedynym marzeniem jest wrócić do kraju, gdzie czuje się u siebie. Codziennie dzwoni do swojego ojca, który został w Aleppo. Ten za każdym razem ma mu mówić to samo zdanie: „Jeszcze żyję.” To „jeszcze” brzmi o wiele mocniej, gdy dowiaduję się, że dwa dni temu dom ojca Ysuifa został zrównany z ziemią.

 

Polska pomoc

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej pomaga syryjskim uchodźcom na szereg sposobów – jednym z nich jest opłacanie ogromnych czynszów za schronienie. Z jednej strony pomaga to najuboższym znaleźć schronienie, z drugiej daje możliwość zarobienia Libańczykom na miejscu, a przez zmniejsza ich rezerwę wobec uciekinierów.

- Pomoc humanitarna jest dla nich niewystarczająca dlatego szukają pracy – mówi Wojciech Wilk, prezes Fundacji PCPM – a to sprawia, że jest ogromna konkurencja na rynku, bezrobocie Libańczyków rośnie, a płace spadają. O ile na przykład za dniówkę murarza na prowincji płacono 20$, dziś Syryjczyk weźmie 5$. To co my robimy, wspierając Syryjczyków, podaje Libańczykom jakieś dodatkowe źródło dochodu.

Liban to miejsce, które już wcześniej miało swoich uchodźców – około pół miliona Palestyńczyków, którzy trafili tutaj w 1948 roku. Dlatego ani władze, ani ludność nie chcą słyszeć o obozach. Około 80% uchodźców z Syrii wynajmuje miejsca do mieszkania, z czego ok. 25% mieszka w garażach, piwnicach itd., ok. 50% mieszka w mieszkaniach –  to jednak takie miejsca, jak to gdzie spotkałem Yusifa – surowe, zimne, zapewniające tylko ściany i dach.

Oprócz pomocy w opłacaniu czynszów PCPM między innymi rozwija projekt szkoleń zawodowych, z bezpieczeństwa przeciwpożarowego, pomoc w przygotowaniu do zimy oraz działanie kliniki mobilnej, która niesie darmową pomoc medyczną.

Zobacz również: "Nie możemy zapomnieć o Aleppo. Przeczytaj jeśli chcesz pomóc, tu znajdziesz odpowiedź jak to zrobić"

 

Autor: Błażej Grygiel