
Godzina 23:55, Przełęcz Południowa na Evereście, wyjście na atak szczytowy. Temperatura na zewnątrz namiotu spada do –40 stopni Celsjusza. Przede mną kilkanaście godzin marszu. Jest ciężko, ale pokonywanie własnych słabości daje mi siłę do walki.
Godzina 2:07, Warszawa, Marysia. „Mamuniu! Chodź do mnie!”. Wstaję i idę. To przecież moje dziecko. Czytam jej przez godzinę, w końcu przysypiam na oparciu łóżeczka.
Sobota. Godzina 22:15. W końcu mogę odpocząć. Układam się do snu. Mija pół godziny, potem godzina, w końcu zbliża się północ. Poddaję się – nie potrafię już spać. Budzę
się o trzeciej, czytam, piszę, krzątam się po domu, po czym nagle zmęczona zasypiam, żeby za chwilę obudzić się, bo mój
pies zaszeleścił gdzieś w przedpokoju. Też najwyraźniej cierpi na bezsenność.
Kiedyś chyba byłam spokojniejsza. Teraz, zasypiając wieczorem, często o mało rozsądnych porach, analizuję wszystko, co danego dnia przeżyłam. Przy moim łóżku zawsze leży notatnik, w którym zapisuję myśli wpadające nagle do głowy, zdarza się, że w środku nocy. Pomysł na okładkę do następnego numeru, zdanie do najnowszej książki, termin szczepienia dziecka, który mi całkiem wyleciał z głowy…
Przez intensywność własnego życia oduczyłam się spać. Podróżując, często pomagam sobie środkami nasennymi, bo zmiana strefy czasowej, bo zmęczenie, bo organizm sam nie daje rady. Kiedy wracam, ilość obowiązków, która na mnie spada, powoduje, że nie śpię ze stresu. Tyle jest przecież do zrobienia. Przeciwieństwem snu jest czuwanie i ja rzeczywiście mam wrażenie, że cały czas czuwam. Niby codziennie kładę się spać, ale tak naprawdę nie jest to sen. Bo on zawsze kojarzył
mi się z odpoczynkiem.
Mam nadzieję, że nie poświęcicie swojego snu dla lektury tego numeru National Geographic, choć niezaprzeczalnie byłby to dla nas dobry sygnał! Na pewno warto jednak zagłębić się w materiał mu poświęcony, biorąc po uwagę fakt, że ponad 10 proc. ludności świata cierpi na bezsenność. Zupełnie jakbyśmy tracili podstawową umiejętność każdej istoty – spanie.
Gdyby ktoś zapytał mnie, za czym w tym całym zabieganym życiu tęsknię najbardziej, powiedziałabym, że właśnie za snem. Nie pamiętam już, co oznacza stwierdzenie „spać jak zabita”, ale oddałabym wiele, żeby sobie przypomnieć. Dobranoc.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.