Plany ocalenia miasta pojawiają się i znikają z regularnością przypływów, jednakże gra idzie o wysoką stawkę: turystyka w Wenecji generuje 2 mld dolarów rocznie przychodu i zapewne są to dane niedoszacowane, bo spora część transakcji nie zostaje odnotowana w księgach.
Niektórzy sugerują, że Wenecja sama siebie rani, starając się wycisnąć ostatnie euro z turystyki. – Nie chcą tu turystów, ale chcą ich pieniędzy - zauważa były wenecjanin. – Najlepsi są Amerykanie, bo wydają. Turyści z Europy Wschodniej przywożą własne jedzenie i wodę. Może kupią małą pamiątkową gondolę.
Mówi się, ciągle się mówi (to są Włochy) o ograniczeniu liczby turystów, o nakładaniu na nich podatków, zachęcaniu do unikania okresów Wielkanocy i karnawału. Jednak turystyka w połączeniu z malejącą populacją mieszkańców, siłą wpływów hotelarzy, gondolierów i kierowców wodnych taksówek, którzy mają swój interes w tym, by gości przyjeżdżało jak najwięcej, opiera się prostym rozwiązaniom.
– Nie należy zapominać, że utrata populacji nie dotyka jedynie Wenecji, ale wszystkich historycznych miast, nie tylko we Włoszech – zastrzega burmistrz Cacciari. – Jest to zjawisko, które ma długą historię i jest głęboko związane z problemem mieszkaniowym.
Być może nie ma już szans na ocalenie. – Jest już za późno. Niniwa została zniszczona. Babilon upadł. Wenecja pozostanie. To znaczy - pozostaną kamienie. Ludzie nie – mówi Gherardo Ortalli, historyk. Ale dziś jeszcze w Wenecji jest i życie, i śmierć. Franco Filippi spaceruje nocą, poszukując płaskorzeźb na podniszczonych murach. Silvia Zanon wychodzi do szkoły, przechodzi przez Plac Św. Marka, by zakochać się w tym mieście po raz kolejny i zakłada, że (przynajmniej w sezonie) wciąż będzie tu można kupić bakłażana.
– Wenecja może umrzeć, ale nigdy nie zamieni się w muzeum. Nigdy - podkreśla Cacciari. Być może. W 1852 r. krytyk sztuki John Ruskin napisał, że Pałac Dożów nie przetrwa kolejnych pięciu lat. Minęło półtora wieku, a pałac dalej stoi.
Ślizgać się na tafli zielonych wód laguny obok San Giorgio Maggiore w kierunku Bacino San Marco, zbliżając się do Pałacu Dożów z jego ażurowymi arkami i kolumnami... Zobaczyć go tak, jak musieli go widzieć dożowie siedzący w pozłacanej barce kołyszącej się na srebrnych wodach, przy wznoszących się i opadających wiosłach, chorągwiach wypinanych przez wiatr - to widzieć, że to piękno, choć trudne i poranione, przetrwało.
Na przykład niedawno pewnego jesiennego dnia dwoje dzieci z Grosseto w Toskanii, w wieku 12 i 13 lat, postanowiło uciec z domu. Rodzicie nie akceptowali ich uczucia, więc młodzi zaczęli oszczędzać kieszonkowe i wydali je na pociąg do Wenecji. Długo spacerowali po wąskich brukowanych uliczkach, zatrzymując się na mostach wieńczących kanały. Gdy nadeszła noc, para potrzebowała miejsca, w którym mogłaby się zatrzymać. Dzieci dotarły do Hotelu Zecchini, skromnego, z pomarańczowymi markizami. Recepcjonista podszedł sceptycznie do historii o ciotce, która miała niedługo przyjechać, delikatnie zaczął wypytywać dzieci, a potem wezwał karabinierów.

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Czy Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Big Cats I...
gratuluję artykułu! naprawdę jest światny!
Ciekawy artykuł. To smutne że Wenecja znika pod naporem turystów. Moim zdaniem te ograniczenia o których było mowa w artykule (wpłaty przy wjeździe etc.) nie są dobrym rozwiązaniem ponieważ jeszcze bardziej odsunął wyspę od zwykłych mniej zamożnych ludzi. Mimo że pieniądze płacone przy wjeździe miałyby być minimalne to przy rosnącym popycie i małym podaży ceny wzrosną. Należy znaleźć inne rozwiązanie które byłoby dobre dla Wenecji, jej mieszkańców i zwiedzających wyspę turystów. Może to ograniczenie liczby turystów zwiedzających wyspę byłoby dobrym pomysłem? Na razie Wenecja to wyspa dryfująca w stronę ludzi zamożnych których stać na jej zobaczenie i cieszenie się w pełni z jej uroków.
FANTASTYCZNY ARTYKUŁ!!
Gratuluje autorowi tak udanego artykułu. Wenecja jest tak inna, wspaniała - myślę że każdy marzy aby poznać to miasto w ciszy i samotności, niestety musi je dzielić z rzeszami turystów, którzy tworzą tłum jak w supermarkecie przed świętami. Smutne. Kto chce mieć wyobrażenie jak to miasto wyglądało i żyło kiedyś polecam film "Kupiec wenecki" z Alem Pacino.
Dobry wieczór. Zdjęcie super. Nawet wiem, kto ze społeczności NG mógłby pokazą też równie interesujące. pokazać . Może warto czasami sięgnąć po któreś tu już publikowane ? Pomysł szalony ? Nie, na pewno nie...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Cały kraj to niezwykle barwna mozaika, gdzie zachwycą nas ni...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Te komentarze dotyczą jednej osoby. Mnie. Pochodzą z forum i...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Narty na Sowacji (0)
Elbrus (0)
Białoruś, Litwa (1)
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.