Dywizjon 303

8 październik 2009
Dywizjon 303Zdjęcie Arkady Fiedler
 

Kunszt polskich pilotów

Dywizjon 303 jest legendą polskiego lotnictwa, której autorami byli żywi, konkretni ludzie, piloci i współpracujący z nimi personel techniczny, młodzi, pełni temperamentu i woli zarówno walki jak też życia. A wszystko zaczęło się w znakomitej Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, gdzie szlify zdobywały późniejsze sławy tegoż dywizjonu. Wysoki poziom nauczania i żelazna dyscyplina uczyniły z nich prawdziwych asów przestworzy i odważnych, perfekcyjnych żołnierzy, którzy w czasie II wojny światowej skutecznie nacierali na samoloty Luftwaffe, stając się bohaterami w bitwie powietrznej o Anglię. Górowali nad innymi pilotami nie tylko z racji świetnego wyszkolenia, ale też  z powodu surowej, przedwojennej selekcji, przestrzeganej sumiennie w Dęblinie. Instruktorzy tej szkoły obserwowali bowiem swych kursantów także pod kątem ich predyspozycji psychiczno-charakterologicznych. W efekcie ci spokojniejsi z nich, latali na bombowcach, natomiast pilotami myśliwców zostawali ci z fantazją i brawurą, skorzy do ataku, szybcy i nieuchwytni. Mieli oni jeszcze jedną cechę, różniącą ich od pilotów angielskich – oczy „naokoło” głowy, gdyż kształceni w Dęblinie na myśliwcach pozbawionych radia (takie tylko były w Polsce) musieli bacznie obserwować to, co się działo wokół nich oraz porozumiewać się gestami i ruchami skrzydeł. Zwykle jako pierwsi dostrzegali  wroga i szarżując wprost na niego, atakowali z tak bliskiej odległości, że wydawało się to wprost niemożliwe.

 

Droga do Anglii

Gdy Niemcy zaatakowali Polskę 1 września 1939 r. mieli do dyspozycji około 1500 bombowców i 100 myśliwców. To była potęga wobec 390 maszyn, w tym 150 znacznie wolniejszych myśliwców, jakimi  dysponował nasz kraj. Sukcesem była więc ewakuacja około 80 procent polskiego personelu lotniczego przez Rumunię i Węgry na Zachód. Rumunia, która początkowo zgodziła się na przyjęcie myśliwców polskiego lotnictwa, w rezultacie, po ogłoszeniu swej neutralności, wycofała się z tego.  Na południe ruszyły eskadry Zdzisława Krasnodębskiego – pierwszego dowódcy Dywizjonu 303, a podchorążych z Dęblina przeprowadzał Witold Urbanowicz – późniejszy dowódca.

 

Bitwa o Anglię

Do Anglii dotarło ponad 30 tys. polskich lotników, marynarzy i żołnierzy. Musieli pokonać barierę językową i przetrwać przymusowe szkolenia. Lotnicy dążyli do sformowania  polskich jednostek. Jednak udało się to dopiero 2 sierpnia 1940 r., kiedy to Winston Churchill przychylił się do żądań gen. Władysława Sikorskiego i zezwolił na utworzenie polskiego Dywizjonu 303, który Polacy ochrzcili kościuszkowskim. Stało się tak z powodu zmasowanego ataku Luftwaffe na brytyjskie lotniska oraz dużych strat w ludziach i sprzęcie, jakie ponieśli Anglicy. Dopiero 1 września 1940 r., czyli w rocznicę pierwszych walk w Polsce, dopuszczono oficjalnie Dywizjon 303 do akcji – miał zablokować drogę ciągnącym na Londyn niemieckim bombowcom. Był to najtragiczniejszy dla angielskiego lotnictwa dzień największych strat w całej bitwie o Anglię, ale polscy lotnicy wyszli z tej akcji zwycięsko. Od tamtego dnia uczestniczyli chlubnie w codziennych walkach z niemieckim wrogiem, osiągając tak spektakularne sukcesy, że wkrótce stali się bohaterami Anglików. W najważniejszym w bitwie o Anglię wrześniowym okresie, piloci Dywizjonu 303 zestrzelili trzykrotnie więcej przeciwników niż przeciętnie każdy z innych dywizjonów alianckich, mając przy tym trzykrotnie mniej strat własnych. A przecież latali na nieco przestarzałych hurricane`ach, które nadawały się jedynie do walki z bombowcami Luftwaffe. 31 października 1940 r. kampania powietrzna zwana bitwą o Anglię zakończyła się klęską Luftwaffe. Niemcy stracili ponad 1700 samolotów a około 600 zostało uszkodzonych. RAF stracił 915 maszyn i prawie 500  pilotów, wśród nich 33 Polaków. Bazę w Northolt, gdzie stacjonowali, odwiedził sam król, gdyż Jego Wysokość chciał osobiście pogratulować Polakom sukcesu.

 

Koniec Dywizjonu 303

Po zawarciu przymierza z Amerykanami polscy lotnicy przestali być Anglikom potrzebni, choć gdy  bronili ich kraju noszeni byli na rękach. Zostali nawet wykluczeni z udziału w London Victory  Parade w 1946 r., choć jeszcze w 1944 r. unieszkodliwiali  nad  Anglią nową broń niemiecką – bezzałogowe pociski V1. Gdy w czasie trwania powstania warszawskiego wysłali do angielskiej królowej telegram, w którym błagali o umożliwienie im wspomożenia Warszawy – nie otrzymali odpowiedzi.                             
15 pilotów z pierwszego składu Dywizjonu 303 poległo na polach podniebnych bitew. Wojnę przeżyło dziesięciu. Zgodnie z testamentem Dywizjonu 303 wszystkie pamiątki po nim miały trafić do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, ale jak dotąd wciąż znajdują się w Instytucie i Muzeum gen. Sikorskiego w Londynie.

  • Tagi:
  •  
  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-01-14 10:36

    "Sprawa honoru" jest świetna! Dodam, że w Londynie, niedaleko lotniska RAFu, nadal funkcjonuje knajpa, do której chodzili polscy lotnicy w wolnym czasie. Niestety wszystkie zdjęcia i pamiątki zostały przekazane do różnych muzeów, ale przy wejściu jest kamień upamietniający ich czyny. A jak się podjedzie kawałek dalej, to można zobaczyć olbrzymi pomnik ufundowany w hołdzie wszystkim dywizjonom. Są tam też wypisane wszystkie nazwiska polskich lotników, którzy zgineli w obronie WB.

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-03-17 19:37

    Na stronie national-geographic są dwa teksty o tym dywizjonie.

  • Do moderacji
    2010-03-03 21:56

    Odnośnie tego tematu polecam książkę "Sprawa honoru" L. Olson i S. Clouda

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-03 13:33

    Lancorońska napisała we ,,Wspomnieniach wojennych"/str.66/,że Anglicy są narodem bardzo praktycznym i bardzo nas lubią, bo potrzebują naszej krwi, gdyż niechętnie przelewają swoją...później się wobec nas zmienią!!!!Miała kobieta rację!!!!!

  • Do moderacji
    2009-12-09 00:21

    Jedna małą nieścisłość , z tego co czytałem wynika że piloci zostali jako jedyna grupa Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie zaproszona do udziału w w/w paradzie . Odmówili oni jednak udziału co było protestem przeciwko niezaproszeniu innych przedstawicieli polskiego wojska .

  • Do moderacji
    2009-11-11 22:04

    Dla mnie najciekawszy jest sam koniec tego artykułu. I to zdanie "Po zawarciu przymierza z Amerykanami polscy lotnicy przestali być Anglikom potrzebni"

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-10-23 11:45

    Fajne to streszczenie!!!! Szacun dla Autora

Ostatnio czytali

  • JoJo99
  • Mireq
  • jabar
  • SkyCaptain
  • gilmo
  • Szuder
  • LesSmo
  • kriwy
  • Qoureno
  • Pankazek
  • bgozdz
  • Dagus
  • ramireza
  • 3dfoto.pl
  • Stanisław31
  • marczer
  • matbod
  • ankam
  • MartuS
  • EwelinaN
  • Pegaz
  • Ensi

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się