W relacji Chapina dominują opisy życia toczącego się na ulicach, strojów i lokalnych obyczajów, spośród których autora najbardziej zafascynowały procesje pogrzebowe i ślubne. Zresztą i w naszych czasach są one w tych krajach niezwykle barwnymi spektaklami. Zabytki w zasadzie Chapina nie zajmowały i tylko Wielki Mur oraz grobowce cesarzy dynastii Ming (1368-1644) pod Pekinem najwyraźniej zrobiły na nim wrażenie. Wspomina też otaczające stolicę Chin mury obronne, które miały prawie 50 km długości i zostały wzniesione za Mingów. Niestety – choć dziś trudno w to uwierzyć – mury te rozebrano zupełnie niedawno, w latach 1960., by zrobić miejsce pod obwodnice i metro. Gdyby ocalały, niewątpliwie znalazłyby się już na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO.
Tak czy inaczej, Chapin podróżował głównie po to, by robić zdjęcia. Jeśli pod względem ilości niezwykłych obiektów do zdjęć Korea plasuje się bardzo wysoko, to Chiny, z powierzchnią 43 razy większą od swego małego sąsiada, plasują się jeszcze wyżej i są istnym rajem dla kodakerów – podkreśla w swej relacji. Ot, kolejna ciekawostka z tamtych czasów – zamiast słów „fotografować” czy „fotografowie”, Chapin pisze o „kodakowaniu” i „kodakerach”. Był to rezultat strategii marketingowej firmy Eastman Kodak, do której należała też wtedy marka Graflex. Posiadacze kosztownych aparatów stanowili przecież elitę i tworzyli coś w rodzaju fanklubu produktów Kodaka, choć słowa „fotografia” i „fotografować” weszły do słownictwa już w pierwszej połowie XIX w.
Trudno byłoby dziś zaliczyć pierwsze kolorowe fotografie w magazynie do arcydzieł – są sztywne, upozowane. Brakuje im dramatyzmu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Ale z drugiej strony – może właśnie na tym polega ich urok, że jest w nich to coś, czego już dziś nie ma. Naświetlanie trwało wtedy bardzo długo, fotografowany obiekt nie mógł się poruszać nawet przez kilkanaście sekund, co od ludzi wymagało pewnej dozy cierpliwości.
Ze wszystkich obiektów, które próbowaliśmy kodakować w Pekinie, najgorzej było z filigranowymi, nieśmiałymi kobietami mandżurskimi – wyznaje Chapin, pisząc o zamożniejszych Chinkach, które obowiązkowo nosiły wówczas stroje w stylu mandżurskim. Niczym sroki wyczuwające myśliwego, one też jakby instynktownie wyczuwały obecność aparatu i zmykały niczym króliki, kryjąc się w bramach póki nie minęło zagrożenie. Cóż było robić? Chapin szczerze przyznaje, że musiał nawet zachęcać fotografowanych do pozowania „drobnymi napiwkami”. Wtedy była to normalna praktyka. Oto jak Chapin opisuje próbę pozyskania zdjęcia chińskiego skazańca z dybami na szyi: Cena, którą zażądał strażnik więzienny za pokazanie nam takiego skazańca, wydawała się nieco przesadzona. Ale gdy zgodnie ze zwyczajem panującym w tutejszych sklepach daliśmy ofertę o połowę niższą, więźnia natychmiast przyprowadzono. Dziś takich skazańców zakutych w dyby już na chińskich ulicach nie spotkamy, ale targowanie się w sklepach do upadłego jest nadal absolutnie wskazane.
Rarytasami wśród zdjęć zrobionych przez Chapina w Korei są fotografie kobiet z odsłoniętymi piersiami. Nie były to, broń Boże, żadne ladacznice, lecz karmiące matki. Miały one prawo – i to w kraju tak skrajnie pruderyjnym, jak ówczesna konfucjańska Korea – demonstrować, że właśnie spełniły najważniejszy kobiecy obowiązek, czyli urodziły potomka. Zdjęcia te były potem komentowane na Zachodzie jako przykład godnego naśladowania szacunku dla macierzyństwa i propagowania karmienia niemowląt piersią. Geographic był zresztą w Ameryce pionierem w przełamywaniu stereotypów o „gołych dzikusach”. Już w 1896 r. na jego łamach ukazało się pierwsze zdjęcie nagiej Zuluski, co na owe czasy było posunięciem śmiałym i kontrowersyjnym. Kolejna zaś fotografia – nagiej Filipinki, opublikowana w 1903 r. – wywołała w Stanach wielką publiczną debatę na temat moralności i kulturowych stereotypów. Publikowanie takich „gołych” zdjęć w NGM stało się odtąd regułą. Ale to już zupełnie inna historia.
Autor jest sinologiem, dziennikarzem i podróżnikiem, posiadaczem największej w Polsce kolekcji egzemplarzy magazynu National Geographic.

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...
dobranoc. c.c.c.c.c T.
mówi pan,,,,,,,,ćwiczyć, czytać, nie wiem, kochać?, i dalej ćwiczyć, i dalej ćwiczyć, i ćwiczyć dalej, pracować, mieć trochę smykałki czy nosa, jeśli chodzi o Ng uważam że poziom jest mocno wyżyłowany i wysoki taki na jaki wygląda "z zewnątrz":), dużo robi uważam oglądanie zdjęć gdzieś tam sobie czy tu czy tam, oko jednak i mózg "robi póóźniej swoje" i.może. się. uda,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,powod
Aparat w tamtych czasach był gadżetem głownie dla elit. Świetny artykuł. Teraz ludzie oddaliby wszystko by ich zdjęcia wylądowały w NG.
!!!
Pozdrawiam...Miłego dnia czy popołudnia.Trawson.
d.dj.d.
Ale udana też jest co?! Haha!...Ta cała fotografia...
Ciekawy artykulik :-)
....można by jeszcze dodać, że kiedyś, te " kilka " lat temu aparat kosztował majątek i mało kto mógł sobie na niego pozwolić ...; dziś jest już bardziej dostępny :) ; dla każdego...; Pozdrawiam Cię Piotrze :) i wszystkich Sympatyków NG :)
"toteż dopiero w listopadzie 1910 roku, po raz pierwszy w magazynie i w ogóle w historii prasy, ukazała się seria kolorowych zdjęć" No to będzie rocznica!
Autor jest sinologiem, dziennikarzem i podróżnikiem, posiadaczem największej w Polsce kolekcji egzemplarzy magazynu National Geographic.

Przejście Północno – Zachodnie. Opłynąć Amerykę Północną od ...

Szafirowy błysk, furkot skrzydełek i maleńki ptaszek - a moż...

Martwy słoń, samiec, leży na boku, z prawą nogą podkurczoną ...

W czasach budowy budziła podziw swym rozmachem. Potem była ...
Wygraj roczną prenumeratę National Geographic Polska!
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.