Dno wulkanu Kawah Ijen jest jak dziewiąty krąg piekielny Dantego. W takich warunkach nawet sprzęt fotograficzny odmawia współpracy. A jeśli już uda się uchwycić moc tego miejsca, spektakularny efekt gwarantowany!

Zejdź do bram piekła

Grafitowe chmury gnane przez wiatr pochłaniają drzewa na skraju lasu. Zaraz potem, po wyjściu z niego, naszym oczom ukazuje się wręcz księżycowy krajobraz. Pomarańczowa spękana ziemia pokryta szaro-żółtym pyłem sprawia wrażenie powłoki surrealistycznej planety.

Gdzieniegdzie sterczą gładkie, pozbawione liści pnie i konary. Szkielety drzew wyglądają złowróżbnie. A jednak całość wprawia w zachwyt. To miejsce na wysokości ok. 2400 m n.p.m., w którym rozpoczyna się spacer po krawędzi krateru Kawah Ijen. 

Kompleks Ijen znajduje się w kalderze o średnicy ok. 20 km na wyspie Jawa. Aktywnych wulkanów jest tu aż 452, co stanowi 75 proc. wszystkich stożków wulkanicznych na świecie. We wnętrzu najsłynniejszego tu Kawah Ijen znajduje się największe na ziemi kwaśne jezioro wulkaniczne. Ma ono średnicę ok. 1 km, a pH wody nie przekracza 0,5. Jego turkusowa barwa jest wręcz nierealna. To ono jest naszym celem. 

Najcięższy zawód świata

Idziemy w dół. Z wnętrza krateru raz po raz zawiewa ogromną chmurą szarych gazów.

Jak zjawy z mgły na drodze wyłaniają się sylwetki górników obładowanych ciężkimi koszami z blokami siarki. Przy każdym ich kroku słychać charakterystyczny rytmiczny dźwięk przypominający skrzypienie styropianu. Wątli z pozoru robotnicy dźwigają na barkach ciężar od 60 do 100 kg. Po drodze przystają jedynie po to, aby zaczepić mijanych turystów, poprosić o wodę lub papierosy.

Trudno uwierzyć, jak sprawnie i szybko idzie im wspinanie się pod górę z pełnym obciążeniem. Tym bardziej że wielu z nich wspina się w japonkach lub gumowcach. Tutaj w zasadzie kończy się trasa dla turystów, o czym świadczy napis na drewnianej tabliczce zabraniający schodzenia do wnętrza krateru. Znak wbito tu po tym, jak francuska turystka w 1996 r. wpadła do jeziora i zginęła. 

Zabójcza siarka

Zejście jest strome i wyjątkowo śliskie ze względu na drobny żwirek, który usuwa się spod butów, oraz kamienie pokryte siarkowym pyłem. Każdy krok stawiamy w skupieniu. Droga do jeziora ma około 300 m; jej przejście zajmuje nam pół godziny. 

Najgorzej jest, gdy wieje wiatr i nagle odnajdujemy się w gęstej chmurze pyłu. Widoczność zmniejsza się do metra, a oddychanie staje się koszmarem. Boli gardło, kaszlemy. Oczy pieką i łzawią tak mocno, że nie da się otworzyć powiek. Warto wiedzieć, że jest to jedno z najbardziej toksycznych miejsc na ziemi. Nawet z chustą osłaniającą usta ma się wrażenie, że przy następnym wdechu płuca po prostu eksplodują.

Ilość siarki w chmurze jest 40 razy wyższa, niż przewidują dopuszczalne normy. W takich warunkach nawet sprzęt fotograficzny odmawia współpracy, a ubrania, które się ma na sobie podczas wyprawy, przez długi czas śmierdzą siarką, nawet po dokładnym praniu. 

To dzięki siarce na Kawah Ijen można czasem zobaczyć fascynujące niebieskie płomienie. Gazy siarki w kontakcie z powietrzem tworzą niezwykły spektakl natury. Jęzory płomieni sięgają nawet 5 m wysokości, a ich temperatura dochodzi do 600°C. Olivier Grunewald i Régis Etienne nakręcili  o tym film dokumentalny Le Mystère des Flammes Bleues. Po jego premierze liczba turystów chcących wejść do wnętrza stratowulkanu znacznie się zwiększyła.

W wielu miejscach krateru jego powierzchnia jest poprzecinana głębokimi szczelinami. Przypomina to trochę lodowce. Przekraczamy je, idąc po drewnianych kładkach. Do samego jeziora, dla własnego bezpieczeństwa, nie można się zbytnio zbliżać. Jak podają różne źródła, jego wody zawierają tysiące ton chlorowodoru, kwasu siarkowego, siarczanu glinu czy siarczanu żelaza. Jego temperatura jest stała – ok. 34°C.

Na powierzchni wody tańczą pęcherzyki gazów. Trzeba być bardzo ostrożnym, zbliżając się do nich. Otaczające jezioro fumarole, czyli wulkaniczne otwory, wyrzucają w powietrze mieszankę chlorowodoru, dwutlenku siarki i pary wodnej o temperaturze dochodzącej nawet do 245°C. O czymś takim myślał chyba Dante, pisząc w "Boskiej komedii" o dziewiątym, ostatnim kręgu piekielnym.

Jak to zrobić?

Zainteresowani? Za lot z Warszawy do Dżakarty zapłacić trzeba ok. 4 tys. zł. Sporo taniej przez Bangkok lub Kuala Lumpur, a następnie lokalnymi liniami na Jawę. Warto polować na promocje. Nocleg najtaniej znajdziemy w hostelach, których jest tu naprawdę dużo.

Tekst: Dominika Kustosz