Poligamia... Temat ten wzbudza zawsze kontrowersje i wypieki na twarzach wielu osób, z którymi przyszło mi o nim dyskutować. Może dlatego, że w naszej kulturze często uprawiamy poligamię, tyle że bez błogosławieństwa Boga i współmałżonka. Dziwi mnie jednak, że aż tylu mężczyzn ekscytuje się faktem legalnej poligynii, czyli związku jednego mężczyzny z wieloma kobietami (nie da się ukryć – to panowie bardziej chwalą sobie ten małżeński model), dopuszczalnego np. w krajach muzułmańskich, skoro stanowi to także ogromne obciążenie ekonomiczne i logistyczne. Żonom trzeba poświęcać tyle samo czasu, po równo obdarowywać prezentami, każdej zbudować dom... Efekt? Nawet wśród wyznawców islamu coraz mniej panów posiada więcej niż jedną żonę, bo zwyczajnie ich na takie rozpasanie nie stać.
Zresztą natura ludzka potrafi stworzyć przeróżne, czasem zadziwiające formy społeczne. Bywa, że to kobieta poślubia kilku mężczyzn (np. braci lub ojca z synami, jak ma to miejsce w Tybecie) albo kilka kobiet poślubia kilku mężczyzn, tworząc związki multilateralne. Z kolei plemię Mosuo zamieszkujące południowe Chiny w ogóle nie uznaje małżeństw. Kobieta mieszka tam sama i przyjmuje różnych mężczyzn jedynie na noc. Może zalotnikowi otworzyć drzwi lub nie – zależy to wyłącznie od niej. Dzieci mieszkają wraz z babcią i jej synami, którzy pomagają w wychowaniu najmłodszych, a żadne dziecko w zasadzie nie wie, kto jest jego ojcem…
Mimo świadomości wszelkich zawiłości w stosunkach międzyludzkich artykuł o wyznawcach fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (FLDS) jest dla mnie szokujący. Wielożeństwo i seks z nieletnimi w imię religii? A wszystko to
w purytańskiej Ameryce... Polecam!
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.