Oprócz tego, że podczas tego projektu, zrealizowałam jedno ze swoich największych plecionkarskich marzeń ;) to spędziłam z moimi plecionkarzami mnóstwo dobrego czasu. W samych sercach ich warsztatów, w spokoju i ciszy, przy wprawionych ruchach rąk, w zupełnym oderwaniu od tempa miejskiego życia. I te ich mądrości życiowe… Wykonywanie swej pracy, choćby była najskromniejsza z niezmąconą pogodą ducha, zgoda na to kim się jest i gdzie przyszło żyć. Poczucie humoru, które ratuje i jednocześnie rozbraja. Chciałabym tak umieć… więc wciąż do nich wracam, czasem pytam o odpowiedzi na najważniejsze z pytań, a czasem tylko siedzę i oddycham… Czuję niewymowną wdzięczność za te doświadczenia.

Więc, to by było to. Skończył się rok 2016 i czas na podsumowania. Nie liczę kilometrów przejechanych autem i pociągami. Przestałam to robić po jednej z wypraw, gdy na liczniku zobaczyłam liczbę przekraczającą 1000. Ale zupełnie to nie dziwi, od samego początku wiedziałam, że chcę odwiedzić kilka osób i miejsc, które, akurat tak się składa, wszystkie są dość daleko od Cieszyna, gdzie mieszkam. Mogę natomiast szybko policzyć w głowie moich nauczycieli – plecionkarzy, których odwiedzałam podczas tego roku i których poprosiłam o czas i podzielenie się doświadczeniem. Mogę też policzyć kilogramy wikliny i słomy zużytej podczas nauki i warsztatów, ilość zaangażowanych osób i miejsc. To było niesamowite doświadczenie, znowu spotkać się z tymi wszystkimi mistrzami, których zaczęłam poznawać w 2009 roku, wtedy, gdy Serfenta (www.serfenta.pl) rozpoczynała badania terenowe nad plecionkarstwem. Wtedy zaczynaliśmy od wielogodzinnych rozmów i wywiadów, spotykaliśmy się w ich pracowniach i warsztatach, żeby nagrać proces powstawania poszczególnych plecionek – głównie koszy z wikliny i słomy. W kolejnych latach odwiedzałam ich ponownie i ponownie zbierając materiały do książek i filmów, ale wciąż tylko obserwowałam marząc o tym, by kiedyś wreszcie znaleźć czas i pobyć z nimi wszystkimi dłużej i pouczyć się wyplatać cuda powstające spod ich rąk. I w końcu stało się! Pozwoliło mi na to Stypendium MKiDN, kochana Serfenta i zastępy dobrych ludzi :D

Zaczęło się od Grzesia Gordata, z którym w marcu uczyłam się wyplatać „opołki” – wiklinowe kosze na dwóch obręczach. Używaliśmy świeżej, zielonej wikliny i parzonej o ciemnobrązowym kolorze. Z Grzesiem spotkaliśmy się w grudniu ponownie, gdy w MDK w Dęblinie prowadziliśmy warsztaty plecionkarskie z użyciem tradycyjnych technik wyplatania dla grupy studentów Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie. Następnie pojechałam do Lucimi, plecionkarskiej mekki Serfenty, miejscowości słynącej z wyplatania wiklinowych „kabłącoków”, gdzie podczas weekendu majowego, z moją ulubioną plecionkarką Todzią Sowińską rozgryzałyśmy tajniki tych niełatwych koszy. Miałyśmy potem okazję wspólnie uczyć ich wyplatania podczas październikowych warsztatów w Zamku w Janowcu i listopadowych w Bibliotece w Przyłęku. Największą miłością obdarzyłam jednak słomę, której poświęciłam najwięcej czasu. Krainą słomy jest Podlasie, gdzie przez kilka dni w czerwcu uczyłam się szycia z tego materiału u boku Zoi Majstrowicz w jej małym, przytulnym warsztacie. Miesiąc później spotkałyśmy się ponownie, by w Centrum Produktu Lokalnego w Sokolu poprowadzić weekendowe warsztaty w otoczeniu plecionkarskiej wystawy Serfenty „Niech się plecie!”. Na Podlasiu spędziłam jednak więcej czasu, bo tam również mieszka rodzina Ciemieniewicz, która od lat wyplata ze słomy techniką spiralno-pętelkową i gdzie też zostałam na kilka dni. Wyplatanie z użyciem pętelek spodobało mnie się szczególnie i tą właśnie technikę przywiozłam na Międzynarodowy Festiwal Słomkarski w Woli Sękowej, Festiwal plecionkarski w niemieckim Lichtenfels i IV Kongres Kobiet w Cieszynie. Na zakończenie roku odbyły się jeszcze warsztaty ze studentami kolorystyki katowickiego ASP, gdzie pokazywałam im wybrane plecionkarskie techniki do dalszej pracy z materiałami recyclingowymi.

To, co chyba najlepsze, to fakt, że to dopiero początek. Wszystkie poznane plecionkarskie tajniki zostaną z nami w Stowarzyszeniu, mamy już słomę i igły dwóch rodzajów, czyli wszystko to, czego dotychczas nie używaliśmy koncentrując się na wiklinie. Mam też świadomość, że gdyby nie poświęcony czas na naukę od ostatnich mistrzów, to na część plecionkarskich skarbów mogłoby być już niebawem za późno.

Paulina Adamska

 

Wpis w ramach Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Pracownie mistrzów plecionkarstwa”.