We wrześniu 1994 r. wśród koni wyścigowych pod Brisbane w Australii wybuchła epidemia. Stało się to w spokojnej miejscowości Hendra, pełnej stajni, torów wyścigowych, kafejek i kiosków, w których można nabyć kupony zakładów bukmacherskich.
Pierwszą ofiarą była źrebna klacz o imieniu Drama Series. Zachorowała na pastwisku, a jej stan pogarszał się gwałtownie. Próbowały ją ratować trzy osoby – trener, stajenny i weterynarz. Mimo to po dwóch dniach Drama Series padła, a przyczyna choroby pozostawała nieznana. Ukąsił ją jadowity wąż? Zjadła coś trującego na zaniedbanym pastwisku? Te hipotezy nie znalazły potwierdzenia. W ciągu dwóch tygodni zachorowała natomiast większość koni w stajni. Zwierzęta miały gorączkę, zaburzenia oddychania, puchły im pyski. Niektórym z nozdrzy ciekła krwawa piana. Mimo wysiłków weterynarza w ciągu paru dni padło jeszcze 12 sztuk. Mało tego – rozchorował się sam trener, a później również stajenny. Lekarz, który skrupulatnie przestrzegał zasad higieny, pozostał zdrowy. Trenera wzięto do szpitala, gdzie po paru dniach zmarł. Stajenny przeleżał gorączkę w domu – i przeżył, choć do pełni sił już nie wrócił. Badania wykazały, że konie, a także ludzie, zarazili się nieznanym dotychczas wirusem. Prędkość, z jaką zaraza szerzyła się wśród koni, była niewiarygodna. W szczytowym okresie w ciągu 12 godzin zdychało w męczarniach siedem zwierząt równocześnie, część trzeba było poddać eutanazji. Jeden z koni tak rzucał się w agonii, że lekarz nie był w stanie zbliżyć się do niego i zrobić mu zastrzyku oszczędzającego cierpień.
Źródło: www.national-geographic.pl
Adres wersji on-line: http://www.national-geographic.pl/drukuj-artykul/smiercionosne-kontakty/