Nomadki__uratowane_od...

KONKURS SPOŁECZNOSCI- DZIEN KOBIET-Nomadki

Moja Afryka.. Ngala, maleńka wioska zamieszkała przez plemię Kanuri leżała jeszcze w latach 40-50 -tych niemalże nad jeziorem Czad. W pobliskiej wiosce Gamboru cumowaly lodzie. W miedzy czasie poziom wody tak opadł, ze w latach 60-tych do jeziora mieliśmy już póldniową wyprawę jeepem. Do najbliższego powiatowego miasta mieliśmy 120 km po często nieprzejezdnej drodze. Można było ugrzęznąć po podłogę w piachu, albo w błocie, zależy od pogody. Po wyschnięciu głębokie koleiny i nasypy były bardzo uciążliwe. Gdyby nie to, ze w Ngala była rolnicza stacja badawcza Zaryjskiego Uniwersytetu, i bliskość do Gamboru , gdzie odbywały sie cotygodniowe markety , kot z kulawą nogą by tu nie zagladnąl. Wyprawa po zakupy do Maidiguri była już sama w sobie wyprawą w niewiadome - dojedziemy, czy nie. Droga wytyczona w prostej linii bez zakrętów i powrót nocą był zwykle bardzo nużący. Odcinki piaszczyste to znana tarka. Trzeba sie rozpędzić , żeby w tej trzesawce nie rozleciał sie samochód. Jest to teren pojeziorny , zyzne gleby vertisol. Przez 9 miesięcy nie spada kropla wody. Ziemia wtedy wysycha i spękania dochodzą do 40- 50 cm. Natomiast po deszcze szczeliny wypełniają sie woda, ziemia pęcznieje jak gąbka i tworzy mazistą glinę. Nieprzejezdną do obeschniecia. Jedziemy do Maiduguri. Nagle w na horyzoncie monad mgła ponad rozgrzaną ziemia zamajaczylo coś jak fata morgana. Zblizajac sie zobaczyliśmy , że był to przemarsz koczowniczej wioski plemienia z grupy Kanuri. Zaskoczeni niebywałe. Co za radość. Nie często zdarza sie zobaczyć taki przemarsz. Szli z zachodu na wschód w kierunku jeziora Czad. Tak jak okiem daleko sięgnąć , w prawo i lewo , maszerowało bydło. Krowy objuczone wszelakim dobytkiem i żerdziami na budowę wielkich szalasow. Powoli, krok za krokiem, stałym tempem przesuwa sie ten niekończących sie orszak. Dojechaliśmy blisko zatrzymaliśmy sie . Pare młodych kobiet zaciekawionych nami zatrzymało sie. Pogawedka na migi. Dużo przy tym śmiechu. Są piękne!!! Chyba po raz pierwszy widzą aparat fotograficzny. Z uciechą patrzą w wizjer. Niestety orszak nie czeka i z wielkim żalem je żegnam. Nie odjechalam aż zniknęli z pola widzenia. Ja stoję oczarowana i jak zaczarowana.....sen to był? Za krótko. Zdążyłam zrobić pare zdjeć tak na szybko. To są moje najcenniejsze mi zdjęcia z całego 6 - letniego pobytu w Nigerii. Barwy Afryki. Barwy jakie pozostały mi w pamięci na zawsze.

afryka kobiety koczownicy radosc konkurs-spolecznosci bydło dawno temu Ngala Nomadki jez Czad

Komentarze