Ułan Bator wita mnie przyjemnym, rześkim powietrzem z pobliskich gór. Pierwsze zetknięcie z mongolskimi taksówkarzami to test na umiejętność targowania się bez znajomości języka. Tu lingua franca staje się rosyjski. Taksówki na szczęście są tanie. Koszt przejazdu w obrębie miasta zazwyczaj nie przekracza 3–4 dolarów. Ląduję z towarzyszami w guesthousie blisko centrum, w podłej dzielnicy otoczonej jurtowymi slumsami Po śniadaniu i krótkim odpoczynku, nie tracąc czasu, biegnę do pobliskiego Gandanu, największego w Mongolii buddyjskiego kompleksu klasztornego z początków XIX w., aby wysłuchać choć końcówki porannych modlitw. Przy wejściu ciągną się sklepiki z buddyjskimi dewocjonaliami i pamiątkami. Przez chwilę przeglądam modlitewniki w języku tybetańskim, po czym wkraczam między mnichów, w świat ich modlitwy i medytacji. Kiedyś Gandan był mongolskim centrum nauczania buddyzmu, lecz w latach 30. XX w. podzielił los innych świątyń tego wyznania. Komunistyczny rząd zakazał praktyk religijnych, bezwzględnie rozprawiając się z mnichami. Niemal wszyscy zostali albo zamordowani, albo zamknięci w więzieniach, albo wywiezieni na Sybir. Nielicznych, których ominęły represje, rozproszono po Mongolii. Choć z czasem w klasztorze przywrócono odprawianie nabożeństw, buddyzm (i działalność Gandanu) odrodził się dopiero po 1990 r. wraz z upadkiem komunizmu. Teraz atmosfera skupienia miesza się tu ze śmiechem chłopców z klasztornej szkoły. Porannemu czytaniu świętych ksiąg towarzyszy bicie w gongi i dźwięki trąb. Mnisi rytmicznie recytują kolejne wersety i popijają herbatę. Dym kadzideł i rytm głosów nadają temu miejscu atmosferę zjawiskową. Nowoczesność wkracza jednak do świątyni przez małe szczeliny codzienności: obserwuję, jak nagle młody mnich w trakcie modlitwy wyciąga telefon komórkowy i szybko coś przezeń ustala.Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.