Naukowcy sądzą, że niezależnie od ryftu pod Islandią funkcjonuje też plama gorąca (ang. hot spot). Określa się tak miejsca, gdzie magma z płaszcza Ziemi – drugiej po skorupie warstwy planety – podchodzi blisko jej powierzchni, topiąc leżące na jej drodze skały. Do tej pory zidentyfikowano kilkadziesiąt takich punktów. Plama gorąca znajduje się m.in. pod Yellowstone, od milionów lat dostarczając energii jego licznym gorącym źródłom, gejzerom i fumarolom (gorące wyziewy pary wodnej i innych gazów bogatych w związki mineralne).
Potężny strumień ciepła podgrzewa też od spodu Hawaje, gdzie znajdują się największe na Ziemi wulkany Mauna Loa i Mauna Kea, które od podstawy na dnie oceanu mają ponad 9 km wysokości.
Wszystkie hawajskie wulkany są zbudowane z lawy bazaltowej, która ze względu na małą lepkość płynie szybko i rozlewa się szeroko. Dlatego mają kształt płaskich, rozległych stożków. Stąd ich nazwa – wulkany tarczowe. W przeszłości wulkanem tarczowym była też Etna, potem jednak wzbogaciła swój repertuar o popioły, dymy i okruchy skał. Zyskała dzięki temu stromą stożkową sylwetkę typową dla stratowulkanów.
Pięknym przykładem stratowulkanu jest Fudżi – najwyższy szczyt Japonii i święta góra tego kraju. Choć dość młoda (ma 600 tys. lat) i wciąż uznawana za czynną, ostatni raz dymiła przed 300 laty. Nic dziwnego, że stała się celem wycieczek i pielgrzymek. Złą renomę w Japonii ma za to wulkan Unzen na wyspie Kiusiu, którego erupcja w 1991 r. zabiła ponad 40 osób, w tym pewne małżeństwo wulkanologów, a wzbudzone przezeń pod koniec XVIII w. tsunami było przyczyną śmierci 15 tys. ludzi.
Japonia ze swymi licznymi dymiącymi stożkami stanowi część pierścienia ognia, czyli wielkiego kręgu wulkanicznego otaczającego Pacyfik. Powstał on na granicy płyty pacyficznej. Do tego piekielnego kręgu należy też ponad setka wulkanów Kamczatki i Archipelagu Malajskiego. To w nim miała miejsce jedna z największych w XX w. erupcji, gdy w czerwcu 1991 r. po sześciu wiekach milczenia eksplodował Pinatubo na Filipinach. Dzięki wcześniejszej ewakuacji setek tysięcy ludzi zdołano uniknąć dużej liczby ofiar. Popioły i lawiny błotne z Pinatubo zniszczyły jednak tysiące domów, a pyły z wulkanu zostały rozwleczone wokół całej Ziemi. Było ich tak dużo, że osłabiły promieniowanie słoneczne, obniżając na rok temperaturę na Ziemi o około 0,5OC.
Skutki eksplozji Pinatubo (800 ofiar śmiertelnych) nie dorównały jednak tym, które przyniósł wybuch indonezyjskiego wulkanu Krakatau w 1883 r. Po liczącej 45 km2 wyspie pozostała tylko dziura w dnie morskim między Sumatrą i Jawą. (Od niedawna dymi tam nowy wulkan, Anak Krakatau, czyli Syn Krakatau). 40-metrowa fala tsunami wywołana erupcją zabiła 36 tys. ludzi, a spowodowane wybuchem globalne ochłodzenie klimatu trwało aż trzy lata.
Indonezja to w ogóle kraina wyjątkowo groźnych wulkanów. Mniej więcej 1,5 tys. km na wschód od Krakatau znajduje się wyspa Sumbawa, na której wznosi się wulkan Tambora. Jego szczyt wieńczy kaldera, która ma 6 km średnicy i ponad 1 km głębokości. To wielkie zagłębienie powstało po eksplozji w 1815 r. – największej na Ziemi w czasach historycznych. Wulkan wypluł wówczas na wysokość ponad 50 km ponad 40 km3 materiału. Erupcję słyszano na odległej o 2000 km Sumatrze.
Czy można sobie wyobrazić jeszcze większe eksplozje? Owszem. Ostatnio Amerykanie zidentyfikowali pod Yellowstone olbrzymią kalderę o rozmiarach 85 na 45 km, która powoli puchnie od nadmiaru magmy. Czarny scenariusz zakłada, że dojrzewa tam do wybuchu superwulkan, którego erupcja może być tysiące razy silniejsza od Pinatubo. Kandydatem do supereksplozji jest też wulkan Merapi na Jawie, bardzo aktywny i leżący w gęsto zaludnionej okolicy. Potencjalnie groźna jest stale dymiąca góra Colima w Meksyku, wokół której żyje ok. 300 tys. ludzi. Poważne kłopoty może sprawić afrykański Nyiragongo, leżący w wulkanicznych górach Wirunga na pograniczu Demokratycznej Republiki Konga, Rwandy i Ugandy. A wracając w pobliże Europy – najwięcej niepokoju budzi wulkan Pico de Teide górujący nad Teneryfą w archipelagu Wysp Kanaryjskich. Pico de Teide jest do połowy zanurzony w wodzie. Jego wysokość, liczona od podstawy, wynosi 7 km. Ostatni raz był czynny w 1909 r. Jednak na jego szczycie wciąż są aktywne małe siarkowe fumarole. Zdaniem badaczy, może on się jeszcze obudzić, a istnieje ryzyko, że kolejny wybuch będzie zbliżony do wybuchów Wezuwiusza.

Przepis na udaną zabawę w stolicy Katalonii? Nie ma takiego ...

Pierwsze przejście z południa na północ Australii to najbard...

Wakacyjna ziemia obiecana warta jest oczywiście każdych pien...

Po wizycie w sułtanacie Brunei, malutkim państewku na Borneo...
Ciekawy artykulik, brawo:)
Bardzo ciekawie przedstawienie najwięksi i najsłynniejsi "dymiarze".
świetne .!
interesujący artykuł
Dziennikarz, geograf, redaktor miesięcznika popularnonaukowego Wiedza i Życie.
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.