Franco Filippi, właściciel księgarni i pisarz, często miewa problemy z zaśnięciem, więc wstaje i rusza przez labirynt ulic, z latarką w ręku, zatrzymując się to tu, to tam, by rzucić strumień światła na kamienne fasady ozdobione sztukaterią, aż światło latarki wychwyci rzeźbiony ornament z kamienia, zwany patera, na którym fantastyczne zwierzęta czołgają się, polują lub latają. To właśnie wtedy, kiedy miasto śpi, a Franco jest pogrążony w kontemplowaniu jego przeszłości, odzyskuje swoją Wenecję wolną od tłumów, które wypełniają ulice, place i kanały za dnia.
Gherardo Ortalli, profesor historii średniowiecznej, opisuje sytuację w mniej poetycki sposób. – Kiedy wychodzę z przyjaciółmi na campo, muszę się zatrzymywać, bo ludzie robią nam zdjęcia, jakbyśmy byli aborygenami – mówi. – Być może pewnego dnia nimi będziemy. Kiedy przyjechałem tutaj 30 lat temu, populacja wynosiła 120 tys. Obecnie jest nas mniej niż 60 tys.
Spadek wydaje się nieuchronny. Tylko w zeszłym roku populacja mieszkańców Wenecji zmniejszyła się o 444 osoby. Ortalli uważa, że w końcu miasto stanie się parkiem tematycznym dla bogaczy, którzy będą tu przylatywać samolotami, by spędzić jedynie dzień lub dwa w swoim palazzo. Jest dziesiąta rano i Ortalli udaje się do kiosku na Campo Santa Margherita, by kupić gazetę przed pójściem do biura, choć trudno jest znaleźć gazety pod górą kiczu dla turystów: miniaturowych masek, przypinek w kształcie gondoli, czapek błazna. – Wszystko jest na sprzedaż – wzdycha. – Nawet Wenecja.
Poznajcie urzędnika, na którego barkach spoczywa zadanie zarządzania niszczącą miasto turystyką. Nazywa się Augusto Salvadori, a jego wizytówka informuje, że jest to:
Dyrektor ds. turystyki, odpowiedzialny za promocję tradycji, historii i kultury weneckiej ochronę mienia i czystości miasta, zapobieganie zniszczeniom spowodowanym przez fale, oznakowanie ulic.
Miłość to nie jest dostatecznie wielkie słowo na opisanie tego, co Salvadori czuje do Wenecji. Gdyby tylko mógł wydać taki nakaz, każdy balkon byłby udekorowany geranium (rozdał w tym celu ponad 3 tys. roślin). Kiedyś podczas kolacji w restauracji nad brzegiem kanału wychylił się przez stół, żeby udzielić reprymendy gondolierowi, który śpiewał O sole mio – piosenkę neapolitańską, a nie wenecką.
Jesienią 2007 r. wysłał oddział ochotników, by głosili na Piazza San Marco ewangelię elegancji, przypominali odwiedzającym o konieczności przestrzegania przykazań dotyczących dobrego wychowania: nie należy pić, jeść lub siadać w miejscach innych niż wyznaczone.
– Walczymy o godność Wenecji – mówi Salvadori. Wiosną 2008 r. ogłosił tydzień decorum: mieszkańcom rozdano 72 tys. plastikowych torebek na odchody swoich psów. To byłby bardzo dobry pomysł, gdyby ktoś pomyślał jeszcze o dodatkowych koszach na zużyte torebki.
– Turystyka pożera to miasto – mówi Salvadori w swoim biurze w XVI-wiecznym Palazzo Contarini Mocenigo. – Co mieszkańcy dostają w zamian? – mój rozmówca marszczy brwi. – Dostęp do usług jest ograniczony. Przez część roku wenecjanie nie są w stanie wepchnąć się do środków publicznego transportu. Koszty wywozu śmieci rosną, tak jak i koszty utrzymania.

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Czy Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Big Cats I...
gratuluję artykułu! naprawdę jest światny!
Ciekawy artykuł. To smutne że Wenecja znika pod naporem turystów. Moim zdaniem te ograniczenia o których było mowa w artykule (wpłaty przy wjeździe etc.) nie są dobrym rozwiązaniem ponieważ jeszcze bardziej odsunął wyspę od zwykłych mniej zamożnych ludzi. Mimo że pieniądze płacone przy wjeździe miałyby być minimalne to przy rosnącym popycie i małym podaży ceny wzrosną. Należy znaleźć inne rozwiązanie które byłoby dobre dla Wenecji, jej mieszkańców i zwiedzających wyspę turystów. Może to ograniczenie liczby turystów zwiedzających wyspę byłoby dobrym pomysłem? Na razie Wenecja to wyspa dryfująca w stronę ludzi zamożnych których stać na jej zobaczenie i cieszenie się w pełni z jej uroków.
FANTASTYCZNY ARTYKUŁ!!
Gratuluje autorowi tak udanego artykułu. Wenecja jest tak inna, wspaniała - myślę że każdy marzy aby poznać to miasto w ciszy i samotności, niestety musi je dzielić z rzeszami turystów, którzy tworzą tłum jak w supermarkecie przed świętami. Smutne. Kto chce mieć wyobrażenie jak to miasto wyglądało i żyło kiedyś polecam film "Kupiec wenecki" z Alem Pacino.
Dobry wieczór. Zdjęcie super. Nawet wiem, kto ze społeczności NG mógłby pokazą też równie interesujące. pokazać . Może warto czasami sięgnąć po któreś tu już publikowane ? Pomysł szalony ? Nie, na pewno nie...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Cały kraj to niezwykle barwna mozaika, gdzie zachwycą nas ni...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Te komentarze dotyczą jednej osoby. Mnie. Pochodzą z forum i...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.