– Strategiczne? Czyli jakie? – dopytujemy.
Okazuje się, że obok jest bank, a za rogiem budynki rządowe.
– No, ale przecież my stoimy na skrzyżowaniu. My tego nie kręcimy. My filmujemy ulicę, ludzi... – zapewniamy.
Policja nam nie wierzy.
– Pokażcie taśmy – mówią.
– Nie, nie. Tego nie można pokazać. Tutaj te kamery tylko nagrywają, ale odtwarzać się nie da. You know? Record, no play! – operator z przebiegłym uśmiechem tłumaczy zawiłość całej sytuacji.
Oni mówią, że muszą zobaczyć, my – że nie mamy jak
pokazać. Tym razem policja okazuje się sprytniejsza.
– Aha, nie możecie nam pokazać tego, co nagraliście?
– Impossible zupełnie.
– Ale nie kręcicie tych budynków?
– Absolutnie! Ależ skąd! Of course not!
– W takim razie rekwirujemy taśmy, zatrzymujemy dokumenty i pozwolenia. Za trzy godziny macie być na komisariacie, tu i tu. – Podają adres w drugiej części miasta.


Podczas przeglądania naszych taśm (poziom techniczny telewizji w Etiopii jest na poziomie polskiej telewizji kablowej z początku lat dziewięćdziesiątych, ale na nieszczęście mają maszynę do odczytu taśm cyfrowych) okazuje się,
że oczywiście mamy nakręcony ten budynek, którego filmować nie należało. Otóż, niestety, nie kręciliśmy tylko przechodniów, samochodów i zmieniających się świateł. Efekt naszego wymądrzania się jest przykry w skutkach. Część materiału zostaje skonfiskowana na zawsze.

BYĆ JAK WIELKI BIKILA
Już podczas jednego z naszych pierwszych przejazdów przez stolicę zaskakuje mnie pewien niezwykły widok – o piątej rano widzę w jednym miejscu, w miejskim parku, mnóstwo biegających ludzi. Postanawiamy tam pojechać i poznać motywy ich treningu.
– Chłopie, ale dlaczego wstajesz tak codziennie o piątej rano i biegasz?
– A bo ja chcę być jak wielki Bikila Abebe.
Doganiam innego.
– Bo ja chcę jechać i reprezentować nasz kraj na olimpiadzie.
Oczywiście, powszechnie znane są na świecie wyczyny wielkich biegaczy etiopskich. Chyba najsłynniejszym był Bikila Abebe, ale nie tylko – także Wami Biratou, Halie Gebreseliase i kilku innych. Okazuje się, że niemal każdy, kto z tego kraju chce się jakoś wyrwać, próbuje tego dokonać właśnie przez sport, a szczególnie przez bieganie. W pewnym momencie podchodzi do nas jakiś facet w dresie z napisem Ethiopia na plecach, z czarną teczką pod pachą.
– Kto wam pozwolił kręcić? – pyta. – Nie macie zgody
Ministerstwa Sportu! – dodaje.
Pan z Teczką nie przestaje nas zaczepiać; przestawiam go kilka razy poza kadr. Kręcimy dalej.
Tymczasem Pan Działacz, zupełnie niezrażony, sięga do
tej swojej czarnej teczki, wyciąga komórkę i zaczyna gdzieś dzwonić. Po siedmiu minutach przyjeżdżają dwa wozy policyjne – zaczyna się...
Z wozów wysypuje się piętnastu policjantów i zgarnia nas razem ze sprzętem. Rozpoczyna się dyskusja. Działacz z Teczką znów mówi, że nie mamy zgody Ministerstwa Sportu, a więc nie możemy tu filmować.
– Proszę pana, jesteśmy w wolnym kraju, tak?
– Tak – odpowiada Teczka.
– Jesteśmy w miejscu publicznym, ogólnie dostępnym, nie weszliśmy na teren prywatny, nie weszliśmy na teren rządowy, nie jest to miejsce strategiczne. Tak?
– Tak.
– To są zupełnie zwyczajni ludzie, którzy sobie biegają
po parku. Filmujemy sobie biegających ludzi. Robimy telewizyjny program, który ma promować wasz kraj na świecie. O co więc panu chodzi???
Okazuje się, że my, filmując biegających tutaj ludzi; tu w tym miejscu; o tej godzinie, chcemy – uwaga! – skopiować trening etiopskich biegaczy i osiągnąć sukces na najbliższej olimpiadzie! I wygrać w maratonie!

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • artur
  • tami
  • Flaneur
  • Arvena

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się