Trzy lata temu rozeszła się plotka, że Napoleona podtruwano arszenikiem, i to prawdopodobnie tym ze Złotego Stoku. Szumska natychmiast urządziła więc w jednej z komór laboratorium. Alchemiczne co prawda, ale to tylko dodaje tajemniczości całej sprawie i wcale nie mija się z prawdą. W 1679 roku na Dolny Śląsk przyjechał Jan Schärffenberg, alchemik z zamiłowania, aptekarz z zawodu, poszukiwacz eliksiru nieśmiertelności. Swój magiczny preparat chciał wyprodukować na bazie złotostockich złóż arsenu. Długimi wieczorami zamykał się więc w laboratorium, robiąc przy okazji sporo huku, bo co chwila coś mu wylatywało w powietrze. Po tygodniach rozpaczliwych prób i eksplozji Schärffenbergowi udało się uzyskać jakiś biały proszek. Podał go swojemu udomowionemu szczurowi, licząc że będzie mógł obserwować, jak zwierzak młodnieje w oczach. Szczur jednak, zamiast młodnieć, przewrócił się na bok i – jak to elegancko mawiano w tamtych czasach – oddał ducha. W ten sposób nasz aptekarz został pionierem pozyskiwania... arszeniku przez prażenie arsenowej rudy.
Podziemna trasa turystyczna w Zło-tym Stoku to właściwie małe miasteczko. Na końcu głównego korytarza sztolni Gertruda, za tamą, zwiedza się już brodząc po pas w wodzie bądź płynąc pontonem. To przedsmak przygody wyłącznie dla ochotników. Wąski, półokrągło sklepiony korytarz na ogół oświetla blask świec, w tej części kopalni nie ma już prądu. To niesamowite uczucie płynąć tak w ciemność, zostawiając za sobą migotliwe ogniki.
Równie magicznie jest w Czarnej, sztolni, do której wejście znajduje się 800 metrów dalej, w wąwozie Złoty Jar. Jej największą atrakcją jest podziemny wodospad wysokości 10 metrów. Turyści schodzą do niego XVII-wiecznym 23-metrowym szybem. Czarna do niedawna kryła wielką tajemnicę. Na przedwojennych mapach miała jeszcze drugie wejście, wysadzone w 1945 roku przez uciekających Niemców. Powstał w ten sposób bardzo zagadkowy zawał.
– Od trzech lat staramy się przezeń przedostać – mówi Elżbieta Szumska. – Jestem pewna, że pod zawaliskiem musi być coś bardzo wartościowego. Przecież Niemcy nie wysadzali sztolni dla fantazji. W dokumentach Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich we Wrocławiu znajduje się relacja o ciężarówkach, które w 1944 roku wjechały gdzieś w okolicę Złotego Jaru i znikły. Czyżby ich ładunek został zdeponowany w Czarnej? Autochtoni twierdzą też, że w naszych podziemiach został ukryty przed Rosjanami duży zapas wódki. To dopiero będzie nam tu wesoło, jak go odnajdziemy!
Najważniejsze jest jednak to, że przebicie się przez zawał umożliwi zwiedzanie kolejnych kilkuset metrów podziemi.
W kopalni złota w Złotym Stoku nie obowiązują żadne reguły. Dorośli jak dzieci skaczą na batucie ustawionym przy wejściu do Gertrudy, a dzieci ni-czym dorośli płuczą złoto pod okiem instruktora. Czasem nawet można wejść bez biletu – jeśli ma się ze sobą prezent. Bardzo konkretny – starą tablicę informacyjną bądź ostrzegawczą.
– W 2000 roku powstawało u nas Muzeum Uwag, Przestróg i Apeli, które cieszy się wielką popularnością – mówi Elżbieta Szumska. – Gromadzimy dorobek intelektualny trzech pokoleń BHP-owców, czyli tablice z wymyślanymi przez nich hasłami. Mamy już kilkaset takich „eksponatów”. Zbierane po starych zakładach pracy, podkradane z rozwalonych fabryk, wyżebrane u dyrektorów wielkich przedsiębiorstw przypominają o rzeczywistości z czasów PRL-u.
„Namawiając do palenia i picia obciążasz swoje sumienie”. „Czystość i porządek ułatwiają pracę i czynią ją bezpieczną”. „Żadna renta nie zastąpi zdolności do pracy”. „Przepisowy bezpiecznik jest stróżem instalacji”. „Pamiętaj, że urodziłeś się bez części zapasowych”. „Wejście do toalety wyłącznie za okazaniem książeczki zdrowia” – oto próbki radosnej twórczości BHP-owców. Ale muzeum nadal czeka na rarytasy. „Rolniku, nie myj jaj przed skupem” i „Gabinet badania wrażliwości na olśnienie” – tablice z takim hasłami są mrocznym przedmiotem pożądania szefowej kopalni.
– Zwykli turyści podchodzą do tego muzeum z entuzjazmem, zżymają się za to ludzie, którzy przed laty sami wymyślali takie napisy – mówi szefowa kopalni. – Ale kto powiedział, że każdy BHP-owiec musi mieć poczucie humoru?
Wystarczy, że Elżbieta Szumska ma go w nadmiarze. – Kiedyś ubrałam przewodniczkę w czarne okulary i dałam jej białą laseczkę. Miała udawać, że nie widzi – wspomina. – Turyści byli przerażeni, że ktoś taki schodzi z nimi do podziemi. A nasza Beatka, znikając w kopalni, krzyczała do mnie: pani dyrektor, idą za mną, idą na pewno? Potem dotykała głów zwiedzających, by sprawdzić, kto przy niej jest.
To się dopiero nazywa zwiedzanie z dreszczykiem!

Smak solonej cytryny na ciepło, zapach haszyszowych fajek, c...

Przed wyprawą do tego najciekawszego w Serbii miasta warto s...

Przepis na udaną zabawę w stolicy Katalonii? Nie ma takiego ...

Pierwsze przejście z południa na północ Australii to najbard...
Niestrudzona tropicielka tajemnic Dolnego Śląska
Wygraj roczną prenumeratę National Geographic Polska!
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.