Rio de Janeiro jest nasycone cielesnością i podminowane erotycznie: odkryte dekolty i ramiona, smagłe torsy w rozpiętych koszulach. W Brazylii nie uznaje się europejskich ograniczeń kulturowych – hedonizm i seksualność to fundamenty życia społecznego
Jeśli trwa weekend, a ty nie jesteś na plaży, mimo że mieszkasz w tym mieście, to znaczy, że albo jesteś poważnie chory, albo pada deszcz. Umięśnieni faceci i kobiety – zgrabne „gazele” w string-bikini – wystawiają swoje wdzięki na widok publiczny. W Rio panuje culto de corpo – kult ciała, a najlepszą sceną dla jego wyznawców są plaże. Zmysły, nieustannie pobudzane w dzień, eksplodują po zmierzchu w czasie zabawy w barach i klubach. Gorąca noc, tanie wino, wiszący w powietrzu zapach perfum i egzotycznych owoców, rozkołysana w iluminacjach drogich hoteli dzielnica Ipanema, zakochani całujący się na plaży, hipnotyczny szum fal, no i wszechobecna brazylijska muzyka, wsączająca się w podświadomość. Seksuolog prof. Lew Starowicz przyznaje, że właśnie muzykę brazylijską wykorzystuje w terapiach łóżkowych swoich pacjentów. A ileż randek w naszym umiarkowanym klimacie zostało ocieplonych dźwiękami Girl from Ipanema Antonio Carlosa Jobima?
Istnieje specyficzny, trudny do uchwycenia balans między bezpośredniością a wulgarnością, między prowokacją a wyuzdaniem, erotyką a seksem.
Brazylijczycy potrafią poruszać się na cienkiej granicy. Na przykład chłopak podchodzi na ulicy do nieznajomej dziewczyny, rzuca tudo bem, czyli „wszystko w porządku”, i od razu próbuje ją pocałować. Jeśli dziewczyna opiera się dłużej niż 15 s, chłopak wraca do kolegów, narzekając: „jaka to głupia koza”. Ale jeśli dziewczynie chłopak się spodoba, bez zażenowania daje się pocałować, bo wie, że na tym się skończy. Mogą się całować godzinami, ale nie ma obłapiania, wkładania ręki pod bluzkę. Raczej przypomina to smakowanie pierwszego kęsa papai.
Kobiety chcące zwrócić na siebie uwagę przystojnych brazylijskich carioca – czyli typowych mieszkańców (i mieszkanek) Rio, którzy nad pracę przedkładają luz i radość życia – mają tym więcej szans, im jaśniejsze są ich włosy i cera. To oczywiście świetna wiadomość dla Polek! W większości przypadków wystarczą spojrzenie prosto w oczy trwające dłużej niż kilka sekund i miły uśmiech. W następnej chwili dłonie młodzieńca oplatają talię kobiety i znajomość zawarta.
Rio nie jest jednak rozpustne i zepsute. Czasem wręcz zaskakuje pruderyjnością. Choć popularny wśród Brazylijek model stroju plażowego zyskał określenie flo-dental (bo przypomina dental floss, czyli nić dentystyczną), to jednak pozostał dwuczęściowy. Na plażach Rio nie ma opalania topless! Parę lat temu do walki z tym importem z Europy włączyła się nawet policja. Brazylijscy odpowiednicy żandarmów z Saint Tropez przeprowadzili spektakularną akcję zatrzymania 34-letniej Rosemeri Moura Costa, która nie posłuchała ostrzeżeń. Wkroczyli na plażę z karabinami, w kamizelkach kuloodpornych. Kobieta trafiła za kratki za... obsceniczność. Przez kraj przetoczyła się fala dyskusji, a dzięki CNN obyczajowy konflikt był śledzony na całym świecie. W końcu gubernator stanu Rio de Janeiro zezwolił na opalanie się topless, jednak w praktyce się to nie przyjęło.
Dzielnica Rio zwana Zona Sul to obszar o największej na świecie liczbie siłowni i salonów piękności przypadających na jednostkę powierzchni. Rzeźbienie ciała – także za pomocą odżywek i chemii – staje się wręcz koniecznością, jak wkładanie garnituru czy sukni na elegancką kolację. Ciało to
osobisty billboard – od tego, jak się zareklamujesz, zależą powodzenie i kariera. Zajęcia na siłowni też mogą być zmysłowe. W Rio upowszechnia się striptease aerobic, który wykorzystuje najbardziej seksowne elementy tańca: wypinanie bioder i pośladków, przysiady na rozstawionych nogach, napinanie mięśni ud. Zajęcia pozwalają uwolnić kobiecość i seksapil.
Ważnym przejawem kultu ciała jest sport. Panie grają w siatkówkę plażową. Męska część widowni szczególną uwagę zwraca na „formę” zawodniczek. W ich ruchach, mimo walki i zawziętości, więcej jest gracji niż wysiłku. Kobieca widownia kibicuje na meczach futevolei, czyli siatkowej piłki nożnej, siatkonogi. Zagranie polegające na przyjęciu piłki z powietrza na pierś daje najwięcej okazji do popisów zawodnikom i do gorących owacji obserwatorkom. Obie odmiany siatkówki łączy sprzęt: piłka, skąpy strój i najważniejszy element – ciemne okulary.
Po wysiłku kąpiel jest obowiązkowa. Brazylijczycy obsesyjnie używają prysznica. Biorą go wieczorem przed pójściem spać i po wstaniu rano przed pierwszą kawą, jeszcze raz przed wyjściem do pracy i po przyjściu z pracy, przed wyjściem do miasta i po powrocie, przed seksem i po nim i jeszcze ze dwa--trzy razy o różnych porach, tak dla odświeżenia. Są przy tym święcie przekonani, że ludzie w Ameryce, Europie i w ogóle wszyscy obcokrajowcy nie wiedzą, co to znaczy zadbać o swoje ciało. Podobno my, Europejczycy, za rzadko się myjemy i balsamujemy, wydzielamy „zapaszki”, mamy nieświeży oddech. Co trzecie drzwi przy ekskluzywnej Avenida Nossa Senhora de Copacabana to wejście do drogerii – co mnie na początku dziwiło. No, ale w końcu jestem Europejką.
Przemysł turystyczny, a przynajmniej odmiana zwana turystyką seksualną, wykorzystuje na swoje potrzeby zmysłowy obraz Rio. Najlepsze kluby mieszczą się przy końcu Copacabana, w Leme. Wstęp kosztuje zwykle 10 dolarów, a gwiazdą striptizu może się okazać znana aktorka czy prezenterka. Bo w Brazylii striptiz nie jest niczym zdrożnym, nie stanowi ujmy. To raczej przejaw nieskrępowanego zadowolenia z piękna własnego ciała i chęci pochwalenia się nim.
Ostra konkurencja panuje wśród prostytutek. Selekcja jest pozytywna. Dzięki niej przy kolejnych Posto (wieżach ratowniczych) na bulwarze Copacabana co wieczór odbywa się swoisty konkurs piękności. Spod restauracyjnych parasoli nawet Europejki wodzą za nimi wzrokiem z nieskrywaną przyjemnością. W Rio tysiące kobiet oddaje się igraszkom miłosnym za pieniądze. Według badań O’Globo jest ich ponad 20 tys. Często to tylko tymczasowy zawód, który pozwoli zarobić na studia lub utrzymanie dziecka, ale też nierzadko droga życiowa dla
dziewczyn, które po prostu lubią TO robić, a muszą z czegoś się utrzymać. Prostytucja w Brazylii jest legalna. Nie ma alfonsów ani mafii czerpiącej zysk z pracy kobiet, co magicznie pozytywnie wpływa na jakość ich usług. Prostytutki w Rio mają nawet swój dom mody – Daspu. W pokazie letniej kolekcji na 2010 rok oprócz organizatorek wzięły udział zawodowe modelki, aktorki, piosenkarki, co miało udowodnić, że prostytucja to powszechne zjawisko, niezależne od klasy społecznej.
Jeden na pięciu mieszkańców Brazylii jest w wieku od 15 do 24 lat. Daje to 32 mln młodych ludzi. Młodzież brazylijska to ogromny potencjał, z którym należy się liczyć. W jakim kierunku zmierza? Ciekawą odpowiedź dają badania opinii społecznej. Na pytanie o swoich idoli młodzi, owszem, wymieniali Pelego i Betinho (brazylijską matkę Teresę), ale dopiero na dalszych miejscach. Wygrała Xuxa, spikerka prowadząca telewizyjny show, w którym zwykła się ubierać nader skąpo i epatować seksapilem. Zaraz za nią uplasowała się Carla Perez, liderka grupy tanecznej E o Tchan, której muzyka jest pretekstem do erotycznych przedstawień i frywolnych tekstów. Grupa spopularyzowała m.in. danca da bundinha – „taniec tyłeczka”. To brazylijska wersja makareny, w której głównym elementem wspólnego tańca jest kręcenie i wypinanie pupy ledwie okrytej kusą spódniczką lub obcisłymi szortami.
Ostateczną emanacją kultu ciała jest szaleństwo karnawału w Rio – widowiska wizualnego, sensualnego, atakującego zmysły. Wyobraźnię i procesy myślowe najlepiej wyłączyć. Przed prawie wiekiem wyzwolenie i seksapil objawiały się w kwiecistych kapeluszach Carmen Mirandy. Obecnie pokazy ocierają się o pornografię. Swego czasu prokuratura próbowała oficjalnie zakazać prezentacji szkoły Academicos Grande Rio opartej na Kamasutrze. W końcu prokuratorzy musieli ulec, wywalczyli jedynie częściowe okrycie postaci złotą materią. Na niewiele się to zdało: Anderson Paes – lider rozpoczynającej paradę grupy Sao Clemente – apelował do widzów, by zrzucili ubrania i przyłączyli się do tańca, którego gorące rytmy wybijało trzystu perkusistów. A potem na platformy wkroczyły tzw. Królowe, przeważnie całkiem nagie lub osłonięte jedynie cekinowymi skrawkami, i to niekoniecznie w newralgicznych miejscach. Stojąc na podestach jakieś 10 m nad ziemią, wyginały się w kuszących pozach, kręciły biodrami, eksponowały biusty i pośladki, co doprowadzało do szaleństwa całą publiczność.
Władze Rio już nie próbują zwalczać erotyzmu, lecz jedynie zminimalizować
kłopoty. Ostatnio w czasie karnawału oferowano za darmo koszulki Wenus, czyli prezerwatywy. Rozdano ich ni mniej, ni więcej tylko 59 mln! Przyjmując z grubsza liczbę mężczyzn mieszkających w Rio na 5 mln (wliczając też noworodki i staruszków) i dodatkowe pół miliona panów turystów, daje to 10 prezerwatyw „na głowę”. Dużo to czy mało? Brazylijczycy, którzy niechętnie przyjmowali koszulki, szybko znaleźli wytłumaczenie konieczności ich stosowania. Zakła- dając, że użycie prezerwatyw zmniejsza o 50 proc. przyjemność seksu, w celu wyrównania poziomu doznań trzeba kochać się dwa razy częściej!
Podczas karnawału całe Rio poddaje się erotycznej ekscytacji. Już na parę tygodni przed kulminacją karnawału ulicami przechodzą korowody mniej lub bardziej rozochoconych grup mieszkańców, zwane bandas, którzy spontanicznie śpiewają i tańczą w rytm niesionych przez siebie bębnów. Przemarsz szkół samby po Sambodromie – specjalnie wybudowanej ogromnej scenie długości 700 m – to najbardziej widowiskowy punkt karnawału. W paradzie bierze udział 4 tys. tancerzy z kilkunastu szkół, którzy ćwiczą układy i szyją stroje przez cały rok. Mało osób wie, że dość łatwo stać się uczestnikiem korowodu na Sambodromie. Szkoły tańca chętnie przyjmują amatorów o jasnej skórze, nawet kilka dni przed paradą. Zawsze to odrobinę zwiększa oryginalność szkoły, ale przede wszystkim pozwala ściągnąć dodatkowe fundusze na nowe stroje. Taki „przyszywany” tancerz nie musi być wyjątkowo uzdolniony, wystarczy, że się pokiwa w rytm bębnów. Kiedy skończył się karnawał, na ulicach natykałam się na porzucone pióropusze, cekiny, głowy smoków – resztki strojów zostawionych po przejściu parady albo jeszcze w jej trakcie. Taksówkarz, wiozący nas na lotnisko, nie wytrzymał i sarkastycznie skomentował naszą kilkudniową wizytę w mieście: – Rio: plaża, piękne dziewczyny i chłopaki, karnawał, seks, he? Tak, to na pewno stereotyp. Ale jakże przyjemny! Po co szukać innej strony Rio? Lepiej się zrelaksować i zabawić. Jak prawdziwi carioca.
Źródło: www.national-geographic.pl
Adres wersji on-line: http://www.national-geographic.pl/drukuj-artykul/rio-de-janeiro-eros-w-rio/