Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła "Szczecin" wśród proponowanych fraz pojawia się "nie leży nad morzem". Wiele osób przyjmuje ten fakt ze zdziwieniem. Podobnie jak to, że w tym właśnie mieście na świat przyszła cesarzowa Rosji Katarzyna Wielka, a lokalnym przysmakiem są mięsne... pączki.

Słyszeliście o paszteciku szczecińskim? Nie, nie o takim małym weselnym wypieku podawanym z filiżanką barszczu. Pytam o grubego drożdżowego pączka nadziewanego mięsem, elegancko zarumienionego w głębokim tłuszczu i serwowanego z barszczem czerwonym w plastikowym kubeczku. Ten wpisany na listę produktów tradycyjnych lokalny przysmak wywołuje emocje zarówno wśród lokalsów, jak i turystów. Pierwsi nie mogą się nadziwić, że pasztecika szczecińskiego nie jada się nigdzie poza Pomorzem Zachodnim, drudzy – że mięsny pączek może być aż tak smaczny! Dla mnie – rodzonego szczecinianina – to smak dzieciństwa.

 

Słodki zapach miasta

Spacer po Szczecinie (z pasztecikiem w ręku) zaczynam od bulwarów nadodrzańskich, u stóp Wałów Chrobrego. Co może zaskakiwać, w powietrzu nie unosi się tu zapach ryb, lecz zupełnie inny – słodki i przyjemnie znajomy. Wszystko za sprawą działającej nieopodal od ponad 80 lat fabryki czekolady.

Dwie dekady temu, kiedy z kolegami spędzałem nad Odrą czas po szkole, jak i dzisiaj na tych nabrzeżach w samym centrum miasta cumują niewielkie łodzie, przypominając o morskich tradycjach portu. Mieszkańcy przedwojennego Stettina handlowali świeżymi śledziami, z których następnie przyrządzano marynowane à la Bismarck matiasy z ogórkiem kołobrzeskim i cebulą cukrową, zazwyczaj podawane w bułce.

O współczesne zwyczaje kulinarne tych ziem pytam Justynę i Daniela Hofów, autorów popularnego miejskiego bloga eintopf.pl, którzy na najlepsze śledzie w mieście zabierają mnie do restauracji Na Kuncu Korytarza na szczecińskim zamku. Jej właściciel, Bolek Sobolewski, raczy gości nie tylko rybami i kawą po szczecińsku (podawaną z odrobiną brandy), ale też lokalnymi opowieściami. Mnie zafascynowała ta o miejscowych śledziożercach, którzy regularnie spotykają się w miesiącach zaczynających się na literę L, a raz nawet stworzyli prawdziwy śledziowy tort.

 

Lew i czarownica

Renesansowy Zamek Książąt Pomorskich, w którym biesiadowaliśmy, do 1637 r. zamieszkiwali Gryfici – lokalna dynastia książęca. Jako herb wybrali sobie gryfa – mityczne zwierzę przedstawiające uskrzydlonego lwa z głową orła. Spuścizną po panowaniu Gryfitów są podania i legendy szczecińskie, jak np. ta o mądrym księciu, który chciał być wynalazcą.

– Rzeczywiście żyjący w pierwszej połowie XVI w. książę Barnim IX był prawdziwym człowiekiem renesansu – mówi Dorota Pundyk, nauczycielka, pasjonatka historii miasta, z którą spaceruję tropem szczecińskich tajemnic. – Uczonego pod kierunkiem samego Marcina Lutra księcia ciągnęło do nowinek ówczesnego świata. Jego dwór uchodził za jeden z najnowocześniejszych i najbardziej otwartych w XVI-wiecznej Europie. Sam książę miał smykałkę do mechaniki precyzyjnej i snycerstwa. Przypisuje mu się konstruowanie skomplikowanych maszyn i urządzeń – opowiada.

O gęsią skórkę przyprawia mnie jednak inna historia o pomorskiej szlachciance Sydonii von Borck, która zamiast poślubić księcia Ernesta Ludwika, została oskarżona o czary i 19 sierpnia 1620 r. ścięta mieczem przy Bramie Młyńskiej. Do dzisiaj w rocznicę śmierci „szczecińskiej czarownicy” są w tym miejscu składane kwiaty.

Jednak to nie Barnim IX ani Sydonia von Borck są najbardziej znanymi szczecinianami w historii. W domu przy ulicy Farnej w roku 1729 na świat przyszła Zofia zu Anhalt-Zerbst-Dornburg lepiej znana jako późniejsza cesarzowa Rosji Katarzyna Wielka.

 

Wenecja Północy

Wracam nad Odrę. Kilka kroków od pamiętającego czasy Bismarcka, zmodernizowanego Dworca Głównego znajduje się szczecińska Wenecja. To zespół XIX-wiecznej zabudowy fabrycznej nad Odrą. Wyrastające z rzeki budynki dawnej gazowni i fabryki drożdży najlepiej prezentują się z punktu widzenia odrzańskiego kajakarza.

Mijając najstarszą część miasta, warto wypuścić się kajakiem dalej – na tereny Międzyodrza. To rozciągająca się na południe od śródmieścia kraina rozlewisk i mokradeł – obszar Parku Krajobrazowego Dolina  Dolnej Odry. Mimo niewielkiej odległości od centrum miasta jest tu cicho i spokojnie. Przepływając przez malownicze kręte kanały z czystą wodą nietrudno spotkać bobra czy wydrę. Swoje lęgowiska ma tu również ponad 200 gatunków ptaków, w tym kormorany, bieliki zwyczajne i czaple.

Szczecinianie cenią sobie naturę. Miasto jest uznawane za jedno z najbardziej zielonych w Polsce. Ma 16 parków i wdzierają się do niego dwie duże puszcze – Wkrzańska i Bukowa. Najbardziej niezwykłym obszarem zielonym Szczecina jest jednak Cmentarz Centralny, największa nekropolia w Polsce i trzecia w Europie. Rośnie tu ponad 400 gatunków drzew i krzewów, w tym jodły amerykańskie czy miłorzęby dalekowschodnie. Przekonacie się, że to prawdziwy cud Polski wybrany w plebiscycie Travelera. 

 

Warto wiedzieć

■ Nocleg
Tanie pokoje dwuosobowe są w studenckim Domu Marynarza Pasat w Śródmieściu, cena za noc ok. 128 zł.

■ Rozrywka
Polecam koncerty plenerowe w Teatrze Letnim w parku Kasprowicza.

■ Zjedz koniecznie
Lody o smaku paprykarza szczecińskiego z lodziarni Gelatiamo przy ul. Koński Kierat 17.

Łukasz Załuski


Jeśli lubisz wrażenia, chcesz się z nami podzielić swoimi aktywnościami, zgłoś się i stwórz z nami przewodnik po Polsce Pełnej Przeżyć!