– Wystarczy kielich wina i opłatek – bronił się duchowny.
– Jak to wystarczy?! Jezus owszem, prosił o powtarzanie obrzędu z chlebem i winem na swoją pamiątkę, ale przecież nigdy nie powiedział, żeby z tego powodu zaprzestać składania ofiar. Powinniśmy więc robić i jedno, i drugie – argumentowali Indianie.
Tak właśnie powstała sekta Israelitas.
Żaden Israelita nie jest prawdziwym Żydem. To głównie Indianie z Andów oraz Metysi. Założycielem sekty (kościoła?) był Ezequiel Ataucusi Gamonal (1918-2000) syn chłopski, początkowo gorliwy katolik, następnie gorliwy zielonoświątkowiec, a wreszcie... prorok, któremu Bóg objawił nową religię i nakazał powołanie kościoła. Kiedy dokładnie nastąpiły objawienia, trudno powiedzieć. Padają daty od 1955 do 1968, na pewno zaś wiadomo tyle, że pod koniec lat 60. istniał już związek religijny
Israelitas del Nuevo Pacto Universal – Izraelici Nowego Przymierza (Ogólnoświatowego).
Centrum organizacji znajduje się w Limie; większość wiosek – w peruwiańskiej Amazonii, na terenach pogranicza z Brazylią. Liczbę wyznawców szacuje się na ok. 50 tys., ale społeczności Israelitas istnieją także poza Peru: w Argentynie, Boliwii, Brazylii, Chile, Ekwadorze, Kolumbii i Kostaryce.
Ponieważ świat nie umie odnieść się do ich wiary i obrzędów tolerancyjnie, przenoszą się na odległe terytoria w amazońskiej puszczy. Z dala od cywilizacji żyją po swojemu. „Po bożemu”, jak twierdzą.
To życie przypomina trochę opowieść z Dzikiego Zachodu – świat jak w filmie Domek na prerii lub Dr Quinn. Niewielka społeczność, głównie rolnicza, gdzie każdy zna każdego i wszyscy od wszystkich zależą. Proste drewniane domy, proste narzędzia, kilku rzemieślników, wiejska szkółka z jednym nau-czycielem i... Biblia jako punkt odniesienia.
Israelitas starają się przestrzegać zaleceń CAŁEGO (podkreślenie ich, nie moje) Pisma Świętego, a nie tylko Nowego Testamentu. Przestudiowali Biblię strona po stronie i tak wiernie, jak to tylko możliwe, realizują zalecenia Boga-Jahwe oraz Jezusa Chrystusa.
– Możesz przyjść do nas ze swoim egzemplarzem Biblii, wydanej gdziekolwiek, i prześledzić to, co robimy. Nigdy nie wykraczamy poza Prawo – my je wypełniamy słowo po słowie, werset po wersecie – tak mi powiedzieli.
– Rób zdjęcia, gringo, a potem sprawdź nas, jeśli chcesz. Przed tobą byli tu kiedyś dwaj rabini z Izraela. Pełni wątpliwości, niechęci, niewiary... A potem ze wzruszenia płakali rzewnymi łzami. Płakali nad swoim losem. W ich ziemi – w prawdziwej Ziemi Obiecanej – już nikt nie składa ofiar całopalnych. Odrodziły się tutaj, w odległym zakątku Amazonii.
Święta Paschy nie miały wyłącznie charakteru sakralnego. Obok baranków przeznaczonych na ofiarę szykowano też baranki do upieczenia i zjedzenia. Przyrządzano „gorzkie zioła”i przaśny chleb, opisane w Starym Testamencie jako tradycyjne świąteczne potrawy. Chleby i zioła pachniały wyśmienicie, ale najwspanialsza była woń mięsa z ziemnego pieca.
Jego przygotowaniem zajmował się mężczyzna o wyglądzie pustelnika. Najpierw wykopał dół wielkości grobu. Przykrył go stertą drewna, którą podpalił. Jama pod spodem rozgrzała się jak piec hutniczy. Szczapy zaczęły się odrywać od stosu i spadać na dno. A gdy wszystko się zawaliło, mężczyzna rzucił na powierzchnię żaru trochę piachu, ułożył na nim mięso zawinięte w liście bananowca, a potem wszystko zasypał ziemią – by się upiekło, udusiło...
Po kilku godzinach baranek był gotowy na wieczerzę. W tym dniu Israelitas poszczą od świtu do wieczora, podobnie jak my w dawniejszych latach pościliśmy w Wigilię. Po długich godzinach postu każdy z nas dostał trzy przaśne placki, łyżkę „gorzkich ziół” oraz kawałek baraniny. Była to najpiękniejsza Wielkanoc w moim życiu – Święto Paschy wśród ludu Israelitas, który żyje i modli się tak, jak to robili Żydzi za czasów Jezusa.

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...
mm
Tak, ja również widziałam program W.Cejrowskiego w telewizji i to całkiem niedawno. Doprawdy, to urzekające, że gdzieś w Amazonii istnieje taki lud.
Obserwując i słuchając ludzi którzy żyją według własnych przekonań i wiary możemy ich albo podziwiać, albo krytykować. Możliwe że pewne obrzędy wykonywane przez nich mogą wydawać się współcześnie żyjącemu człowiekowi za szokujące i pozbawione wszelkiej moralności, ale jednakże to jest ich świat, ich życie - tak zostali wychowani od najmłodszych lat. To "odkrycie" nie jest pierwszym i nie jest ostatnim. Człowiek w najbliższym czasie odkryje jeszcze bardzo wiele i chociaż żyje tak blisko tzw. "nieznanego" to póki co tego niedostrzega. Jeżeli jednak otworzy się na "nieznane" i odkryje to co od wieków mu towarzyszy, to będzie musiał przyjąć do wiadomości istnienie tego i zaakceptować to takim jakie jest.
Wcześniej oglądałem już na ten temat fotoreportaż na stronie internetowej pana Wojciecha Cejrowskiego. Wspaniałe "odkrycie" - starotestamentowe obrzędy nad Amazonką. Poznanie nowej kultury jest zawsze skarbem. Tym ciekawsza jest ona dla Europejczyków, jako że opiera się na jednym ze źródeł naszej kultury.
Jest członkiem rzeczywistym Royal Geographical Society w Londynie, autorem książkowych relacji z podróży po Ameryce Południowej. Większość plemion, które odwiedził, nie znała języka hiszpańskiego, a mimo to zawsze dochodziło do porozumienia.
Wygraj roczną prenumeratę National Geographic Polska!
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.