Cena złota mierzona w dolarach i cierpieniu – nigdy dotąd nie była tak wysoka.


Stosunek Hindusów do złota nie wynika po prostu z umiłowania rozrzutnego stylu życia czy rosnącej zamożności. Wśród muzułmanów, hindusów, sikhów czy chrześcijan złoto gra główną rolę w przełomowych etapach ich życia. W Indiach co roku odbywa się 10 mln ślubów. Złoto nadaje im widowiskowość i stanowi ważną część kulturowej transakcji między rodzinami i pokoleniami. – Jest zapisane w naszym DNA – mówi K.A. Babu, kierownik sklepu jubilerskiego w mieście Koczin. – Złoto oznacza powodzenie w życiu. Widać to szczególnie podczas święta Akshaya Tritiya, najlepszego, według hinduskiego kalendarza, dnia na zakup złota. Liczba złotej biżuterii nabywanej wówczas przez mieszkańców Indii (w 2008 r. – 49 ton) istotnie przewyższa zakup kruszcu jakiegokolwiek innego dnia na całym świecie, często wywołując skok cen metalu.

Centrum konsumpcji złota mieści się na południowym krańcu Indii, w stanie Kerala. Choć mieszka tam zaledwie 3 proc. Hindusów, Kerala szczyci się 7–8-procentowym udziałem w krajowym rynku złota. Co ciekawe, region ten – jako jeden z niewielu na świecie – ma marksistowski, demokratycznie wybrany rząd. Historia Kerali od wieków splata się ze złotem. Był tam jeden z głównych portów handlowych. Już Rzymianie złotymi monetami płacili tam za pieprz, kardamon i cynamon. Podobnie Portugalczycy, Holendrzy, Anglicy. Ale tutejsi historycy twierdzą, że to lokalna rewolta przeciwko hinduskiemu systemowi kastowemu (zanim ona nastąpiła, obywatele z niższych kast mogli przyozdabiać ciała wyłącznie wyrobami ze szlifowanych kamieni lub kości) oraz masowe przejścia na chrześcijaństwo lub islam zmieniły złoto w wykraczający poza dobro materialne symbol niezależności i możliwości awansu społecznego.

W długiej historii Kerali nigdy nie było większego głodu złota niż obecnie. Wzdłuż szosy z lotniska do Koczinu stoi ciąg billboardów z wizerunkami kobiet przyozdobionych złotą ślubną biżuterią. Wszyscy najwięksi sprzedawcy detaliczni złota w Indiach pochodzą z Kerali. Tłumy gapiów blokują trzykilometrowy odcinek ulicy Mahatmy Gandhiego, głównej arterii Koczinu, przystając przy 13 wielkich wystawach jubilerskich. (Co pomyślałby o tym ascetyczny Mahatma?) Chociaż wśród wyższych kast oraz młodszych konsumentów z Delhi czy Bombaju złoto zaczynają zastępować mniej rzucające się w oczy (i droższe) materiały, jak platyna czy diamenty, w Kerali przywiązanie do tego metalu trwa. I to niezależnie od wzrostu zamożności (dzięki emigracji zarobkowej do Zatoki Perskiej) i wykształcenia mieszkańców (stan Kerali szczyci się zaledwie 9-procentowym wskaźnikiem analfabetyzmu). Mimo urzędowego zakazu żądania posagu tradycja ta silnie zaznacza się w większości ślubnych ceremonii w Indiach, a w Kerali przeważającą częścią przekazywanych przez rodzinę panny młodej dóbr jest zazwyczaj złoto.

– Dorastamy w złotej atmosferze – mówi Renjith Leen, redaktor The Week, ogólnokrajowego magazynu z centralą w Koczinie. Kiedy w Kerali rodzi się dziecko, babka macza złotą monetę w miodzie i umieszcza kroplę złotego płynu na języku noworodka – na szczęście. We wszystkich istotnych momentach pierwszych sześciu miesięcy życia, od chrztu po strawienie pierwszego kęsa stałego pokarmu, dziecko otrzymuje dary: złote kolczyki, naszyjniki, pasy. Gdy malec ukończy trzy lata, wykształcony członek rodziny na jego języku kreśli złotym pieniążkiem słowa, aby obdarzyć go elokwencją.

Żadna z tych ceremonii nie daje jednak wyobrażenia, jak mocno złoto wpisane jest w gospodarkę Indii. – Złoto jest podstawą naszego systemu finansowego – mówi Babu, kierownik sklepu z biżuterią. – Ludzie uważają je za najlepszą formę zabezpieczenia. Gromadzenie złota jako międzypokoleniowego rodzinnego skarbu na trudne czasy to stary hinduski zwyczaj. Podobnie jak pożyczki w nagłej potrzebie pod zastaw biżuterii, a potem jej wykup, oferowane też przez banki komercyjne. Próba odejścia od tej praktyki w latach 90. XX w. doprowadziła do zamieszek i samobójstw pogrążonych w długach klientów, a w końcu do rządowego nakazu kontynuowania tradycji.

A jednak wielu rolników z Kerali woli „prywatnych finansistów”. Zapewniają szybkość transakcji i są łatwo dostępni. George Varghese prowadzi interes w swoim domu, trzy godziny na południe od Koczinu. Ten łysiejący mężczyzna po siedemdziesiątce twierdzi, że w ciągu miesiąca obraca około pół milionem dolarów w złocie; suma jest jeszcze większa w porze żniw lub ślubów. To niemal idealny interes, bo nawet przy odsetkach rzędu jednego procenta dziennie, jakie stosuje się w pożyczkach krótkoterminowych, rzadko się zdarza, by zastaw nie został wykupiony. Żaden Hindus nie chce rozstać się ze swym złotem. – Nawet gdy cena metalu sięgnęła tysiąca dolarów za uncję, nikt nie sprzedał swojej biżuterii – mówi Varghese. – Ufają, że jej wartość będzie rosnąć.