To takie miasto między światami. Zagubione i znalezione. Twardo stąpające po ziemi, a jednocześnie bujające w obłokach. Wszechobecny komunistyczny beton i dachy cerkiewne, brzuchate cebule z czystego złota, wyrastające znienacka i lśniące w słońcu.
Cmentarz Upadłych Pomników.
Jak tylko usłyszałam tę nazwę, wiedziałam, że będę tam musiała pójść. Bo to miejsce będzie się świetnie komponowało z kolekcją poezji socrealistycznej, magisterką z historii na temat jazzu, plakatami propagandy, zbiorem gargulców, smoków, kołatek i innych drobiazgów...
Swoją drogą ciekawe skąd wzięła się ta nazwa, bo w rzeczywistości jest to po prostu park na południowym brzegu rzeki, naprzeciwko parku Gorkiego, przy obrzydliwym betonowym kolosie, w którym mieści się XX-wieczna część zbiorów Galerii Treciakowskiej, który mieszkańcom miasta znany jest po prostu jako Muzeon. I gdzie mu tam do cmentarza!!!
Czasem przypomina on strych, na którym wylądowały wszystkie niechciane i stare zabawki, takie, z którymi jednak trochę trudno się rozstać.
Jak ten pomnik bez tytułu, ale za to z piękną myślą przewodnią, taką jak "Postęp", "Trud" czy "Międzynarodówka"...Ciężko odgadnąć, ale koniec końców to przecież i tak wszystko jedno.
Tak jak ten zatytułowany "Pokój światu", na którym żołnierz czule tuli do piersi karabin maszynowy, tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś był jednak innego zdania.
Tak jak "Robotnicy wszystkich stron świata".

I Stalin. Decyzja, żeby zrobić to zdjęcie, to prawdziwy przełom w moim osobistym życiorysie (bo dotąd, tylko spacerując po Placu Czerwonym, nieznacznie odwracałam głowę, jak na komendę, żeby nawet nie patrzeć na to jednyne białe popiersie wśród wielu nagrobków pod ścianą Kremla, o robieniu zdjęć w ogóle nie byłoby mowy!), ale też ciężko się było oprzeć - komunistyczny lider, największy w swoim własnym mniemaniu, który jakimś cudem przeżył sztormy Historii i ciągle stoi dumnie, w prawdziwie napoleońskiej pozie. Tyle, że z odtrąconym nosem.
Sama bym się na to nigdy nie odważyła. Bo szkoda ręki. Bo lepiej się nie dać ponieść emocjom. Jednak, skoro i tak do tego doszło, skoro jest to prosty fakt, to mogę się w pełni rozkoszkować zniszczeniami, mogę sobie pozwolić na mściwy i złośliwy uśmieszek.
Za plecami Stalina - pomnik ofiar gułagów - olbrzymia klatka pełna kamiennych główek. Mam nadzieję, że szepczą do niego w nocy...
Jest też Lenin. Znów wiecznie żywy.
Na trawniku cała kolekcja popiersi Lenina, pomnik młodego Lenina, pomnik Lenina stojącego dumnie, pomnik Lenina w pozie pełnej relaksu, z ręką w kieszeni. Bardzo to dziwne uczucie tak stać i być ze wszystkich stron otoczonym. I nikogo więcej w zasięgu wzroku. Chociaż z drugiej strony, przecież lepiej, że nie posadzono mu obok, powiedzmy, Buratino (Pinokia), albo jakiegoś innego, niewinnego człowieka. Bo jeśli przypadkiem nocami Włodzimierz Illicz ożywa, to przynajmniej jest tylko w swoim własnym towarzystwie i nikogo więcej nie zanudza rozmową. Jeśli.
To także miejsce ostatniego spoczynku monumentalnego pomnika Feliksa Dzierżyńskiego, pod którym spotkałam parę nowożeńców z fotografem, carycy Katarzyny, która leciutko się uśmiecha, Gorkiego oraz wielu innych, mniej lub bardziej zasłużonych.
Ale Muzeon to także galeria sztuki pod gołym niebem, gdzie rzeźby lądują w nagrodę, a nie jak na zesłaniu.
"Marzyciel" zapatrzony w chmury i gwiazdy,
..."Dziewczyna z kotem",

...smutny i bez żony Puszkin, może właśnie na nią czekający,
...Buratino na ławeczce,
...a nawet Fryderyk Chopin, z 1964 roku, który tutaj też teraz mieszka.
Wysoko ponad nimi, jak generał na czele marmurowej armii, największy z odrzuconych, Piotr Pierwszy, który tak naprawdę narodził się jako Krzysztof Kolumb (stąd hiszpański strój, tak nietypowy u cara), stojący na dziobie statku, na chwilę przed odkryciem Ameryki, który został stworzony jako prezent dla Stanów Zjednoczonych, tyle, że go tam nie chciano. Wrócił więc do domu, przeszedł operację plastyczną twarzy i zakotwiczył na zawsze na południowym brzegu rzeki.

I te najsmutniejsze postaci w całym parku, prawdziwie upadłe, niżej niż wszystkie spadające gwiazdy, najniższa z kast. Są w parku pomniki, które wędrują. Są pomniki, które dostały drzewo i przyjazny cień. Są pomniki, przy których ławka, na której ktoś usiądzie na chwilę i dotrzyma im towarzystwa. Są pomniki, które miały więcej szczęścia. Ci dwaj tutaj, bezimienni, już dwa lata jak stoją w kącie, obok śmietników, wgapieni w pustą ścianę i tylko nierealny wiatr dalej szamoce połami ich dumnych płaszczy...