Wioskowe, monotonne życie nudziło go niepomiernie, a listy, które przychodziły z ogarniętej wojną Europy, wyprowadzały z równowagi. Czuł się wyrzutkiem ze współczesności, czas mijał go, płynął obok, dni na wyspach nie miały dat. Nękało go poczucie, że nie żyję tutaj, a czekam. Z jednej strony pobyt sam uznał za konieczny, ale z drugiej czuł paradoksalnie, że traci tam czas. Dlatego pierwszy antropolog, który zszedł z werandy białego człowieka do wioski tubylców, chętnie na werandę powracał. U białych przyjaciół cieszył się namiastką cywilizacji – rozmową o literaturze, muzyce i innych jej subtelnościach, ale tutaj również nasiąkał rasistowskimi, powszechnymi wtedy przekonaniami. Kupcy handlujący perłami spowodowali rewolucję społeczną i gospodarczą na Trobriandach. Za cenne w ich świecie perły płacili wyspiarskimi kosztownościami, podkopując miejscowe tradycje, które Malinowski z pasją odkrywał i opisywał. Krąg kula demokratyzował się. Wieśniacy, którzy pracowali dla białych, dostali możliwość wkupienia się w wymianę, tak że w ciągu jednego pokolenia przestała być dostępna jedynie wysoko postawionym, a w końcu całkiem straciła sens. Administracja brytyjska, działalność misjonarzy i kupców podkopały władzę, prestiż i monopol wodzów na niektóre towary. Monopol na świnie np. został złamany przez handlarzy wymieniających prosięta za perły. Orzechy kokosowe – też dostępne niegdyś jedynie wodzom – upowszechnił urzędnik brytyjski, sadząc nad brzegiem oceanu szpalery palm. Trobriandy zmieniały się już za czasów Malinowskiego, czego on sam nie chciał zauważyć, traktując je ahistorycznie. Nie pisał o trobriandzkim krykiecie – ewenemencie kulturowym, który antropolodzy nazwali odpowiedzią na kolonializm. W tym krykiecie wśród licznych barwnych bohaterów widowiska znalazły się nawet groteskowe postaci przebrane za obserwujących je białych. Nie pisał o swoich przyjaciołach handlarzach, którzy przejmowali uprawnienia wodzów, organizowali miejscowe święta, żeby zdobyć przychylność ludności i przekupywali darami łowiących perły wieśniaków, by nie sprzedawali kosztowności konkurencji. Nawet na Trobriandach czas nie stał w miejscu – choć Malinowskiemu trudno było w to uwierzyć.
W 1922 r. Malinowski obronił doktorat z antropologii i zaczął wykładać w London School of Economics. W tym samym roku ukazała się jego książka Argonauci zachodniego Pacyfiku, a jej autor zyskał światową sławę. W latach 30. XX w. kierował badaniami terenowymi w południowej Afryce. Wykładał też w Stanach Zjednoczonych, gdzie zastał go wybuch II wojny światowej. Zmarł nagle 16 maja 1942 r. na atak serca – w tym samym wieku i z tego samego powodu co ojciec.
Dzisiejsi turyści przybywający na Trobriandy mają nadzieję zobaczyć świat niezmieniony przez ostatni wiek. Miejscowe biura podróży robią, co mogą, żeby turysta zasmakował prymitywnego życia, bo od pobytu Malinowskiego trobriandzka wioska cieszy się wielką popularnością. Strony internetowe wysp opisują zwyczaje i tradycje oraz zagadnienia matrylineatu, słowem nie wspominając o możliwości wypoczynku na plaży czy nurkowaniu na rafach. Turyści obserwują, jak uprawia się yam, jak wychowuje dzieci, jak płynie czas, który uważamy za przeszły. Największa wyspa Kiriwina już się do tego nie nadaje, dlatego turystów wozi się na mniejsze, sąsiednie wysepki. Barwny i huczny festiwal, podczas którego Trobriandczycy zdejmują T-shirty i wkładają skąpe, tradycyjne stroje, też przyciąga obserwatorów. Podniecenie budzi fakt, że udekorowane kwiatami, pachnące miętą kobiety i mężczyźni w opaskach biodrowych zwyczajowo zwolnieni są wówczas z wierności małżeńskiej. Umożliwimy ci poznanie naszej kultury, bo chyba po to leciałeś do nas tysiące kilometrów – pisze miejscowa agencja turystyczna w swoich folderach. Czy Malinowski poznał kulturę Trobriandów, czy zobaczył tylko tyle, na ile pozwalały mu jego własne kultura i wrażliwość?
Próbując zrozumieć cudzy pogląd na świat – z szacunkiem i pełnym zrozumieniem należnym nawet dzikim – poszerzamy swoje własne spojrzenie na świat – pisze w zakończeniu Argonautów. – I choć czasem możemy na chwilę wniknąć w duszę krajowca i spojrzeć jego oczyma na otaczający świat, wczuć się w to, co musi odczuwać, będąc sobą – to jednak ostatecznym celem jest dla nas wzbogacenie i pogłębienie własnej wizji świata, zrozumienie własnej natury, uczynienie ją doskonalszą...
I nawet jeśli Malinowski nigdy nie wniknął w duszę „dzikiego”, to nikt przed nim nie zrobił tyle, żeby go zrozumieć.

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...
Uwielbiam Bronia :)
Bardzo ciekawy reportaż. Pokazał mi Malinowskiego, jakiego nie znałam.
słabe strony -fe!-? a kto ich nie ma? ciekawy reportaż i zachęcający do ponownego przeczytania pozycji B.M.
Nie wiem czy taki poruszający. Raczej obnażą słabe strony naukowca nazywanego wielkim antropologiem.
poruszający reportaż
Współpracuje z nami od kilku lat, pisze reportaże również dla innych tytułów, a na stałe związana jest z Agencją Reutersa.
Wygraj roczną prenumeratę National Geographic Polska!
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.