Z pasją przez życie

3 listopad 2009
Z pasją przez życie

- Charakter Twoich życiowych pasji sprawia, że przebywasz w prawdziwie męskim świecie. Motoryzacja, nurkowanie, zdobywanie górskich szczytów. Jak kobieta daje sobie radę w tym towarzystwie, gdy w grę wchodzi dodatkowo czynnik rywalizacji?

- Z jednej strony kobiecie jest łatwiej. Szukając np. sponsora planowanego wyjazdu czy wyprawy już na starcie skupia na sobie znacznie większą uwagę i zainteresowanie. Z drugiej strony traktowana jest jak dziwoląg, „ciekawostka przyrodnicza” i jest bacznie obserwowana. W związku z tym presja staje się nieporównywalna. Zawsze towarzyszyło mi uczucie, że ludzie patrzą niemal na każdy mój krok i czekają aż się potknę. Poza tym mężczyznom trudno przychodzi zaakceptowanie faktu, że kobieta może być od nich lepsza, stąd czasami nie mogę liczyć na taką pomoc z ich strony, jaką udzieliliby swoim męskim rywalom. Mówi się, że kobietę, jak zaczyna zsuwać się w przepaść, można już tylko popchnąć, żeby szybciej spadała (śmiech). Ale nie byłabym sprawiedliwa mówiąc, że tak jest zawsze. Podczas rajdów, czy wypraw poznałam wielu bardzo ciekawych ludzi i nawiązałam, właśnie z mężczyznami, przyjaźnie na całe życie. Na długich wyjazdach często różnice płci zacierają się i mężczyźni zaczynają cię traktować, jak swojego kumpla. Rodzą się wtedy bardzo fajne relacje damsko – męskie. Wielu ludzi uważa, że taka przyjaźń jest niemożliwa, ja jednak twierdzę, że zdarza się i mam na to liczne dowody.

- Twoje wyprawy to nie wizyty w pięciogwiazdkowych hotelach, lecz prawdziwa przygoda, zmaganie się z siłami natury, często całkowity prymitywizm. Co z barierą intymności? Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na chwilę prywatności, której każda kobieta potrzebuje?

- W ekstremalnych warunkach bywa to uciążliwe. Myślę np. o dostępie do wody, żeby się umyć, czy ogólnie o potrzebie intymności, wynikającej z tego, że kobiety mają zupełnie inną fizjologię, a więc i inne potrzeby. Na takich wyprawach trzeba się jednak przestawić. Nie ma innego wyjścia. Wyjeżdżając, przełączam się na inne realia. W pewnym sensie przestaję być kobietą, a jestem po prostu jednym z członków ekspedycji. I tylko ta świadomość pozwala mi przetrwać w dobrym zdrowiu psychicznym.

- Twoja pierwsza pasja to motoryzacja. Przygodę z telewizją zaczynałaś od programu „Automaniak”, w którym testowałaś samochody, zdradzałaś tajniki i nowinki motoryzacyjne. To tradycyjnie męskie rejony. Czy mogłaś liczyć na wsparcie reszty realizatorów programu, którymi byli głównie panowie?

- Panowie pomagali mi raczej szybko się wyłożyć. Pytali na przykład: pani Martyno, jaki jest moment obrotowy Hondy Civic z 1997 roku o pojemności dwóch litrów? Nie było łatwo, aczkolwiek tylko przez pierwszych parę lat musiałam walczyć o swoją pozycję.  Ostatnio zaczepił mnie na ulicy miły, młody człowiek i powiedział: „pani Martyno, „Automaniak” bez pani to już nie to samo”. Oczywiście cieszę się, że program dalej funkcjonuje. To tak, jakbym wypuściła własne dziecko w świat. Co ciekawe ostatnie badania pokazały, że wiele osób myśli, że nadal go prowadzę. Tak silnie jestem z nim kojarzona. To miłe – pewien dowód uznania. Dwanaście lat pracy daje mi poczucie, że zrobiłam i powiedziałam w dziedzinie motoryzacji wszystko, co mogłam i chciałam powiedzieć. Przyszedł czas na zmiany. Wracając do pytania muszę przyznać, że w środowisku dziennikarskim było mi bardzo ciężko, natomiast w środowisku zawodników wręcz przeciwnie. I to na pewno otworzyło mi wiele drzwi. Miałam okazję przeprowadzić wywiady ze znakomitymi kierowcami rajdowymi i wyścigowymi i myślę, że często mi się to udawało, bo byłam właśnie kobietą. W takim typowo męskim świecie, kiedy pojawiała się dziennikarka, akredytowana przy rajdowych mistrzostwach świata, to nikt nie odmawiał mówiąc, że np. Carlos Saints czy Tommy Makinen są zajęci. I tym oto sposobem udawało mi się czasem zdobyć informacje, do których inni nie mieli dostępu.

- Jesteś pierwszą kobietą z Europy Środkowo-Wschodniej, która ukończyła Rajd Paryż-Dakar. Zajęłaś też drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Rajdu Transsyberia 2003. Udział w takich projektach wymaga wielkiej determinacji.

- Staram się nie ulegać słabościom. Nie myślę o tym, że mogę się poddać. Tak zachowuję się nie tylko podczas rajdów, ale również w górach. Są oczywiście takie sytuacje, że rzeczywiście mam dosyć, natomiast nigdy nie pojawia się w mojej głowie myśl, że mogłabym zrezygnować. Nie zastanawiam się nad tym, że nie dam rady. Myślę tylko o tym, jak mam to zrobić, żeby cel osiągnąć. Z reguły to działa. W podejściu do większości rzeczy, które robimy w życiu, najważniejszym elementem jest głowa, czyli nastawienie psychiczne i silna motywacja. Zawsze żartowałam, że kiedy zakopię się samochodem na pustyni, to będę w stanie przekopać wydmę na wylot i przejechać przez nią.

- Swego czasu pisałaś felietony nie tylko do  „Auto Moto” ale również do „Świata Motocykli”. Jeździsz takim jednośladem?

- Od 10 roku życia niezmiennie i nieprzerwanie jeżdżę motocyklem i nie opuściłam żadnego sezonu. Kiedyś jeździłam na sprzęcie rodzimej produkcji lub NRD-owskiej jak np.: fantastycznym MZ 150. Obecnie jeżdżę Ducati Monster 1100. Przyznam, że motocykl w Warszawie pełni bardzo praktyczną funkcję, dzięki niemu do pracy jadę dwa razy krócej niż samochodem. Jeżdżę głównie po mieście, rzadziej wyruszam w trasy. Motor jest dla mnie symbolem wolności i niezależności. Muszę mieć tę świadomość, że w każdej chwili mogę założyć kask, wsiąść na niego i nawinąć trochę asfaltu na koła.

- Kto zaszczepił w Tobie tę miłość do motorów?

- Mój tata, który sam dużo kiedyś jeździł jednośladem. Miał swój warsztat samochodowy i kilka motocykli. Od początku miałam smykałkę do motoryzacji, a do motorów w szczególności. Cały czas jestem zapaloną i zdeklarowaną motocyklistką, chociaż jeżdżę zupełnie inaczej niż kiedyś. O motocyklistach zwykło się mówić „dawcy nerek”. Ja już nie zaliczam się do tej grupy. Jeżdżę dużo spokojniej niż kiedyś.

- Kolejną Twoją pasją jest nurkowanie. Jesteś licencjonowanym nurkiem technicznym. Co to znaczy?

- Nurkowanie rekreacyjne od technicznego różni się tym, że do oddychania pod wodą używa się mieszanek innych niż powietrze, co sprawia, że można nurkować dłużej i głębiej. Najpierw nurkuje się na nitroksie, potem na trimiksie. Nurkowanie głębokie fascynowało mnie aż do momentu, kiedy uległam wypadkowi i zrozumiałam, że mój organizm nie jest do tego stworzony. Pozbyłam się ambicji w tej dziedzinie, choć oczywiście nadal nurkuję i bardzo to lubię, ale w tym przypadku nie dążę do ustanawiania jakichkolwiek rekordów.

- Czy do wypadku doszło z Twojej winy?

- Pewne leki, które przyjmowałam w tym czasie, zmieniły lepkość mojej krwi i krzywą dekompresji, mówiąc fachowym językiem. Zdałam sobie sprawę z tego, że jest to bardzo techniczny i wymagający sport, w którym wiele zależy również od sprzętu. Dlatego też między innymi odeszłam od motosportu, gdyż w rzeczywistej drodze do sukcesu mało ma w nim do powiedzenia człowiek i jego determinacja - to sprzęt odgrywa kluczową rolę. Zupełnie inaczej jest w górach, gdzie autentycznie przekracza się granice własnych możliwości. W pewnym momencie przestała mnie interesować rywalizacja, choć na początku od tego właśnie zaczynałam. Z biegiem czasu zaczęło mnie pasjonować pokonywanie dużych odległości, i poznawanie nowych ludzi i innych kultur.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Kobieta na krańcu świata

    Kobieta na krańcu świata

    Martyna Wojciechowska przemierzyła kulę ziemską w poszukiwaniu bohaterek do swojego najnowszego programu Kobieta na krańcu świata. Odnalazła je między innymi w najbiedniejszej dzielnicy boliwijskiego La Paz, na argentyńskiej pampie, rajskiej plaży Zanzibaru i w pływającym domu na zatoce Ha Long. Książka składa się z reportaży pokazujących te fascynujące miejsca, i kulturę.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-02-21 15:36

    świetne zdjęcia i interesujący artykuł

Autor

  • Agnieszka Budo

    Agnieszka Budo

    Redaktor National Geographic, dziennikarka, podróżnik, miłośniczka Bliskiego i Dalekiego Wschodu, a także Afryki. Każda wyprawa jest dla niej przygodą i sensem życia.

Ostatnio czytali

  • artur
  • JoJo99
  • amrr
  • Ewelinta
  • Madzia
  • WilkuPL
  • pierzgal
  • Phiotro
  • jarjar69
  • just_kot
  • marek48
  • biber
  • zenit7
  • wolek
  • andbaj
  • tenzin
  • Karolllina
  • artkost
  • droplet
  • Mieszko
  • kateplum
  • kami7
  • Renatka
  • mcquzmack
  • MarkusKrakow
  • mateuszek74
  • bluehiccup

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się