• National Geographic (2/2012)
  • Traveler (2/2012)

National Geographic (8/2009)

National Geographic (8/2009) Widok Angkor Wat o wschodzie słońca nie ma sobie równych. Poskręcane figowce wgryzające się w stare, rozpadające się mury świątyni Ta Prôhm robią niesamowite wrażenie, a mnisi w pomarańczowych szatach przemykający się na tle Bayoăn zostaną w mojej pamięci na zawsze jako obraz spokoju, wyciszenia, harmonii… To turystyczne, wyidealizowane i sielankowe oblicze Kambodży. Spróbowałam, polecam...
Kraj ten ma jednak za sobą szalenie bolesną i skomplikowaną historię. Spuścizną po trudnych doświadczeniach są liczne pola minowe. Skąd się ich tyle wzięło? Pierwszą „warstwę” min położyli tu pod koniec lat 70. Wietnamczycy walczący z Czerwonymi Khmerami. Kolejne tereny zaminowali Czerwoni Khmerzy, tworząc bariery dla Wietnamczyków. Następne – Królewskie Siły Zbrojne Kambodży… I tak w ciągu 20 lat pod ziemią znalazło się 10 mln min. Do dziś sytuacja niewiele się poprawiła i co miesiąc na skutek eksplozji zdradzieckich ładunków ginie tu ok. 50 osób. Akurat tereny wokół Angkoru rozminowano jako jedne z pierwszych, żeby umożliwić turystom swobodny dostęp. Poza najbardziej popularnymi szlakami z bezpieczeństwem bywa jednak różnie. 
Mina przeciwpiechotna to żołnierz doskonały. Jest tania (kosztuje około 3 dolarów), ale żeby ją znaleźć i rozbroić, trzeba wydać nawet 1000 dolarów. Jest bezlitosna – nie odróżnia żołnierza od kobiety czy dziecka. Trwała – nie wie, co to traktaty pokojowe, działa jeszcze 
długo po zakończeniu operacji wojskowych. Ma za zadanie ranić, a nie zabić – dlatego w Kambodży jest dziś ok. 25 tys. kalek… Podczas mojej ostatniej wizyty w tym kraju nie pojechałam już do Angkoru. Ruszyłam na zachód, pod granicę z Tajlandią, gdzie obserwowałam pracę organizacji MAG (Mines Advisory Group) i starałam się zrozumieć, jak egzystują tu prości ludzie. Mieszkają obok pól minowych, między czerwonymi tabliczkami z trupią czaszką biegają dzieci, pasą się kozy, toczy się zwykłe życie. Choć rocznie na rozminowywanie kambodżańskiej ziemi wydaje się blisko 30 mln dolarów, jest to kropla w morzu potrzeb. Pomyślcie o tym, oglądając piękne zdjęcia z Angkoru i przyłączcie się do rozminowywania Kambodży oraz innych spustoszonych przez wojny krajów, zasilając konto jednej z organizacji charytatywnych, które zajmują się tym problemem, np. MAG (www.maginternational.com), Halo Trust (www.halotrust.org) czy CMAC (www.cmac.org.kh). Warto.

W numerze:

Spis treści. 08 Sierpień 2009

  • Angkor . Największa metropolia swoich czasów urosła dzięki panowaniu nad monsunowymi powodziami. Czy woda sprowadziła też na nią upadek?

  • 
Człowiek na Księżycu. Zapis okoliczności, w jakich 40 lat temu padło słynne zdanie: „To mały krok dla człowieka, lecz wielki skok dla ludzkości”.
  • 
Serbia. Z wojen, które wybuchły na Bałkanach po upadku komunizmu, Serbowie wynieśli okrojone państwo i zszarganą reputację.
  • Mimikra. Brutalny świat owadów pełen jest spryciarzy, którzy aby 
przetrwać, fantastycznie się maskują, podszywają, naśladują, oszukują.

  • Targi stanowe. Targ, handlowo-rozrywkowa instytucja w społecznościach rolniczych znana od wieków, pozostaje tradycją żywą. Nawet w USA w XXI w.

  • Yellowstone. Słynny z gejzerów park narodowy leży w kalderze 
gigantycznego superwulkanu, który kiedyś ożyje, a wtedy...

  • 
Herbata. Na Cejlon trafiła trochę przypadkiem, zastępując kawę. I mimo że miejscowi nie zapałali do niej miłością, za granicą sprzedaje się świetnie.

  • MAPA Tylko dla prenumeratorów: AZJA POŁUDNIOWO-WSCHODNIA I ANGKOR WAT


Archiwum wydań

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się