Zaginione plemię Izraela

31 marzec 2009
Zaginione plemię IzraelaZdjęcie: Wojciech Cejrowski

Żyją w puszczy, w osadach odciętych od świata. Postępują zgodnie z regułami Starego Testamentu. I podobnie jak w czasach Mojżesza składają Bogu ofiary całopalne. Mówią, że są Narodem Wybranym, choć nie ma wśród nich ani jednego Żyda.

Na placu przed świątynią płonie stos ofiarny. Indianie unoszą ręce w modlitwie, do nieba płyną psalmy Dawida, pieśń ich króla, bo przecież Israelitas są Narodem Wybranym. Niepokoją się, czy dym pójdzie w górę, czy może wzgardzony przez Jahwe będzie się snuł po ziemi.
Buchają ognie, skwierczy mięso baranka, a wszystko ułożone tak, aby stos nie rozsypał się na boki, ale zapadł do środka, pochłaniając resztki ofiary. Drewna jest tyle, by spłonęła każda kość, każdy ząb, róg czy racica. Na klepisku może pozostać jedynie garstka popiołu.

Żywiczne belki grubości męskiego ramienia poukładano na krzyż w siedem warstw, bo to święta liczba. Płonie pierwszy stos, potem drugi i trzeci. Z okazji święta jest ich wiele: ofiary dziękczynne, przebłagalne, pokutne. Popiół zmiata się z pietyzmem i buduje kolejny stos. A każdej czynności towarzyszy modlitwa, każda ofiara uzupełniona jest śpiewem. I tak stos za stosem, przez kilka dni, aż skończą się zwierzęta. Po święcie Paschy w wiosce Israelitas nie pozostanie żaden baranek. Wszystkie pójdą z dymem. Do Boga.
Zarzynanie baranka przebiega według starotestamentowych reguł. Biblia leży otwarta na Księdze Powtórzonego Prawa, gdzie każdy ruch noża jest opisany – jak zarzynać, rozcinać, wykrwawić, jak wypatroszyć, oczyścić, poćwiartować, które części odrzucić, bo są nieczyste... A do tego ortodoksyjnie przestrzegana higiena – dużo czystej wody do płukania martwych zwierząt, do ablucji i wiele białych szmatek do wycierania czoła, rąk, do zawijania mięsa. Każdy kawałek wnętrzności musi być spłukany,
a właściwie wyprany, nim zostanie złożony na stosie. A nad czystością całości (fizyczną i rytualną) czuwa święty mąż, mędrzec, nauczyciel, rebe zaczytany w Piśmie.
Do niego przychodzą ludzie po radę. U niego szukają odpowiedzi na pytanie, czy kawałek mięsa, który upadł na ziemię, będzie rytualnie czysty, gdy się go podniesie i wypłucze.
Pierwsze wrażenie: krew, dużo krwi. Krew, oczywiście, zawsze robi wrażenie, najczęściej złe. Zawsze zadziwia, niekiedy budzi obrzydzenie lub strach. Tym razem, mimo obfitości, krew była... „oswojona”. Nie kojarzyła się ze śmiercią, lecz czymś świętym. Tak jak wino mszalne w pewnym sensie przestaje być alkoholem.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-03 13:46

    mm

  • Do moderacji
    2009-08-05 19:54

    Tak, ja również widziałam program W.Cejrowskiego w telewizji i to całkiem niedawno. Doprawdy, to urzekające, że gdzieś w Amazonii istnieje taki lud.

  • Do moderacji
    2009-07-31 13:45

    Obserwując i słuchając ludzi którzy żyją według własnych przekonań i wiary możemy ich albo podziwiać, albo krytykować. Możliwe że pewne obrzędy wykonywane przez nich mogą wydawać się współcześnie żyjącemu człowiekowi za szokujące i pozbawione wszelkiej moralności, ale jednakże to jest ich świat, ich życie - tak zostali wychowani od najmłodszych lat. To "odkrycie" nie jest pierwszym i nie jest ostatnim. Człowiek w najbliższym czasie odkryje jeszcze bardzo wiele i chociaż żyje tak blisko tzw. "nieznanego" to póki co tego niedostrzega. Jeżeli jednak otworzy się na "nieznane" i odkryje to co od wieków mu towarzyszy, to będzie musiał przyjąć do wiadomości istnienie tego i zaakceptować to takim jakie jest.

  • Do moderacji
    2009-06-07 22:34

    Wcześniej oglądałem już na ten temat fotoreportaż na stronie internetowej pana Wojciecha Cejrowskiego. Wspaniałe "odkrycie" - starotestamentowe obrzędy nad Amazonką. Poznanie nowej kultury jest zawsze skarbem. Tym ciekawsza jest ona dla Europejczyków, jako że opiera się na jednym ze źródeł naszej kultury.

Autor

  • Wojciech Cejrowski

    Wojciech Cejrowski

    Jest członkiem rzeczywistym Royal Geographical Society w Londynie, autorem książkowych relacji z podróży po Ameryce Południowej. Większość plemion, które odwiedził, nie znała języka hiszpańskiego, a mimo to zawsze dochodziło do porozumienia.

Ostatnio czytali

  • radosny
  • artur
  • tami
  • Agnieszka_K
  • Arvena
  • pierzgal
  • Zbigniew
  • bjon
  • rasta_rox
  • Adam1
  • Jadwiga
  • katie_adams
  • AdamKrzoska
  • Robson
  • marafi1
  • annabeata
  • monika p
  • wieszwal
  • borsukmarek
  • ark01
  • amazona

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się