Cena złota mierzona w dolarach i cierpieniu – nigdy dotąd nie była tak wysoka.


Batu Hijau miała być wzorcową kopalnią. Newmont lubi podkreślać korzyści, jakie przyniosła Indonezji: 391 mln dolarów wpłaconych przez firmę w 2007 r. w formie lokalnych opłat i podatków; ponad 8 tys. miejsc pracy dla Indonezyjczyków; 600 mln dolarów (wg Newmont) wydanych na zminimalizowanie szkód w środowisku naturalnym. Do tego jeszcze ponad
3 mln rocznie na rozwój lokalnej infrastruktury. To może niewiele w porównaniu z rocznymi dochodami kompanii, niemniej wystarcza, by pięciu wsiom położonym najbliżej kopalni zapewnić: energię elektryczną, ośrodek zdrowia, system irygacyjny i inwestycje rolne.

Ale nie wszyscy miejscowi są zadowoleni. Poza granicami pięciu subsydiowanych wiosek kopalnia obudziła w ludziach zazdrość (nie wszyscy dostali tam pracę) i frustrację (bo napływ pieniędzy w postaci pensji wypłacanych przez kompanię podniósł lokalne koszty utrzymania). Jeden z wybuchów niezadowolenia nastąpił w 2006 r. Ktoś spalił obóz geologów na wschodzie Sumbawy, wstrzymując prace badawcze w miejscu planowanej nowej kopalni.

Władze lokalne i rządy prowincji, których uprawnienia zwiększyły się po upadku dyktatury Suharto w 1998 r., teraz zaczynają dochodzić swoich praw i próbują przejąć części udziałów kopalni. Chcą też uzyskać prawo głosu przy podziale dochodów z produkcji. – Za rządów Suharto, kiedy podpisano te kontrakty, nie mieliśmy wpływu na nasz los – mówi przedstawiciel miejscowej Rady Ludowej Manimbang Kahariyai. – Musimy zabezpieczyć swoją przyszłość. Co pozostanie z naszej przyrody, gdy kopalnia zakończy działalność?

Nur Piah bardziej koncentruje się na tym, co jest, niż na tym, co będzie. – Tak wielu ludzi zależy ode mnie – mówi. Jej mąż trochę zarabia, handlując drewnem, lecz ich dwukondygnacyjny betonowy dom we wsi Jereweh został zbudowany z pensji Nur Piah – 650 dolarów miesięcznie. Na jednej ze ścian powiesiła wielkie malowidło przedstawiające żółtą ciężarówkę Caterpillar 793. Praca Nur bywa niebezpieczna. Manewrowanie gigantycznym pojazdem przez 12 godzin jest szczególnie stresujące podczas deszczu – opowiada. – Wtedy strome drogi w odkrywce stają się śliskie. Wieczorem, po długim dniu pracy, uśmiecha się z zadowoleniem, gdy sześcioletnia córka zasypia na jej kolanach. Drugie imię dziewczynki? – Higrid. Pochodzi od angielskiego high-grade („wysokiej klasy”) – tak się mówi o najlepszym gatunku rudy w kopalni.
Złote ozdoby kolejno opuszczają aksamitne pudełeczka. Nagavi, 23-letnia panna młoda, córka właściciela plantacji kawy w indyjskim stanie Karnataka, od dziecka podziwiała uroczystości ślubne towarzyszące połączeniu zamożnych indyjskich rodzin. Ale dopiero w dniu jej własnego, aranżowanego ślubu z jedynym synem właściciela innej plantacji Nagavi w pełni czuje, jak boleśnie piękna jest ta złota tradycja.

Zwykle ubrana w dżinsy i T-shirt dziewczyna przed ceremonią przeobraża się w kapiącą złotem księżniczkę. Kunsztowny złoty stroik do włosów waży dwa i pół kilo i ciągnie głowę do tyłu. Ale trzy złote naszyjniki i tuzin bransolet działają jak przeciwwaga. Zawinięta w 5,5-metrowe sari, tkane z nici maczanej w złocie, Nagavi powoli wychodzi z domu. Stara się utrzymać równowagę, gdy – w tradycyjnym geście pożegnania – rzuca garść ryżu nad głową.

Złote skarby, które Nagavi ma na sobie – oraz biżuteria i liczne sari wypełniające bagażnik wiozącego ją na ślub SUV-a – nie są tradycyjnym posagiem. Wśród plantatorów kawy pod miastem Ćikmangalur (inaczej niż w licznych biedniejszych częściach kraju) konkretne żądania finansowe ze strony rodziny pana młodego uważa się za niestosowne. – To jest moja część, którą wkładam w dorobek rodziny – mówi Nagavi, wpatrując się w wartą miliony dolarów biżuterię. Jak na każdym indyjskim weselu, złoto ma pokazać, jaką wartość panna młoda wnosi do związku. – Jeśli masz córki, musisz zacząć gromadzić oszczędności w złocie od dnia ich narodzin – mówi C.P. Ravi Shankar, ojciec Nagavi. – Ważne, by dobrze wydać je za mąż.

W żadnym innym kraju świata złota obsesja nie jest tak głęboko zakorzeniona w kulturze. Choć w zamieszkanych przez miliard ludzi Indiach dochód na mieszkańca wynosi 2 700 dolarów, od dziesiątków lat są one liderem w rankingu nabywców złota. W 2007 r. zakupiono tam 773,6 tony tego kruszcu, co stanowiło 20 proc. światowego rynku i ponad- dwukrotnie przewyższało udział każdego z dwóch największych konkurentów: Chin (363,3 tony) i USA (278,1 tony). Same Indie produkują mało złota, lecz masa metalu zgromadzonego przez obywateli tego kraju sięga 18 tys. ton – ponad 40 razy więcej niż ilość przechowywana w skarbcach ich banku centralnego.