Po około roku od wyjazdu z domu, przyszedł taki moment, że zaczęliśmy główkować co zrobić, żeby wydawać mniej i przez to móc dłużej podróżować. Zastanawialiśmy się, przeszukiwaliśmy Internet, rozmawialiśmy z ludźmi, którzy dużo i/lub długo podróżują... w końcu znaleźliśmy kilka rozwiązań, które pozwoliły nam zmniejszyć nasze wydatki w podróży o ponad połowę. FriiistajlZacząć trzeba od tego, że przede wszystkim zmieniliśmy styl podróżowania. Gdy byliśmy pierwszy raz w Azji Wschodniej po prostu wpadliśmy w sidła turystycznej maszyny i zaczęliśmy jeździć od miejscowości turystycznej do kolejnej miejscowości turystycznej. Laos, Wietnam, Kambodża wydają się być na pierwszy rzut oka tanie, więc szybko traci się czujność, ale potem jak się wszystko policzy, to wcale nie jest już tak różowo. Tu piwko, tam szejk, lepszy i ładniej ulokowany pokoik, tam wynajęty lepszy motorek na kilka dni, nowa (zbędna) koszulka itd. Opamiętaliśmy się dopiero na Bali, gdzie akurat był środek sezonu i ceny noclegów były zaporowe. Przed nami była jeszcze Australia, która miała być droga, ale nie była... Teraz pewnie oczekujecie, że padnie magiczna nazwa Couchsurfing – otóż, nie! Spanie na kanapie, to nie jedyna opcja uniknięcia płacenia za nocleg. Cztery koła Gdy ma się przed sobą wizję podróżowania po jakimś kraju przez kilka miesięcy, to warto zastanowić się nad zakupem samochodu. Szczególnie popularne jest to w Australii lub Nowej Zelandii. Testowaliśmy w tej pierwszej i w samochodzie spaliśmy łącznie przez dziewięć miesięcy z małymi przerwami, gdy dojeżdżaliśmy do większych miast.

Terenówka w Australii, nasza sypialnia, kuchnia, nasz Przyjaciel.
Dużą zaletą „przesiadywani w domu” jest fakt, że właściciele zapoznają Cię z sąsiadami, tak na wszelki wypadek, gdyby była powódź w bloku lub pożar stodoły...  Masz więc pod ręką lokalsów, z którymi jeśli tylko jesteś wystarczająco otwartą jednostką, masz zapewnioną dobrą zabawę przy wieczornych grillach lub podczas naprawy cieknącego kranu. Konkurencji wśród podróżników prawie w ogóle nie ma, bo temat jest mało znany. My przynajmniej nigdzie w polskiej sieci o tym nie czytaliśmy. Nie znaczy to jednak, że konkurencji w ogóle nie ma. Housesitterzy to głownie starsi ludzie, na emeryturze, którzy jeżdżą z jednego domu do drugiego. Są oni dla właścicieli domostw bardziej wiarygodni, bo starsi i „mniej im głupot w głowie”, ale też są bardziej elastyczni, gdyż potrafią zaplanować swój grafik na 6-10 miesięcy na przód, czego Ty na pewno nie zrobisz, bo przecież cenisz sobie spontaniczność i podejmowanie decyzji z dnia na dzień, czyż nie? Wynajmij mieszkanie lub pokójOK, żeby osoby podróżujące krócej nie poczuły się tutaj wyautowane, teraz przykład, który może ich zaciekawić. Są takie serwisy jak  Airbnb albo Roomer Travel lub Wimdu – za jego pośrednictwem można udostępnić swoje mieszkanie i na tym zarabiać. Działa to też w drugą stronę - możemy zarezerwować pokój w czyimś mieszkaniu za nieporównywalnie mniejsze pieniądze niż gdyby nam przyszło zapłacić w hotelu. Dzięki Wimdu możemy sobie zrobić wygodną bazę do podróży po okolicy i jeszcze mamy „do dyspozycji” właściciela mieszkania, który podpowie, gdzie dobrze zjeść i o której jedzie ostanie metro. Powie też, gdzie nie należy nocą chodzić i czy eLPekowe hajlajty faktycznie są warte grzechu. Co prawda my z tej opcji nie korzystaliśmy, bo mieszkania nie posiadamy, ale jeśli uda Wam się „opchnąć” na Wimdu swoje cztery kąty, to wychodzicie na zero, lub w jego okolicy.
W laotańskiej dżungli brakło nam jedzenia, ta kobieta nas uratowała i wzięła do siebie do domu.
Z naszych doświadczeń jasno wynika, że im na większym zadupiu jesteśmy, im trudniejszy i bardziej odizolowany teren, tym jest większa szansa, że na pomoc można liczyć. Zapraszają do domów, goszczą i częstują wg zasady „czym chata bogata”. Zwykle faktycznie są to chaty lub chatynki i aż się głupio robi, że ci ludzie odkładają sobie od ust i dzielą się z nami, bądź co bądź turystami z bogatszego świata. To właśnie takie chwile wspominamy z Alicją najlepiej. Ostatnio doświadczyliśmy bardzo dużo dobrego od Pamirczyków, gdzie dziennie dostawaliśmy po 2-3 zaproszenia na noc i siłą rzeczy komuś trzeba było odmówić.
Czytaj całość tekstu.