Z fotografią pierwszy raz zetknąłem się w wieku sześciu lat, kiedy fotograf zrobił mi zdjęcie do legitymacji. Późniejsza przygoda w hobby, zaczęła się podobnie jak u wielu ludzi. Od amatorskiego pstrykania jakimiś tam aparatami, wszystkiemu co interesujące. Bez większego zastanowienia, pojęcia a tym bardziej umiejętności.

Po co fotografuję.

Od początku przygody z fotografią, mam marzenie. Chcę zrobić jedno zdjęcie, które obiegnie cały świat. Marzę by moja praca, stała się ikoną popkultury niczym puszka Campbella. Fantastycznie było by sprzedać ją, za milion dolarów. Tyle co zdjęcie pewnego ziemniaka. Kiedy moje marzenie się spełni. Nigdy więcej nie wezmę aparatu do ręki. 


Jak zaczęła się moja przygoda. 

Pierwszym moim aparatem była Smiena 8M. Dostałem ją w prezencie w wieku ośmiu lat. Analogowy sprzęt o bardzo prostej obsłudze. Wizjer, zwykłe okienko przez które się patrzyło. Nie widać było ustawianej ostrości. Ostrość, migawkę, przysłonę, ustawiało się kręcąc pierścieniami z symbolami. Zakładało się film i po prostu robiło zdjęcia. I to był najfajniejszy aparat jaki miałem. To dzięki niemu polubiłem fotografię, poznałem pierwsze zasady nią rządzące. W tedy nie zastanawiałem się nad tymi zasadami i chyba robiłem ciekawsze zdjęcia niż dziś. Bo w pełni spontaniczne.

Następnym aparatem była „małpka”. Całkowicie automatyczny kompakt. I to był skok technologiczny. Wystarczyło już tylko założyć film, nic więcej ustawiać nie trzeba było. Mało tego, zdjęcia dało się robić w ciemnościach, bo miał lampę! A kiedy w kioskach pojawił się film Konica 200, luksus pełen. Filmu nawet nie trzeba było przewijać, aparat robił to sam. Trzaskałem zdjęcia z lampą jak i komu popadło. Czerwonych oczu nie miał nikt. Zamiast nich ludzie mieli błyszczące kryształki, lub zdjęcie przypominało te z miejsc zbrodni. A na odbitkach elegancka data i godzina.

Następnym aparatem był Zenit. Pojawiały się już cyfrówki, ale cena ich była poza zasięgiem nastolatka. Zenit to była znacznie lepsza wersja Smieny. Ustawiało się szybkość migawki, przysłonę, wizjer pokazywał czy ostrość dobra. Trzeba było kręcąc pierścieniem, złożyć dwie poziome połówki obrazka. I wtedy było ostro. Fajnym gadżetem były diody światłomierza w wizjerze. Przy wciśniętym do połowy spuście, zapalały się zielona, pomarańczowa lub czerwona. Zielona to bardzo dobrze. Kombinowałem nakładając na obiektyw różne soczewki, zamawiane u optyka. Uzyskałem ciekawe efekty makro. 

Sporo o fotografii, sprzęcie i używaniu go, dowiedziałem się na zajęciach z fotografii studiując projektowanie graficzne. Poznałem fotografię od podstaw. Zajęcia w ciemni, cały ten proces produkcji zdjęcia od pstryknięcia, po wywołanie, aż do własnoręcznie robionych odbitek. Czasochłonne, pracochłonne i kosztowne zajęcie. Analogowo trzeba się naprawdę zastanowić dwa razy, czy chcesz zrobić to zdjęcie. 


Nowa cyfrowa jakość.

Na lata zapomniałem o fotografii. Aż kupiłem mój pierwszy cyfrowy kompakt, Canon A530. I to już był skok w zupełnie inną rzeczywistość. Z nim zdobywałem i praktykowałem pierwszą wiedzę o robieniu zdjęć. Do czego służy siatka podziału, blokada i korekta ekspozycji. Opanowałem robienie zdjęć w trybie P i poznałem tryb makro.
Używałem też Fuji s9600. Taki kompakt wyglądający jak lustrzanka z ręcznym zoomem 10x. To bardzo usprawnia robienie zdjęć. Ale to ciągle kompakt. Zobacz zdjęcie tego motyla. 

I całe moje dotychczasowe pstrykanie, było tylko właśnie „pstrykaniem”. W nadziei że za którymś razem, uda mi się zrobić jakieś fajne zdjęcie. Określenia „uda i jakieś” są tutaj najistotniejsze. Chyba większość amatorów ocenia zdjęcia według zasady, to się udało a to nie. I często ktoś kto komentuje moje prace, tak właśnie mówi. Ale Ci się udało. Tymczasem fotografia nie jest aż tak nieprzewidywalna, by nie można było samemu decydować o efektach, jakie się zobaczy na zdjęciu. 


Świat amatorskiej lustrzanki.

Jednak ta kompaktowa jakość zdjęć... ciągle jakaś niepodobna do analogów. Zdjęcia nie wyglądają naturalnie. Niestety jeżeli chcesz robić naturalnie dla oka wyglądające obrazy, trzeba zainwestować w co najmniej w amatorską lustrzankę. Ogromną wadą tego rozwiązania jest cena. Cena wszystkiego do lustrzanek.
To jest mój obecny zestaw hobbysty fotografa:
Nikon D3100
Nikon Nikkor AF-S DX 18-55 mm f/3.5-5.6G VR
Nikkor 35mm f/1.8G AF-S DX
Nikon Nikkor AF-S DX 55-200 mm f/4-5.6G IF-ED VR
Nikon Nikkor AF-S DX Micro 40 mm f/2.8G
Lampa błyskowa Nikon Speedlight SB-500
Marumi DHG Circular PL 52mm


W kolejnych wpisach opowiem o każdym z nich. Nie będzie to sponsorowane opowiadanie o tym, co znajduje się w pudełku. Ani streszczenie tego, co przeczytasz na stronie producenta. Jak to bywa na portalach poświęconym fotografii. Opowiem o każdym z posiadanych elementów mojego zestawu, okiem użytkownika. Regularnie praktykującego na swoim sprzęcie od wielu miesięcy.