Stąd tylko w protestanckiej Ameryce, gdzie wpływ mitologii czy religii na naukę nie był już tak silny, mogła się zrodzić pierwsza prawdziwa fascynacja dinozaurami. Wkrótce przybrała ona charakter istnej manii, której kulminacją była słynna „wojna na kości“ (Bone Wars) toczona między paleontologami Edwardem Cope’em i Othanielem Marshem.Zaczęło się od tego, że Marsh publicznie skrytykował Cope’a za umieszczenie czaszki plezjozaura w miejscu gdzie, jego zdaniem, powinien znajdować się ogon. Zażarta rywalizacja między naukowcami trwała ponad 30 lat. Obaj nie przebierali w środkach. Uciekali się nawet do stosowania dynamitu, aby znaleźć więcej kości.
W efekcie do roku 1897 Marsh odkrył szczątki aż 86 gatunków prehistorycznych gadów, a Cope 56, choć pewnie drugie tyle zniszczyli eksplozjami.
 Przez cały ubiegły wiek wykopano dużą liczbę skamieniałości, ale dopiero z początkiem lat 90., gdy odpowiednio rozwinęły się takie dziedziny, jak mikrobiologia, genetyka czy tomografia i animacja komputerowa, badania nad tymi zwierzętami wkroczyły w zupełnie nowy etap. Przyczyniły się do tego także nowe wykopaliska, szczególnie w Chinach, gdzie natrafiono na jaja dinozaurów (w tym często z embrionami) oraz różne brakujące dotychczas ogniwa, jak choćby szczątki dinozaurów latających. Towarzystwo National Geographic zostało sponsorem wielu ważnych ekspedycji paleontologicznych. To właśnie w jego magazynie w lipcu 1998 r. po raz pierwszy opisano odnalezione w Chinach upierzone dinozaury, które najprawdopodobniej dały początek współczesnym ptakom. Pół roku wcześniej zaś, w wydaniu z grudnia 1997 r., przedstawiono sensacyjne rezultaty wykopalisk w Patagonii, najmniej dotąd poznanego obszaru, na którym niegdyś królowały największe z dinozaurów. Artykuł zilustrował sam James Gourney, twórca słynnej Dinotopii (obrazkowej opowieści o wyspie zamieszkanej wspólnie przez ludzi i dinozaury), który zresztą był już wcześniej ilustratorem magazynu National Geographic specjalizującym się w obrazach ze starożytności.
Cały urok paleontologii polega zresztą na tym, że jest to nauka z pogranicza wielu dyscyplin. Jej ducha dobrze oddaje Paul Sereno, aktywny w latach 90. poszukiwacz skamieniałości wspierany przez National Geographic. Zagadnięty o swoją profesję, odpowiada: Traktuję paleontologię jak „przygodę z przesłaniem”. Bo jak można nazwać naukę, która pozwala hasać po najodleglejszych zakątkach globu i wskrzeszać gargantuiczne stworzenia, których nikt nie widział. W jego przypadku efektem tej przygody był m.in. prehistoryczny superkrokodyl odnaleziony w piaskach Nigru oraz liczne skamieniałości dinozaurów z pięciu kontynentów.
 Towarzystwo National Geographic zaangażowało się też w głośną na całym świecie sprawę „obrony Sue”, czyli najlepiej zachowanego z 22 dotąd odnalezionych szkieletów tyranozaura, ochrzczonego tak od imienia odkrywczyni, Sue Hendrickson. Na ten niemal kompletny szkielet natrafiła ona w kwietniu 1990 r. na prywatnym ranczu w Południowej Dakocie. Gdy okazało się, że pretensje do znaleziska ma właściciel rancza (dzierżawiący je z kolei od indiańskiego szczepu Siuksów), do akcji wkroczył amerykański rząd. Mimo protestów okolicznych mieszkańców i naukowców szkielet skonfiskowali uzbrojeni agenci FBI, a potem przez siedem lat toczyły się procesy sądowe o prawo własności Sue. Ostatecznie przyznano je dzierżawcy rancza, który sprzedał szkielet na aukcji w Nowym Jorku za... 8,3 mln dol. Na szczęście, też przy wsparciu National Geographic, a także Disneya i McDonalds’a, Sue mogło kupić renomowane Field Museum w Chicago i zamiast trafić do prywatnej rezydencji jakiegoś szejka czy oligarchy, ten uważany za najcenniejsze znalezisko paleontologiczne XX w.  tyranozaur jest dziś pokazywany publicznie.
Dzięki postępowi nauki i znaleziskom takim jak Sue, przy której kościach zachowały się nawet skamieniałe resztki mięśni, możemy dowiedzieć się, jak żyły, a nie tylko jak umierały dinozaury. Wszystkiego jednak odtworzyć się nie uda – choćby wydawanych przez nie dźwięków. Ale od czego jest wyobraźnia artystów? Na przykład w filmie Stevena Spielberga Park Jurajski odgłosy wydawane przez krwiożerczego tyranozaura powstały ze zmiksowania ryków słoni i tygrysów, syku aligatora i świstu wieloryba. Ja dodałbym jeszcze do tego chrapanie mojego mopsa, który znużony znęcaniem się nad kaczą kością zasnął zapewne zupełnie nieświadom, że praprapradziadek tej kaczki mógłby go sobie połknąć na deser.  

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-11-02 12:31

    przysłowie "cudzie chwalicie swego nie znacie" powinno być przerobione na: "wymarłe ożywiacie, żyjące zabijacie". Z jakichś powodów te zwierzęta wyparły lub wyewoluowały by być tym czym są teraz i po co to zmieniać, ale i tak ciekawi mnie jak i co porabiały te zwierzaki, więc grafiki i symulacje - czemu nie!

  • Do moderacji
    2010-10-04 09:29

    Może by reedytować stare wydania NG

Autor

  • Krzysztof Darewicz

    Krzysztof Darewicz

    Autor jest sinologiem, dziennikarzem i podróżnikiem, posiadaczem największej w Polsce kolekcji egzemplarzy magazynu National Geographic.

Ostatnio czytali

  • karlajn
  • Agnieszka_K
  • jarek08
  • irwina77
  • nusia
  • monika p

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się