Lato prawie odeszło, dni coraz chłodniejsze, poprzednia podróż uwieczniona w książce... Nadchodzi czas na kolejne przygody. Na ostatni kontynent, który na mnie czeka – napisała na swojej stronie internetowej pod koniec września 2005 r., tuż przed wyruszeniem autostopem do Afryki.
Imię i nazwisko: Kinga Choszcz
Urodzona/zmarła: 10.04.1973 r./09.06.2006 r.
Marzyła o niej już wtedy, kiedy razem z przyjacielem objeżdżała świat dookoła. Niestety, jej samotna wyprawa po Czarnym Ladzie zakończyła się tragicznie. W Akrze, stolicy Ghany, osiem miesięcy po wyruszeniu z Polski, Kinga Choszcz zmarła na malarie mózgowa.
W przedmowie do książki Prowadził nas los, będącej pamiętnikiem z pięcioletniej podróży dookoła świata, Kinga pisze, że podróże wyssała z mlekiem matki. Kiedy miała rok, rodzice zabrali ją w Polskę autostopem. Od czasów liceum autostop stał się też jej sposobem na zwiedzanie świata. Opuszczała rodzinny dom w Gdańsku, rodziców i dwie młodsze siostry, by jeździć po Europie. Często brała udział jako wolontariuszka w międzynarodowych obozach One World (Jeden Świat) – stowarzyszenia promującego ideę pokoju i porozumienia między ludźmi. Po Europie przyszła pora na Azję. Kiedy skończyła Kolegium Kształcenia Nauczycieli Języków Obcych, wyruszyła samotnie lądem do Indii i Nepalu. Wyprawa zajęła jej osiem miesięcy, ale ta najdłuższa ciągle była przed nią.
Później jej ulubionym środkiem transportu stał się rower. Została polską koordynatorką Wielkiego Milenijnego Rowerowego Rajdu Pokoju, który wystartował z USA w rocznicę zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Z rajdem chciała objechać świat. Stało się jednak inaczej. Kilka miesięcy wcześniej poznała w Warszawie „Chopina” – Radosława Siudę, elektryka i wegetarianina. On także marzył o wielkiej wyprawie, ale zamierzał wędrować bez większych planów, zatrzymując się od czasu do czasu, by popracować. Pojechali razem w 1998 r., wrócili po pięciu latach. Za tę niezwykłą autostopową wyprawę otrzymali w 2004 r. nagrodę Kolosa w kategorii Podróże.
Dwa dni po powrocie do kraju Kinga napisała w swoim dzienniku: Wiem, że dla mnie to jeszcze nie koniec podróży. Został jeszcze jeden, ostatni, olbrzymi, być może najtrudniejszy kontynent – Afryka. Tyle wiem. Nie wiem jeszcze natomiast, kiedy dokładnie, jak oraz – najważniejsze – czy razem, czy sama... Ale... wszystko w swoim czasie.
Ten czas przyszedł jesienią 2005 r. Kinga starannie pakuje rzeczy do nowego plecaka (z poprzedniego zostały strzępy), bierze aparat fotografi czny, z którym nigdy się nie rozstaje, i pamiętnik. Będzie go codziennie zapisywała drobnym maczkiem, siedząc na pustej zakurzonej drodze, w cieniu drzewa, przy dopalającej się świeczce. – Nie puszczaj Kingi do Afryki, bo ona już stamtąd nie wróci – mówi babcia do mamy Kingi. Ale dziewczyna, oprócz tego, że delikatna i wrażliwa, dobrze wie, czego chce. Afryka wzywa!
Kinga jedzie samochodem z Gdańska do Centrum Buddyjskiego w Grabniku pod Warszawą, gdzie mieszka Chopin, by spędzić z nim kilka ostatnich dni. Na czas wyprawy zostawia mu swego czerwonego forda i komputer.
europejczycy moga sobie marzyc i starac sie realizowac swoje marzenia.... podziwiam te dziewczyne za wytrwalosc i stanowoczosc w realizowaniu celow i konsekwentnosc .... afryka jednak wciaz pozostaje bezlitosna
Super historia i super dziewczyna, która spełniała swoje wspaniałe marzenia. Gorąco polecam książki: "Prowadził nas los" oraz związana z artykułem - "Moja Afryka" :)))))
piękna, wzruszająca,inspirująca i zarazem smutna historia........
Wspaniałe, przejmujące, inspirujące
To naprawde wspaniala i wzruszajaca historia mlodej ambitnej dziewczyny. Jestem godzien podziwu dla Niej.Posiadala wiele odwagi i silnej woli. Otwarta na swiat, milosc do ludzi , wytrwalosc w dazeniu do celu. Jest mi bardzo przykro,ze odeszla od nas,ufam ze pamiec o Niej bedzie zyla w kazdym z nas.
Kinga pisze o pięknych ludziach, których spotkała, ale najczęściej to co widzimy w innych to odbicie nas samych
Opowieść zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Kinga była odważną kobietą i swoimi czynami udowodniła, że jeśli tylko bardzo się czegoś pragnie - można to osiągnąć. Może być przykładem dla wszystkich, którym ciężko uwierzyć w siebie i swoje możliwości ..
Czytałam relację z jej podróży dookoła świata i byłam bardzo zaskoczona jak w numerze travelera przeczytałam, że umarła. Spełniły się jej marzenia o podróżach.
Wspaniała opowieść, tragiczne zakończenie, dziewczyna oddała życie realizując swoje marzenia, ale nikt nie powie, że nie czerpała z życia to co najlepsze. [*]
[*]
Redaktor Travelera. Pierwsza wyprawa na wschód i pierwsze zetknięcie z buddyzmem zrobiły na niej duże wrażenie.
Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...
Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...
Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.