- Charakter Twoich życiowych pasji sprawia, że przebywasz w prawdziwie męskim świecie. Motoryzacja, nurkowanie, zdobywanie górskich szczytów. Jak kobieta daje sobie radę w tym towarzystwie, gdy w grę wchodzi dodatkowo czynnik rywalizacji?
- Z jednej strony kobiecie jest łatwiej. Szukając np. sponsora planowanego wyjazdu czy wyprawy już na starcie skupia na sobie znacznie większą uwagę i zainteresowanie. Z drugiej strony traktowana jest jak dziwoląg, „ciekawostka przyrodnicza” i jest bacznie obserwowana. W związku z tym presja staje się nieporównywalna. Zawsze towarzyszyło mi uczucie, że ludzie patrzą niemal na każdy mój krok i czekają aż się potknę. Poza tym mężczyznom trudno przychodzi zaakceptowanie faktu, że kobieta może być od nich lepsza, stąd czasami nie mogę liczyć na taką pomoc z ich strony, jaką udzieliliby swoim męskim rywalom. Mówi się, że kobietę, jak zaczyna zsuwać się w przepaść, można już tylko popchnąć, żeby szybciej spadała (śmiech). Ale nie byłabym sprawiedliwa mówiąc, że tak jest zawsze. Podczas rajdów, czy wypraw poznałam wielu bardzo ciekawych ludzi i nawiązałam, właśnie z mężczyznami, przyjaźnie na całe życie. Na długich wyjazdach często różnice płci zacierają się i mężczyźni zaczynają cię traktować, jak swojego kumpla. Rodzą się wtedy bardzo fajne relacje damsko – męskie. Wielu ludzi uważa, że taka przyjaźń jest niemożliwa, ja jednak twierdzę, że zdarza się i mam na to liczne dowody.
- Twoje wyprawy to nie wizyty w pięciogwiazdkowych hotelach, lecz prawdziwa przygoda, zmaganie się z siłami natury, często całkowity prymitywizm. Co z barierą intymności? Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na chwilę prywatności, której każda kobieta potrzebuje?
- W ekstremalnych warunkach bywa to uciążliwe. Myślę np. o dostępie do wody, żeby się umyć, czy ogólnie o potrzebie intymności, wynikającej z tego, że kobiety mają zupełnie inną fizjologię, a więc i inne potrzeby. Na takich wyprawach trzeba się jednak przestawić. Nie ma innego wyjścia. Wyjeżdżając, przełączam się na inne realia. W pewnym sensie przestaję być kobietą, a jestem po prostu jednym z członków ekspedycji. I tylko ta świadomość pozwala mi przetrwać w dobrym zdrowiu psychicznym.
- Twoja pierwsza pasja to motoryzacja. Przygodę z telewizją zaczynałaś od programu „Automaniak”, w którym testowałaś samochody, zdradzałaś tajniki i nowinki motoryzacyjne. To tradycyjnie męskie rejony. Czy mogłaś liczyć na wsparcie reszty realizatorów programu, którymi byli głównie panowie?
- Panowie pomagali mi raczej szybko się wyłożyć. Pytali na przykład: pani Martyno, jaki jest moment obrotowy Hondy Civic z 1997 roku o pojemności dwóch litrów? Nie było łatwo, aczkolwiek tylko przez pierwszych parę lat musiałam walczyć o swoją pozycję. Ostatnio zaczepił mnie na ulicy miły, młody człowiek i powiedział: „pani Martyno, „Automaniak” bez pani to już nie to samo”. Oczywiście cieszę się, że program dalej funkcjonuje. To tak, jakbym wypuściła własne dziecko w świat. Co ciekawe ostatnie badania pokazały, że wiele osób myśli, że nadal go prowadzę. Tak silnie jestem z nim kojarzona. To miłe – pewien dowód uznania. Dwanaście lat pracy daje mi poczucie, że zrobiłam i powiedziałam w dziedzinie motoryzacji wszystko, co mogłam i chciałam powiedzieć. Przyszedł czas na zmiany. Wracając do pytania muszę przyznać, że w środowisku dziennikarskim było mi bardzo ciężko, natomiast w środowisku zawodników wręcz przeciwnie. I to na pewno otworzyło mi wiele drzwi. Miałam okazję przeprowadzić wywiady ze znakomitymi kierowcami rajdowymi i wyścigowymi i myślę, że często mi się to udawało, bo byłam właśnie kobietą. W takim typowo męskim świecie, kiedy pojawiała się dziennikarka, akredytowana przy rajdowych mistrzostwach świata, to nikt nie odmawiał mówiąc, że np. Carlos Saints czy Tommy Makinen są zajęci. I tym oto sposobem udawało mi się czasem zdobyć informacje, do których inni nie mieli dostępu.
- Jesteś pierwszą kobietą z Europy Środkowo-Wschodniej, która ukończyła Rajd Paryż-Dakar. Zajęłaś też drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Rajdu Transsyberia 2003. Udział w takich projektach wymaga wielkiej determinacji.
- Staram się nie ulegać słabościom. Nie myślę o tym, że mogę się poddać. Tak zachowuję się nie tylko podczas rajdów, ale również w górach. Są oczywiście takie sytuacje, że rzeczywiście mam dosyć, natomiast nigdy nie pojawia się w mojej głowie myśl, że mogłabym zrezygnować. Nie zastanawiam się nad tym, że nie dam rady. Myślę tylko o tym, jak mam to zrobić, żeby cel osiągnąć. Z reguły to działa. W podejściu do większości rzeczy, które robimy w życiu, najważniejszym elementem jest głowa, czyli nastawienie psychiczne i silna motywacja. Zawsze żartowałam, że kiedy zakopię się samochodem na pustyni, to będę w stanie przekopać wydmę na wylot i przejechać przez nią.
- Swego czasu pisałaś felietony nie tylko do „Auto Moto” ale również do „Świata Motocykli”. Jeździsz takim jednośladem?
- Od 10 roku życia niezmiennie i nieprzerwanie jeżdżę motocyklem i nie opuściłam żadnego sezonu. Kiedyś jeździłam na sprzęcie rodzimej produkcji lub NRD-owskiej jak np.: fantastycznym MZ 150. Obecnie jeżdżę Ducati Monster 1100. Przyznam, że motocykl w Warszawie pełni bardzo praktyczną funkcję, dzięki niemu do pracy jadę dwa razy krócej niż samochodem. Jeżdżę głównie po mieście, rzadziej wyruszam w trasy. Motor jest dla mnie symbolem wolności i niezależności. Muszę mieć tę świadomość, że w każdej chwili mogę założyć kask, wsiąść na niego i nawinąć trochę asfaltu na koła.
- Kto zaszczepił w Tobie tę miłość do motorów?
- Mój tata, który sam dużo kiedyś jeździł jednośladem. Miał swój warsztat samochodowy i kilka motocykli. Od początku miałam smykałkę do motoryzacji, a do motorów w szczególności. Cały czas jestem zapaloną i zdeklarowaną motocyklistką, chociaż jeżdżę zupełnie inaczej niż kiedyś. O motocyklistach zwykło się mówić „dawcy nerek”. Ja już nie zaliczam się do tej grupy. Jeżdżę dużo spokojniej niż kiedyś.
- Kolejną Twoją pasją jest nurkowanie. Jesteś licencjonowanym nurkiem technicznym. Co to znaczy?
- Nurkowanie rekreacyjne od technicznego różni się tym, że do oddychania pod wodą używa się mieszanek innych niż powietrze, co sprawia, że można nurkować dłużej i głębiej. Najpierw nurkuje się na nitroksie, potem na trimiksie. Nurkowanie głębokie fascynowało mnie aż do momentu, kiedy uległam wypadkowi i zrozumiałam, że mój organizm nie jest do tego stworzony. Pozbyłam się ambicji w tej dziedzinie, choć oczywiście nadal nurkuję i bardzo to lubię, ale w tym przypadku nie dążę do ustanawiania jakichkolwiek rekordów.
- Czy do wypadku doszło z Twojej winy?
- Pewne leki, które przyjmowałam w tym czasie, zmieniły lepkość mojej krwi i krzywą dekompresji, mówiąc fachowym językiem. Zdałam sobie sprawę z tego, że jest to bardzo techniczny i wymagający sport, w którym wiele zależy również od sprzętu. Dlatego też między innymi odeszłam od motosportu, gdyż w rzeczywistej drodze do sukcesu mało ma w nim do powiedzenia człowiek i jego determinacja - to sprzęt odgrywa kluczową rolę. Zupełnie inaczej jest w górach, gdzie autentycznie przekracza się granice własnych możliwości. W pewnym momencie przestała mnie interesować rywalizacja, choć na początku od tego właśnie zaczynałam. Z biegiem czasu zaczęło mnie pasjonować pokonywanie dużych odległości, i poznawanie nowych ludzi i innych kultur.

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Czy Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Big Cats I...

Martyna Wojciechowska przemierzyła kulę ziemską w poszukiwaniu bohaterek do swojego najnowszego programu Kobieta na krańcu świata. Odnalazła je między innymi w najbiedniejszej dzielnicy boliwijskiego La Paz, na argentyńskiej pampie, rajskiej plaży Zanzibaru i w pływającym domu na zatoce Ha Long. Książka składa się z reportaży pokazujących te fascynujące miejsca, i kulturę.
Redaktor National Geographic, dziennikarka, podróżnik, miłośniczka Bliskiego i Dalekiego Wschodu, a także Afryki. Każda wyprawa jest dla niej przygodą i sensem życia.

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Cały kraj to niezwykle barwna mozaika, gdzie zachwycą nas ni...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Polska to kraj ukrytych skarbów. Magia ich tajemnicy przycią...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.