Wędkarstwo, niezależnie od preferowanej metody, to nie tylko pobyt nad jeziorem i wyciąganie kolejnej ryby z wody. To też podróże i odkrywanie nieznanych miejsc. W kraju i zagranicą. A dokąd najlepiej w ramach „zagranicy”? Tak naprawdę wszędzie ale najprościej chyba zacząć do tej najbliższej czyli Europy Północnej.

Szwecja

Nie będzie przesadą nazwanie jej Mekką łowiących. Odnajdzie się tam spinningista, muszkarz ale i zwolennik spławika. Bo który wędkarz pozostanie obojętny wobec „taaakich” szczupaków? Z resztą nie tylko one dorastają w szwedzkich wodach do niesamowitych rozmiarów. I nie są to pojedyncze okazy, bo ryb w rzekach i jeziorach jest sporo. To ważne szczególnie dla początkujących, gdy łatwo się zniechęcić brakiem brania. A co poza rybami? Przede wszystkim dzika i nieskażona przyroda. Dziewicze lasy, gdzie łatwiej spotkać łosia niż człowieka, krystalicznie czyste rzeki ale też urokliwe miasteczka i sympatyczni mieszkań, z którymi bez problemu każdy się dogada, bo angielski zna tutaj każdy.

Norwegia

To kierunek dla wielbicieli wędkarstwa morskiego. Dorsze czy halibuty łapie się głównie na spinning w licznych zatokach, fiordach czy w czasie dłuższych wypraw na ocean. Wrażenie robi nie tylko różnorodność gatunków ale też ilość ryb. Tutaj naprawdę ciężko się rozczarować w czasie wędkowania. A złapane ryby można nie tylko podziwiać (opcja dla zwolenników „catch and release”) ale też zjeść i w określonej ilości przywieźć do kraju. Coś dla siebie znajdą tutaj też łowiący na sztuczną muchę, bo górskich rzek w Norwegii jest sporo. Wymaga to tylko wyprawy w głąb lądu. Podobnie jak Szwecja, Norwegia to idealna destynacja dla miłośników dzikiej przyrody. Świerkowe lasy, potężne fiordy, niedostępne klify, a dla tych, którzy przyjadą w odpowiednim czasie – białe noce.

Dania kontynentalna

Ojczyzna Andersena to ciekawa alternatywa dla wędkarzy preferujących „skandynawskie” kierunki. W kontynentalnej części kraju łowi się na licznych jeziorach i najdłuższej duńskiej rzece – Gudenie. Ciekawą opcją, typową dla tego regionu są liczne jeziorna typu „put and take” zarybiane pstrągami potokowymi. Łowi się je najczęściej na sztuczną muchę; popularniejszą metodą jest jednak spinning. Poza rybami Dania oferuje wiele atrakcji szczególnie dla wędkujących rodzinnie. Liczne parki rozrywki (np. Legoland), zabytki i atrakcje, pozawalają na aktywne spędzanie czas turystom w każdym wieku. O przewadze Danii nad Szwecją czy Norwegią decyduje też odległość – z Polski można dostać się tam samochodem w krótkim czasie, bez przepraw promowych.

Bornholm

O tej duńskiej wyspie marzy chyba co drugi wędkarz. Bo kto nie chciałaby złowić popularnej troci morskiej nie wypływając w morze? To możliwe właśnie na Bornholmie, gdzie łowi się z morza, brodząc wzdłuż brzegu. Dopuszczalne metody to spinning i sztuczna mucha. Uwaga – to destynacja dla cierpliwych i raczej zaawansowanych wędkarzy. Pogoda, nawet najbardziej sprzyjająca, w końcu daje w kość przy dłuższym brodzeniu, a na branie trzeba trochę poczekać. W ramach tego „czekania” warto zwiedzić wyspiarskie atrakcje. Jedną z najbardziej znanych jest zamek Hammershus; charakterystyczne dla Borhnolmu są też rotundowe kościoły, wiatraki czy liczne wędzarnie. Pryz okazji tych ostatnich, zjedzenie wędzonej ryby obowiązkowe!

Irlandia

Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Popularny jest spinning, trolling ale też sztuczna mucha, a dla wybrednych i wytrwale szukających znajdzie się też miejscówka na spławik. Zielona Wyspa kusi wielkimi szczupakami i charakterystycznymi dla tego regionu feroxami czyli pstrągami potokowymi. Te ostatnie osiągalne są głównie w licznych rzekach ale kraj kusi również pięknymi jeziorami i ciekawą linią brzegową. Zachęca również oferta stricte turystyczna. Stare zamczyska, jeszcze starsze celtyckie cmentarzyska i miejsca kultu, niezliczone puby z charakterystycznym irlandzkim piwem i jeszcze bardziej charakterystyczną whisky, to wystarczające argumenty, by na ryby polecieć właśnie do Irlandii. Bo najłatwiej i najtaniej na wyspę dolecieć.