Poczuć prawdziwą wolność, dać się ponieść marzeniom... Czemu nie? Wystarczy prawo jazdy kategorii A, prosty motocykl, trochę odwagi i w drogę!
Zanim na motocyklu wyruszysz w podróż dookoła świata, poznaj swoje możliwości.
Planowania wielkich podróży najłatwiej nauczyć się na małych wyprawach w znanym terenie, na przykład w trasie dookoła Polski. Taka wycieczka trwa około 14 dni (z zaplanowanym czasem na wypoczynek), trasę układa się łatwo, nie trzeba załatwiać żadnych formalności. W drodze można przetestować swoje umiejętności, sprawdzić zgodność charakterów towarzyszy podróży oraz jakość sprzętu. I – co ważne – przed podróżą dookoła świata warto najpierw poznać swój kraj i dać się zaskoczyć bogactwem rodzimych krajobrazów.
Przygotowania do długiej podróży
Bezpieczeństwo
Off-road w kirgiskich górach.
Na dwóch kołach po świecie jeździ już od 9 lat, ale w taką wyprawę Krzysztof Samborski wybrał się po raz pierwszy: 19 osób, pięć kilkunastoletnich motocykli Africa Twin, jeden KTM, cztery samochody terenowe. Wyruszyli z Krakowa, na swoje jednoślady wsiedli w Ałma-Acie (maszyny drogę pokonały na przyczepie). Planowali przez Kirgistan dojechać do Chin. W trasie spali w namiotach i czasami gościnnie w kirgiskich jurtach. Drogę wskazywał im GPS, stara radziecka mapa i miejscowi.
Wyjazd był poważnym testem wytrzymałościowym dla nich i motocykli. Jeździli nie tylko wyboistymi górskimi drogami, przedzierali się również off-road przez przełęcze, pokonywali na ważących ponad 300 kg maszynach szerokie strumienie, brnęli w błocie. Podjęli m.in. próbę przedostania się dzikim szlakiem z przełęczy Tosor do przełęczy Barskoon w Kirgistanie na wysokości prawie 4 tys. m n.p.m., choć miejscowi sądzili, że to nie może się udać.
– Podróżowanie po Azji Środkowej i poznawanie jednych z ostatnich nomadów na świecie to niezwykłe przeżycie – opowiada Samborski. Chwali wspaniałe krajobrazy, przyjaznych ludzi, którzy, choć biedni, zawsze częstowali jedzeniem, służyli pomocą i mimo nalegań byli zbyt dumni, żeby przyjąć za to zapłatę. Największe kłopoty spotkały wyprawę na granicy chińskiej. Wszystkie dokumenty mieli ważne, ale zakazano im wjazdu do kraju. Okazało się, że właśnie rozpoczynały się igrzyska olimpijskie, doszło do buntu mniejszości ujgurskiej i władze bały się zamieszek.
Porady azjatyckie
Oślepiająca biel słonych jezior i flamingi.
Wybrali się we dwójkę w dwuletnią podróż dookoła świata. Żeby było ciekawiej, przemieszczali się pieszo, konno, pociągami, autobusami, skuterami i samolotami. Amerykę Południową, która była ostatnim etapem ich wyprawy, Gosia Łoś i Konrad Kąkolewski postanowili przejechać na dwóch kółkach.
Nowe motocykle honda XR 125l do jazdy enduro (w terenie) kupili w Limie w Peru za 4 tys. dol. Przez kraj przejechali Panamericaną: z prawej mieli Pacyfik, z lewej pustynię, przed sobą prostą drogę asfaltową. Samochody pojawiały się z rzadka, ludzie byli mało przyjaźni. Na granicy z Chile spotkała ich miła niespodzianka. – Peruwiańscy celnicy zapytali nas, czy mamy dokumenty na eksport motocykli. Nie mieliśmy – wspominają. Na to celnik: – Papiery nie będą potrzebne, jeśli zadeklarujecie, że motory wrócą do Peru za 30 dni. Zaryzykowali i przytaknęli z nadzieją, że nie będą groziły im za to poważne konsekwencje.
Najlepiej jednak wspominają podróż po Boliwii. Wspaniałe krajobrazy – płaski teren, w oddali wysokie góry. Jedynym problemem okazała się niska temperatura. Ponieważ z Polski zabrali minimalną ilość ubrań i nie mieli stroju motocyklistów, musieli znaleźć jakieś pomysłowe rozwiązanie. Ich tani, wiatro- i wodoszczelny strój składał się z nakolanników z worków od śpiworów, w które dla izolacji przed wiatrem wcisnęli plastikowe reklamówki. Stopy chroniły im wysokie kalosze, a dłonie – gumowe rękawice do zmywania. Tak przygotowani ruszyli na off-road. Nocowali w namiocie rozbitym wśród flamingów, przedzierali się przez wielkie słone jeziora. Okazało się, że za dnia bardziej doskwiera im upał niż deszcz, więc kalosze przydały się do brodzenia w solance, a rękawice – do czyszczenia motocykla z soli, która oblepiła wszystkie jego zakamarki. W Paragwaju, na granicy z Brazylią, sprzedali swoje jednoślady i samolotem wrócili do Polski.
Porady południowo-amerykańskie
Palące Piaski sahary to wyzwanie nawet dla wytrawnego motocyklisty.
Każdy rozsądny podróżnik, który wybiera się motocyklem na Saharę, zdaje sobie sprawę, że przed wyprawą musi potrenować jazdę w piachu i przećwiczyć upadki. Jednak każdy podróżnik, który przejechał Saharę, wie, że w Polsce nie da się wyszkolić tak, żeby nic go już nie zaskoczyło.
Wojciech Wilk na motorze jeździ od 40 lat, z samotnej wyprawy do Afryki wrócił w czerwcu 2009 r. Przez Europę przejechał do Maroka, kierował się najpierw do granicy Nigru w Mali, potem na południe, do Senegalu. Miesiąc spędził na Saharze.
– Tam przede wszystkim liczy się doświadczenie – przyznaje Wilk. Wbrew pozorom wiele trudnych miejsc jak piaszczyste głębokie koleiny należy pokonywać z dużą prędkością. Na afrykańskiej tralce (nierównej drodze) trzeba jechać ponad 80 km/godz. Ostrożna jazda gwarantuje upadek. Pokonywanie trudności technicznych i zmęczenia umilały mu kontakty z tubylcami. Na afrykańskiej wsi, gdzie panują tradycyjne wzorce społeczne i życie jest kontrolowane przez starszyznę, nie ma obawy o bezpieczeństwo. – Gdy chciałem odejść od motoru, po prostu stawiałem go przy grupie starszych osób i machałem do nich z uśmiechem – wspomina. Nic mu nie zginęło, choć luzem zostawiał kask, rękawiczki i bagaż. Linki do przymocowania motocykla użył tylko raz, w Dakarze.
Pomocna okazała się też misja humanitarna, która wiozła karetki do Burkina Faso. Żartuje, że misjonarze uratowali mu życie, gdy nocował na granicy między Saharą Zachodnią i Mauretanią. Dali mu zimny tonik, a on w kufrze trzymał gorący dżin...
Niebezpiecznie się zrobiło raz, gdy przez nieuwagę na parę godzin pozostawił włączone podgrzewane manetki, przez co rozładował się akumulator w motorze. Musiał sam kilkaset metrów w głębokim piachu i w żarzącym słońcu pchać 200-kilogramowy pojazd. Jeśli ktoś nie próbował tego robić choćby na trawie, nie wyobraża sobie, jaki to wysiłek.
Chociaż kraje Afryki uchodzą za niebezpieczne, przejazd przez Saharę Zachodnią, w której są rozruchy, Wilk wspomina jako spokojny: – Droga prowadzi klifowym wybrzeżem nad pięknym oceanem. Oprócz patrolów wojskowych nie ma tam żywego ducha.
Porady afrykańskie
Źródło: www.national-geographic.pl
Adres wersji on-line: http://www.national-geographic.pl/drukuj-artykul/podroz-na-stalowym-rumaku/