Znikająca Wenecja

31 grudzień 2009


Cacciari, który słynie z arogancji i elokwencji, wydaje się być w nastroju tak czarnym, jak jego włosy i bujna broda. (Choć ma 63 lata, na jego głowie nie widać ani pasemka siwizny). Dzień wcześniej Mestre nawiedziła ogromna ulewa. Deszcz spowodował powódź, choć nie była to acqua alta. – Budowane właśnie betonowe zapory przeciwpowodziowe (zwane MOSE, patrz str. 36) nic by tu nie pomogły. Wysokie przypływy są zmartwieniem dla was, cudzoziemców – stwierdził Cacciari. Prawdziwy problem leży gdzie indziej. Są nim koszty utrzymania Wenecji. – Nie dostajemy od państwa dość pieniędzy, by pokryć wszystkie wydatki - czyszczenie kanałów, odnawianie budynków, podnoszenie fondamente [nabrzeża, do których przybijają łodzie – red.]. A koszty życia w mieście? – Tu jest trzy razy drożej niż 20 km stąd, w Mogliano. Mieszkają tu jedynie bogacze lub osoby starsze, które posiadają na własność swoje domy, ponieważ je odziedziczyli. Młodych na to nie stać.

I w końcu turystyka. Filozof Cacciari mówi o tym zjawisku tak: – Wenecja to nie jest romantyczne miejsce na miesiąc miodowy. To miejsce z wyraźnym charakterem, pełne sprzeczności, przytłaczające. To nie jest miasto dla turystów i nie można go zredukować do widokówki.

Czy zamknąłby Wenecję dla turystów? – Tak. Albo, po zastanowieniu, wprowadziłbym nieco selekcji przy wjeździe i małą opłatę. Zamyślił się. Dodajmy niewielką opłatę do i tak już absurdalnie wysokich cen. Turyści płacą 10 dolarów za przejazd vaporetto, 13 dolarów za napój bezalkoholowy w Caffe Florian, 40 dolarów za plastikową karnawałową maskę, prawdopodobnie wyprodukowaną w Chinach.

Możesz też kupić sobie palazzo. – Canal Grande to najlepszy punkt – stwierdził Eugenio Scola, kiedy usiedliśmy w jego wykładanym orzechową boazerią biurze agencji nieruchomości z widokiem na Plac Św. Marka. Miał na sobie pięknie skrojoną czarną marynarkę, białą koszulę, dżinsy z paskiem z krokodylej skóry oraz błyszczące skórzane mokasyny. Przez wiele lat kupujący pochodzili przede wszystkim ze Stanów, Wielkiej Brytanii i innych krajów Europy, wyjaśnił Scola. – Ale teraz pojawiło się wielu Rosjan. I Chińczyków – dodał.

Wśród ofert jego agencji znajduje się odnowiony apartament z trzema sypialniami na piano nobile, czyli głównym piętrze, niewielkiego XVIII-wiecznego palazzo. – Molto bello – mówi Scola, rozkładając plany. Są tam: gabinet, biblioteka, salonik muzyczny, dwa pokoje dzienne i pokój dla służby. Do tego doskonały widok na trzy strony świata. Wszystko za jedyne 9 mln euro. Gdybym wolała cały palazzo, w ofercie jest Palazzo Nani, 5 600 m2, z zezwoleniem na zmianę sposobu użytkowania. – Prawdopodobnie ktoś otworzy tam hotel – przypuszcza Scola. Gdy zapytałam o coś w bardziej przystępnej cenie, pokazano mi 36-metrową kawalerkę. Kosztowała tylko 260 tys. euro. Ktoś kupi ją w celach inwestycyjnych albo jako pied-a-terre (mieszkanie wakacyjne). Ale prawdopodobnie nie będzie to wenecjanin.

Jeżeli jesteś wenecjaninem, a nie kimś, kto tylko – jak to ujął Henry James - ogląda widoczki turystycznej Wenecji w podniszczonym fotoplastykonie, jeżeli mieszkasz na 5. piętrze bez windy (windy w Wenecji to rzadkość), jeżeli tutaj się budzisz, chodzisz do pracy, wracasz do domu, Wenecja jest całkowicie innym miejscem. To, co nienormalne, jest normalne. Powodzie stają się rutyną. Słychać dźwięki syren, opuszczane są stalowe zapory, wenecjanie zakładają kalosze. W mieście montuje się czterokilometrowy passerelle, specjalny chodnik na metalowych podporach. I życie toczy się nadal. Tu, gdzie wszystko, co potrzebne do życia i śmierci, musi przypłynąć na statku, być wciągnięte na wąskie mostki, wniesione po schodach, czas mierzony jest oddechem przypływów, a przestrzeń rozdzielona połaciami wody.

Gdy Silvia Zanon idzie na Campo San Provolo, gdzie uczy w szkole średniej, wie, że dotarcie tam z jej mieszkania przy Calle delle Carrozze zajmie jej 23 minuty. Wychodzi z domu o 7.35. Wtedy Memi, właścicielka trattorii w sąsiedztwie, która siedzi przy stole, czytając gazetę, podnosi znad niej wzrok i kiwa głową. Młody mężczyzna zabierający śmieci na barkę z odpadami mamrocze słowa powitania. Silvia skręca na Campiello dei Morti i mija ścianę, po której pnie się biała dzika róża; most, dwa place, skręt w lewo przed budynkiem, w którym kiedyś było kino, a teraz jest modna restauracja, i już jest na Calle Frezzeria. Przed nami Museo Correr i kobiety sprzątające na czworakach, z wiadrami i szczotkami. Przechodzi przez Plac Św. Marka, na którym wczesnym rankiem panuje błogi spokój. – Z każdym krokiem, który stawiam na placach tego miasta, zakochuję się w nim od nowa – mówi. Jeszcze jeden mostek, szybki spacer przez Campo San Filippo e Giacomo i jest na miejscu. Dokładnie o 7.58.

Słuchajcie! Wenecja to nie tylko obrazy, ale także dźwięki. W nocy blask pozłacanych sklepień nie rozprasza naszej uwagi. Ucho może wychwycić trzaski drewnianych okiennic, stukot obcasów na kamiennych schodkach mostów, fragmenty prowadzonych szeptem rozmów, odbijające się od brzegu fale wywołane przez przepływające statki, staccato deszczu na markizach i ciężki, smutny dźwięk dzwonów. Dźwięk Wenecji to przede wszystkim kompletny brak dźwięku… samochodów.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-19 08:25

    gratuluję artykułu! naprawdę jest światny!

  • Do moderacji
    2010-01-18 15:31

    Ciekawy artykuł. To smutne że Wenecja znika pod naporem turystów. Moim zdaniem te ograniczenia o których było mowa w artykule (wpłaty przy wjeździe etc.) nie są dobrym rozwiązaniem ponieważ jeszcze bardziej odsunął wyspę od zwykłych mniej zamożnych ludzi. Mimo że pieniądze płacone przy wjeździe miałyby być minimalne to przy rosnącym popycie i małym podaży ceny wzrosną. Należy znaleźć inne rozwiązanie które byłoby dobre dla Wenecji, jej mieszkańców i zwiedzających wyspę turystów. Może to ograniczenie liczby turystów zwiedzających wyspę byłoby dobrym pomysłem? Na razie Wenecja to wyspa dryfująca w stronę ludzi zamożnych których stać na jej zobaczenie i cieszenie się w pełni z jej uroków.

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-07 13:43

    FANTASTYCZNY ARTYKUŁ!!

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-07 13:04

    Gratuluje autorowi tak udanego artykułu. Wenecja jest tak inna, wspaniała - myślę że każdy marzy aby poznać to miasto w ciszy i samotności, niestety musi je dzielić z rzeszami turystów, którzy tworzą tłum jak w supermarkecie przed świętami. Smutne. Kto chce mieć wyobrażenie jak to miasto wyglądało i żyło kiedyś polecam film "Kupiec wenecki" z Alem Pacino.

  • Do moderacji
    2010-01-06 23:15

    Dobry wieczór. Zdjęcie super. Nawet wiem, kto ze społeczności NG mógłby pokazą też równie interesujące. pokazać . Może warto czasami sięgnąć po któreś tu już publikowane ? Pomysł szalony ? Nie, na pewno nie...

Autor

Ostatnio czytali

  • artur
  • JoJo99
  • paweljg
  • wrobelt
  • Vigoniusz
  • mathous
  • pcogito
  • owink
  • Kondzio
  • qlas
  • milrohir2
  • pit2212
  • LukaszZ
  • kasiawrz
  • maciejmakro
  • emily83
  • JennyM
  • ligia
  • Sewer
  • Martessa71
  • sahielos
  • ola27
  • Reiko
  • Bohdan
  • Kujanka
  • lewam
  • kropka77

Czytali także

Aktualności

  • 4 Deserts: finał tuż-tuż!

    Ostatnia prosta przed biegaczami z „4 Deserts”. Prosta? Całkiem trudna: 250 km biegu na Antarktydzie. Wylot już dziś

  • Bieg po złoto

    Kolejna edycja Biegu po Złoto za nami. Podziemna trasa w dawnej Kopalni Złota dostarczyła wszystkim uczestnikom wielu niezapo...

  • Unikalne drzeworyty na wystawie w Krakowie

    W Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie można do 30 listopada 2014 roku oglądać wystawę drzeworytów ludowych ...

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się